Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

22.02.2012
środa

Spektakl wokół Madzi i kwestia dzietności

22 lutego 2012, środa,

Możemy zapomnieć o wysokiej dzietności w Polsce, kiedy media będą z uporem nagłaśniać takie sprawy, jak sprawa półrocznej Madzi.

W publicznej dyskusji nad sprawą śmierci Madzi umknął nam wpływ, jaki tego rodzaju medialne spektakle wywierają na ludziach w wieku rozrodczym. Nagłaśnianie spraw tego typu – dzieci nieszczęśliwie wyślizgujących się z kocyków i wypadających przez okna z idącym tuż za nimi przekazem piętnującym matki – zniechęca do posiadania dzieci. Bo z dziećmi, dowiadują się ludzie na progu założenia rodziny, są same kłopoty. Trzeba je utrzymać, wychować, poświęcać im cały swój czas, a do tego strzec ich jak oka w głowie. A kiedy coś im się losowo przydarzy, to znikąd pomocy. Tylko szok i publiczny lincz. Media, żywiąc się i rozdmuchując do niebotycznych rozmiarów tego typu ludzkie dramaty, odstraszają Polki od posiadania potomstwa. Te, które jak Maria Czubaszek nie chcą mieć dzieci, po przyjrzeniu się nienawistnym tłumom na pogrzebie Madzi nie będą ich chciały mieć jeszcze bardziej. Te, które pragną mieć dzieci, dwa razy się zastanowią czy na pewno warto.

Społeczna histeria związana z przypadkiem Madzi wzięła się między innymi stąd, że dzieci jest mało i coraz mniej, a do tego ciągle, w społecznej ocenie, odpowiedzialne za dzieci są wyłącznie matki.

Być może trudno w to uwierzyć zaglądając do tabloidów, ale przypadków śmierci dzieci jest dzisiaj bardzo niewiele. Statystycznie właściwie nie zdarzają się wcale. Jeszcze na przełomie XIX i XX wieku połowa dzieci nie dożywała wieku rozrodczego, nawet w tak cywilizowanych krajach jak Wielka Brytania. Dzisiaj przeżywa niemal każdy noworodek i niemal każde dziecko ma szansę dożycia dorosłości. Faktycznie, jeśli dzieci giną, to w wyniku bardzo nieszczęśliwego wypadku albo bardzo ciężkiej choroby. Przyglądając się serwisom informacyjnym, można odnieść wrażenie, że w naszym kraju matki nie robią niczego innego, jak tylko porzucają dzieci na mrozie albo tak niefrasobliwie się nimi zajmują, że dzieci umierają. Nic bardziej błędnego – przypadków śmierci dzieci jest bardzo niewiele, ponieważ dzieci są dziś nadzwyczaj cenne.

Kilka lat temu Barbara Szacka, profesor socjologii, opowiadała mi o swojej wizycie u znajomych na wsi. Ze zdumieniem i przerażeniem przyglądała się niefrasobliwości owych znajomych w opiece nad małymi dziećmi, które biegały samopas tuż przy bardzo ruchliwej drodze. Nikt ich nie doglądał i nikt specjalnie nie dbał o ich bezpieczeństwo. Pani profesor uświadomiła sobie potem, o ile pamiętam – po rozmowie ze znajomymi, że wartość dzieci uzależniona jest od ich liczby. Kiedy dzieci jest dużo, jakkolwiek to brutalnie nie zabrzmi, nie dba się o nie i o ich bezpieczeństwo tak mocno, jak dba się o bezpieczeństwo dzieci w sytuacji, kiedy średnio na jedną polską rodzinę przypada jedno. Wartość dzieci dramatycznie rośnie, kiedy jest ich mało i coraz mniej. Na wsi, którą odwiedziła profesor Szacka, dzieci było wciąż dużo, a dzisiaj, zwłaszcza w dużym mieście, dzieci jest niewiele. Kiedy w 2008 roku gościłem w moskiewskiej placówce Polskiej Akademii Nauk, jej ówczesny szef Mariusz Wołos opowiadał mi o zdumiewającym stosunku do dzieci Rosjan, którzy od lat zmagają się z wyjątkowo niską dzietnością. Krótko mówiąc, w Moskwie dzieci jest jak na lekarstwo. A ponieważ jest ich niezmiernie mało, ustępuje się im miejsca w autobusie i w metrze. Tak, tak. Nie ustępuje się miejsca starszym, tylko dzieciom. W sytuacji niskiej dzietności chucha się na to jedno dziecko w rodzinie i dmucha. I nie dopuszcza, żeby biegało samo przy jezdni. Dowozi się je do szkoły aż do piątej klasy i nie pozwala na jakiekolwiek brewerie, które mogą poskutkować nieszczęśliwym wypadkiem. Jeśli dzietność w Polsce od lat oscyluje między 1,20 a 1,40 dziecka na jedną kobietę, nie dziwota, że rozpętuje się medialną histerię wokół każdego przypadku śmierci niemowlęcia. Histeria jest jednak kontrskuteczna – zamiast zachęcić rodziców do baczniejszej opieki, zniechęca ich do posiadania dzieci w ogóle. Zwłaszcza, że winą w takich sytuacjach obarcza się niemal wyłącznie matki.

Kiedy się dziecku w Polsce coś przydarza, to oczywiście wina matki. Za nieszczęśliwy wypadek, któremu ulega dziecko, mimo coraz większego zaangażowania ojców, nadal odpowiedzialna jest w Polsce matka i tylko matka. Polacy sądzą, że to właśnie mama, a nie tata, powinna pozostawać w domu z dzieckiem do jego trzecich urodzin. Z roku na rok ubywa wyznawców tego poglądu, ale nie dzieje się to w przesadnie szybkim tempie. W roku 1979 sądziło tak dla przykładu niemal 95 procent Polaków, niezależnie od wieku i płci, w 1998 odsetek zmalał do niecałych 92, by osiągnąć w roku 2002 poziom 85 procent. To wciąż bardzo dużo. Polacy sądzą, że kobieta zostawiająca małe dziecko w domu i oddająca się pracy zawodowej dopuszcza się – niemalże – przestępstwa, usprawiedliwionego tylko tym, że rodzinie (czytaj: dziecku) może zabraknąć pieniędzy.

Dziecko nie może przebywać w domu z mężczyzną, ponieważ mężczyzna „się nie nadaje”. Nadaje się tylko matka, przez co nie ma ani czasu, ani przestrzeni dla siebie. Cała jej przestrzeń i cały jej czas są dla dziecka. Kobieta decydująca się na dziecko zderza się do tego z surrealistycznymi oczekiwaniami względem macierzyństwa, podsycanymi przez cukierkową prasę. Gazetki ze słodkimi dzidziusiami, nigdy nie wrzeszczącymi i nie sprawiającymi żadnych kłopotów, przedstawiają macierzyństwo w różowych barwach jako konsumpcyjne wesołe miasteczko, dostarczające ogromu pozytywnych doznań. Kiedy okazuje się, że to wesołe miasteczko to w istocie brak snu, ból, niepewność, kontrola nad poczynaniami opiekuńczymi ze strony matek i teściowych, brak fachowej wiedzy, wyczerpanie fizyczne, kłótnie z równie zmęczonym partnerem, brak środków na utrzymanie dziecka, brak czasu na rozrywki i na odpoczynek, pojawia się kryzys. A w kryzysie o wypadek niestety nietrudno.

Po takim wypadku – wiadomo – kryzys podwójny, poza ciężkim urazem psychicznym wiążący się z niesprawdzeniem się w roli matki, niesprostaniem społecznym, wystrzelonym w kosmos wymogom bycia heroiczną matką-Polką. A do tego jeszcze medialne pastwienie się. Szczerze mówiąc, nie dziwi mnie wcale, że matka Madzi w tej niewyobrażalnie stresowej sytuacji wymyśliła porwanie, które tak zelektryzowało Polaków (przy czym wcale nie chcę jej usprawiedliwiać, oszustwo to oszustwo). Nic też dziwnego, że ludzie w wieku rozrodczym, przyglądając się z boku całej sytuacji, mają skłonność do unikania rodzicielstwa. Bo dzieci równają się hiper-poważnym kłopotom.

Na koniec uderzę w dzwon patosu, za co z góry przepraszam. Jednym z celów tzw. polityki prorodzinnej, niezależnie od opcji politycznej sprawującej akurat władzę, jest wspomaganie reprodukcji. Jak wiadomo, mniej dzieci to więcej kłopotów dla każdego państwa. Dlatego najważniejszymi składowymi polityki prorodzinnej winny być przemyślane i porządne świadczenia socjalne związane z opieką nad dziećmi, działania zapewniające opiekę zdrowotną matkom i dzieciom oraz świadczenia zachęcające pracujących rodziców do zajęcia się dzieckiem. No i działania, które zmierzają do zachęcenia kobiet do rodzenia. Spełzną one na niczym, jeśli w przestrzeni medialnej spotykać się będą z przerażającą nagonką na matki, którym się z przyczyn losowych nie udało.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 36

Dodaj komentarz »
  1. Przebywam od półtora roku w Chinach, gdzie dziecko według prawa powinno być tylko jedno na głowę (choć są liczne wyjątki). Tu też rozpieszczają maluchy – aż korci mnie, żeby podlinkować fotkę z pekińskiego metra. Więc teza Szackiej się potwierdza. Pozdrowienia od byłego studenta 🙂

  2. Oczywiście nie jedno dziecko na głowę, ale na parę głów 😉

  3. Zgadzam się w 100% z diagnozą „zawsze winna matka i tylko ona się nadaje do opieki nad dzieckiem” – to jest coś, nad czym w Polsce musimy jeszcze sporo popracować. Na szczęście powoli, powoli to normalnieje, bo coraz więcej młodych mężczyzn traktuje opiekę nad dzieckiem i wspólne rodzicielstwo jako coś normalnego. Nie wydaje mi się natomiast, żeby doniesienia o śliskich kocykach itd. miały tak silny wpływ na decyzję o rodzicielstwie – chyba trochę to Pan przecenia. Dzieci w Polsce rodzi się mało niemal wyłącznie ze względów ekonomicznych – niepewność albo brak zatrudnienia odgrywa tu główną rolę. Dodajmy do tego brak elastyczności zatrudnienia (chociażby praca zdalna), nędzny dostęp do przedszkoli i żłobków… i naprawdę nie potrzeba już medialnych spektakli o jednej tragedii, żeby zniechęcić Polaków do rozmnażania się.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @ antenka
    ‚Dzieci w Polsce rodzi się mało niemal wyłącznie ze względów ekonomicznych – niepewność albo brak zatrudnienia odgrywa tu główną rolę.’
    Kompletnie nie kupuję tej argumentacji. Skoro to przez biedę, to dlaczego dzieci na wsi jest więcej, a w wielkomiejskich klasach średnich zazwyczaj tylko jedno w rodzinie? Nie wspominając już o krajach afrykańskich, gdzie wielodzietność jest wielka. Dlaczego stosunkowo ubodzy imigranci do krajów rozwiniętych (w tym także emigranci z Polski do Wielkiej Brytanii) wykazują wyższą rozrodczość niż ‚rdzenna’ populacja? Również kraje o niskim bezrobociu (choćby Niemcy) mają problem z ‚reprodukowaniem się’. Przyczyn raczej bym się doszukiwał w zawyżonych aspiracjach konsumpcyjnych, w których realizacji dziecko przeszkadza – w niektórych środowiskach zupełnie naturalną już jest potrzeba wyjazdu conajmniej raz do roku do egzotycznych krajów. Choć nie przeczę, że tanie przedszkola i różnoraka pomoc państa może problem ten załagodzić.

  6. Taki mały przyczynek do jednego z wątków tekstu: Na czas wojny los moją matkę zagnał do Francji. W sąsiedztwie, z dziewięciorgiem dzieci mieszkała p. Bispingowa, chyba wdowa po bohaterze dość znanego dramatu sprzed wojny. Pytana, jak sobie radzi z tą czeredą, odpowiadała: – Rano je wypuszczam, a wieczorem liczę, czy są wszystkie.

  7. Nie mogę się zgodzić w pełni z Pana przemyśleniami. Kwestia niskiej – a wręcz dramatycznej – dzietności w naszym kraju wiąże się przede wszystkim z kwestią ekonomiczną oraz zapewnieniem odpowiedniej opieki potomstwu! Brak perspektyw na pracę lub „lepszą” pracę, pracę, która uwzględnia elastyczność, brak odpowiedniej ilości żłobków i przedszoli (miejsc jest w nich jak na lekarstwo, a nie słyszałam, aby otwierano nowe obiekty!!); niepewność co należy zrobić, jeśli dziecko zachoruje; brak wystarczających środków na wykształcenie potomstwa…. Sama mam dwóch synów (7 i 12 lat) i wiem, jak to wszystko wygląda!!! Jestem ogromną szczęściarą, która w sparcie w opiece nad chłopcami ma w dziadkach (po obydwu stronach!), którzy opiekują się nimi po lekcjach, pomagają w odrabianiu zadań domowych, zaprowadzają na dodatkowe zajęcia…. a jak zajdzie potrzeba to i zostaną jak przyjdzie jakieś choróbsko!!! Ale ile rodziców jest pozostawionych samemu sobie?? A poza tym skąd wciąż brać coraz większe środki na kursy językowe, dodatkowe zajęcia (piłka nożna, basen, tańce, koszykówka, itp?)??? Wydaje się, że jeśli „odwaliło się czarną robotę” i urodziło się dziecko, to zostaje się samemu sobie. Brakuje czasu na regenerację dla siebie, na swoje przyjemności. Żyje się w stresie, żeby za dużo wolnego nie brać, bo może być to niemile widziane przez szefa. Liczy się każdą złotówkę, żeby budżet utrzymać jako tako, i żeby na te wszystkie dodatkowe zajęcia były pieniądze, bo oprócz tego trzeba przecież coś zjeść i isię ubrać!!!! Może wyszłam na malkontentkę, ale nie dziwię się młodym i starszym, ze nie myślą o dzieciach!!! Frazesy o prorodzinnym kursie to jedno ale rzeczywistość jest całkowicie inna! Może w końcu ktoś zejdzie na ziemię i zobaczy jak jest na prawdę????

  8. Możemy o dzietności zapomnieć gdy będziemy mieli VAT 23% na rzeczy dla dzieci
    Możemy zapomnieć o dzietności gdy bedziemy utrzymywać stan prawny pozwalający zwonic kobietę wracającą z macierzyńskiego do pracy zaraz pierwszego dnia
    Możemy zapomnieć o dzietności jeżeli będziemy utrzymywac stan prawny pozwalający istnieć owemu oszustwu: najniższa na papierze+reszta pod stołem. Ile macierzyńskiego otrzyma kobieta zatrudniona na takich warunkach?
    Możemy zapomnieć o dzietności jeżeli będziemy dalej prywatyzować/urynkowiać żłobki i przedszkola zważywszy na to, ze ,,rynki” wymagaja byśmy pracowali jak najwięcej za jak najmniej
    Możemy zapomnieć o dzietności jeżeli będziemy mieli takie paskarskie ceny lekarstw.
    Możemy zapomnieć o dzietności jak obetniemy jeszcze bardziej ten nasz kaleki ,,socjal”
    Możemy zapomnieć o dzietności jezeli będziemy zarabiać jak najmniej (tego trza ,,rynkom”. Oczywiśce ceny światowe…
    U nas tak ,,tradycyjnie”, ,,prorodzinnie” to dlaczego imigranci polscy tyle dzieci rodzą (dwa razy tyle co w PL)?
    Tragedia z Sosnowca, Maria Czubaszek,episkopat nic tutaj do rzeczy nie mają. W końcu AWS ,,realizując” swój postulat polityki prorodzinnej zakazał aborcji i skatolicyzował edukację seksualną….

  9. Skąd to przekonanie o wadze mediów? Dla większości normalnych ludzi media i tzw opinia publiczna to raczej marnej klasy cyrk z rzadka oglądany.
    Rozumiem, że wywód poparty jest czymś więcej niż intuicją?
    Kochanie, zabezpieczyłeś się? Nie? Mój boże, zajdę w ciążę, urodzę, upuszczę i co powie opinia publiczna?
    Wg mnie treść była by sensowniejsza gdyby ciąg dalszy brzmiał: ale gdy upuszczę, pojawią się media, będę w tv. Prawie jak gwiazda.
    Czy to prawdziwe? Chyba nie.
    Nawet od kiepskiej sytuacji ekonomicznej ważniejsza jest nieprzewidywalność.
    Kobiety wybierają sobie partnerów, na których jak sądzą, można polegać. Można dzisiaj polegać na młodym facecie? Ile od niego zależy? Przygotował się do zawodu, którego nie będzie miał lub za śmieszne pieniądze. Ambitny i zdesperowany otworzy coś co nazwie własną firmą. Pozna co znaczy przeoczona zmiana przepisów, kreowanie konkurencji (wspieranie bezrobotnych) przez państwo …
    Niepewność, nieprzewidywalność serwowana nam przez państwo jest jak mniemam najważniejszym powodem niechęci do ryzyka posiadania dzieci.
    To co wyprawiają politycy, także Ci przepraszający, to jak toksyna odkładana w organizmie. Dawkę przekroczono.

  10. Z tym deficytem dzieci który rzeczywiście daje się zauważyć aż tak bym nie przesadzał.
    Owszem jeżeli chodzi o ilość milusińskich być może jest powód do niepokoju i tutaj należy powiedzieć ( a nawet wykrzyczeć) ostre zdecydowane obywatelskie „nie” dla różnego rodzaju kombinatorów i spowalniaczy jedynie słusznych procesów demograficznych.

    Niemniej jest faktem,że społeczne zachowania dorosłych na każdym kroku przypominają,że dzieci ci u nas dostatek… i z każdym rokiem coraz więcej.

  11. Tu się pozwolę z @Atenką nie zgodzić. Jest głupi nacisk na matki po takich „szołach” medialnych. Miałam go podczas trwania tego związanego z Magdą. Poszłam do dużego sklepu. Gdzie jest mnóstwo stoisk. Syn jak to syn swoje niezadowolenie z grubego ubioru i przypięcie do wózka, okazywał płaczem. Bo on chce chodzić. A ja nie chcę go łapać między stanowiskami. 😉
    Otóż jedna starsza paniusua, jakich z zaciętymi twarzami było mnóstwo w materiałąch medialnych. Stwierdziła głośno, żem wyrodna matka jest. Bo śmiem chodzić po sklepach, gdy dziecko płacze. Odparłam jej, że to jest moje trzecie. I jak do tej pory moje potomstwo cieszy się doskonałym zdrowiem psychicznym i fizycznym.
    A ona na to, że teraz tyle się słyszy o nieodpowiedzialnych rodzicach.
    Dlatego zgadzam się z Gospodarzem bloga, że takie „szoły” szkodzą rodzicielstwu.
    Bo zawsze może coś się zdarzyć!

  12. No karkołomny wywód. Niedawno słyszeliśmy jak matka wzywała karetkę do dziecka, które przestało oddychać. Poznaliśmy też wspaniałego ratownika, któremu dziecko zawdzięcza życie. Zawdzięcza je przede wszystkim kochającej matce. Zastanawiam się dlaczego niektórzy tak dzielnie bronią matki Madzi. Podejrzenia są uzasadnione, dalej niech osądzi to sąd. Jeśli wina leży także po stronie ojca, to niech matka o tym powie.
    Co do dzietności to zdania sa podzielone. Obecnie ma Ziemi żyje 7 mld ludzi, a za kilkadziesiąt lat będzie na ponad 20 mld. Trzeba uczciwie powiedzieć, że na takim poziomie, na jakim żyją ludzie w Europie potrzeba 7 Ziem, żeby nas wyżywić.
    Kobiety nie chcą gromady dzieci, chcą się realizować na polu zawodowym. Chcą dać swoim dzieciom więcej niż same dostały od rodziców.I żadne becikowe tu nie pomoże.

  13. Złożyłem obietnicę,że będę się starał.Starał „by język giętki…”Obietnicami jest piekło wybrukowane.Mówi mądrośc ludowa.
    Ad rem.W moim miasteczku obserwuję obfitośc dzieci.Spłodzonych przez dzieci.Pałac dyskotekowy czynny weekendowo się przyczynia.To nie jest w porządku. Za moich czasów pałaców nie było a i pielgrzymki nie były tak powszechne.Obłapki szybkie,zetempowskie,były oczywiscie,lecz po tym trzeba było składac samokrytykę. A i niepanny miały łatwiej.
    Na tropie kitu statystycznego jestem.”Polityka prorodzinna” to właśnie ten kit.
    Działalnośc młodzieńcza jest nieuchronna hormonalnie. Niezależnie od tzw statusu społecznego.Nawet katychetki tego doświadczają.Rozwiązaniem jest przekazanie KK ,matce naszej,nie tylko troski o podglądanie poczęcia lecz również troski o nowych ,na świat przyszłych,po podglądaniu.Są w naszej ojczyżnie jeszcze wielkie obszary ziem i dóbr nieprzekazanych.Przekazac należy.Ze spisaniem umowy ,ze KK zatroszczy się o politykę prorodzinną włącznie z prokreację dyskotekową i pielgrzymkową.
    Tak mi się napisało.Z zazdrości,że wykonałem już swoją rolę prokreacyjną.
    To mówiłem ja.Jarząbek.

  14. Z wynurzeń autora wynika, że biorąc pod uwagę czynnik wiodący (dzietność) w Bangladeszu czy Etiopii powinna być lepsza sytuacja niż w Finlandii czy Kanadzie. Dlaczego jest odwrotnie?

  15. Nie jestem już dzieckiem, choć dobrze pamiętam tamte szczęśliwe lata, gdy razem z kolegami biegaliśmy bez opieki rodziców do Ogrodu Jordanowskiego. Wprawdzie był tam zawsze jakiś emerytowany nauczyciel, ale w niczym nam nie przeszkadzał, wręcz przeciwnie, przeganiał laską wyjątkowo agresywnych wyrostków. Dzisiaj sam nie wyobrażam sobie posłać bez opieki 7-10 latka w takie miejsce, nie dlatego że dzieci dzisiaj są inne, to dorośli się zmienili.
    W sprawie Madzi i jej nieszczęsnej matki napisałem już gdzieś w komentarzu mniej więcej to samo co gospodarz, też mi chodziło o zmarginalizowanie w tej tragedii roli ojca. Nie żeby go oskarżać, ale parę pytań należało zadać w stronę rozpalonej namiętnościami publiki.
    Do tez gospodarza blogu dodam swoją, która mieści się właśnie w temacie ojcostwa, które ciągle w Polsce nie jest postrzegane w roli współodpowiedzialnego za wychowanie dziecka. Młode kobiety w Polsce w większości -bez względu na światopogląd – przewartościowały model matki dzieciom i mężowi, a ci drudzy udają, że nic się nie zmieniło, co skutkuje odmową rodzenia drugiego i następnych dzieci.
    Jak poskładamy te wszystkie przyczyny, nie możemy się dziwić spadkowi narodzin dzieci.

  16. w sytuacji,w której ludzie w bólach i trudach odnajdują się na rynku pracy.

  17. Na jeszcze jeden aspekt, aczkolwiek wybiegający poza analizę, warto zwrócić uwagę. Media mocno rozdmuchały sprawę, ponieważ wcześniej puszczały info, że dziecko zostało uprowadzone, więc tym bardziej piętnowały, bo „dały się nabrać”. Niedawno próbowałem czegoś szukać w GoogleNews na temat Polaków na Białorusi. Większość wyników dotyczyła nieodpowiedniego traktowania polskich dziennikarzy. Media niestety mają tendencję na koncentrowaniu się na sobie. Ale to trywializm.

    Dzięki za ten wpis na blogu.

  18. @Atenka

    To nieprawda, ze dzieci nie rodza sie z przyczyn ekonomicznych. W zamoznych spoleczenstwach takze wslaznik urodzen nie przekracza 1,5.
    Przyczyna jest wiedza i swiadomosc mlodych kobiet, Dzis 20-staka jest o wiele mniej infantylna niz 30-50 lat temu. Dawniej kobiety wierzyly niemal w „boskosc” sinego i madrego mezczyzny. A kazdy 20-latni mezczyzna na takiego sie kreowal, bo takie byly wzorce. Dzic mlodzi mezczyzni bezceremonialnie mowie, ze kobiety tez maja pracowac i zarabiac na siebie. A dziecko to najgorsza praca, jaka sobie mozna wyobrazic. (Moze mnie autor boga strofowac, ale i tak powinien sie cieszyc, ze pomine tutaj fizjologiczne ponizenia jakiego doznaje sie podczas porodu).
    Praca przy dziecku jest darmowa, nie konczy sie minimum 20 lat, emerytury za nie nie ma, wolnego tez nie. Nie dotyczy to tylko malych dzieci. Z duzymi tez sa problemy i 15-latkowi tez trzeba obiad ugotowac w sobote i w niedziele. I do tego praca na etacie a jak marzysz o wlasnym interesie to juz mozesz sie tylko zarznac na smierc. Wiem co mowie przeszlam to. Zadna firma tak nie zarzyna pracownikow jak nowoczesne spoleczenstwa zarzynaja kobiety. No ale kobieta wydajniejsza jest od mezczyzny i tansza. trudno zrezygnowac spoleczenstwom z takiej sily roboczej.
    Nie jest to tez prestizowy zawod-Matka.
    Nie dziwie sie, ze kobiety wola zostac lekarkami, dziennikarkami itp. Matka ma kilka etatow, dziennikarka tylko jeden, a kobiety madrzeja, nie glupieja i tu jest pies pogrzebany.
    Szkoda tylko, ze nawet same kobiety tego nie rozumieja oglupione feminizmem, ktory z dzieciakami nigdy nic wspolnego nie mial.

  19. Jestem świeżo co po lekturze „Socjologii rodziny” – za którą dziękuję bardzo :). Sporo dała mi, jako kobiecie nie chcącej i nie zamierzającej rodzić, do myślenia. Jest taka ” fajna” prawidłowość, na którą zresztą Pan Tomasz w wyżej wzmiankowanej pozycji książkowej zwraca uwagę. Im bardziej i szerzej wyedukowane kobiety, tym mniejsza skłonność do licznego rozrodu. Wiele rzeczy się na to składa, ale myślę, że kwestia świadomości jest też bardzo w tym wypadku istotna i jakże hamująca dla prokreacji. pozdrawiam

  20. Najskuteczniejszy środek antykoncepcyjny to wyciąg z banku z harmonogramem spłat kredytu mieszkaniowego. I co z tego, że „rodzina na swoim” – jak nadal dwuosobowa…

  21. Spodziewamy się dziecka. Pierwszego. Nie będę młodą matką, bo jakiś już czas temu przekroczyłam trzydziesty rok życia, co nie zmienia faktu, że czekamy na naszego malucha z obawą.
    Dużo czytałam o sprawie małej Madzi. I ciągle przychodzi mi do głowy myśl – co ja zrobiłabym w takiej sytuacji? Na pewno nie wymyśliłabym porwania – tego jestem pewna. Ale tego, że wzywałabym pomoc, zamiast siedzieć w szoku przy dziecku i płakać, już nie.
    I boję się tego, że gdyby coś się stało, to nie tylko ja będę się obwiniała, ale zostanę również uznana winną przez rodzinę, znajomych, sąsiadów. Bo niedopilnowałam.
    Moja mama (i pewnie sporo osób w jej wieku) uważa, że to absolutna wina matki. Ona nigdy nie upuściła dziecka. Udało się jej wychować dwójkę, która teraz już jest dorosła i nigdy nie ucierpiała w poważniejszym wypadku. Niestety, ja pamiętam sporo naszych zabaw dziecięcych i z przerażeniem myślę o tym jak mogły się skończyć. I z jeszcze większym przerażeniem myślę o tym na co może wpaść moje dziecko.

  22. Zabolało mnie stwierdzenie, że cyt:. wartość dzieci uzależniona jest od ich liczby. Nie wiem dlaczego ale węszę w tym sformułowaniu pewien drażniący zwyczaj naukowców – ciągotkę do epatowania chłodnym spojrzeniem. Na tej zasadzie pewien profesor ekonomii opowiada niesamowite rzeczy o kryzysie i jego przyczynach. Podobnie tutaj pada stwierdzenie, od którego natychmiast nabrałem dystansu do treści, na które tak długo czekałem. Uważam, że od socjologa, szczególnie młodego pokolenia, powinniśmy się w tej chwili dowiadywać przede wszystkim tego jak bardzo zmieniło się nasze społeczeństwo. W jakim kierunku te zmiany pójdą. Jak przygotować się na typowe charaktery nowych (urodzonych już po 1989 roku) pokoleń. Dla mnie to co się przydarzyło w Sosnowcu wpisuje się właśnie w tego rodzaju rozważania. Matka miała w końcu 22 lata (bodajże?). Mechaniczne traktowanie przerabiałem już w czasach komunizmu. Także Panie Profesorze, ja chciałbym przeczytać raczej o tym, jak różnie współcześni Polacy odczytują i interpretują te wydarzenia…
    A tak na koniec… Gdybyśmy w Polsce mieli więcej dzieci, to naprawdę nie zwrócilibyśmy uwagi na przypadek z Sosnowca?

  23. Moskwa to nie Rosja

    Barbara Włodarczyk,
    Autorka reportaży \”Szerokie tory\”
    Proszę obejrzeć film o rosyjskich dzieciach.
    Odcinek o bezdomnym chłopcu z Moskwy zapadł mi szczególnie w pamięć.
    – To nie tylko mój ulubiony bohater, ale i producenta cyklu, Janusza Kowalskiego. Wspólnie zresztą wybraliśmy tego chłopca spośród grupki kilkorga dzieci, które koczowały na dworcu. Do tej pory mówimy o nim \”nasz Wasja\”. Na pożegnanie podarował mi swoje zdjęcie z napisem: \”Nie zapomnij\”. Te słowa przepisał litera po literze, bo choć miał 11 lat, nigdy nie chodził do szkoły. Wasji nigdy więcej już spotkałam.

  24. Moskwa to nie Rosja

    Barbara Włodarczyk,
    Autorka reportaży \”Szerokie tory\”
    Proszę obejrzeć film o rosyjskich dzieciach.Odcinek o bezdomnym chłopcu z Moskwy. Dzietność spada w pewnych regionach Polski, ale nie z powodu histerii medialnej, a raczej uwarunkowań społecznych.

  25. bardzo interesujący artykuł i ciekawa analiza. jednak nie mogę się zgodzić z zasadniczą tezą, a mianowicie, że nagonka medialna na matkę Madzi wpłynie na czyjąś decyzję dotyczącą planowania rodziny. dlaczego? używając fachowego języka – dlatego, że u podstaw całego przekazu medialnego leży podstawowy błąd atrybucji (dla niewtajemniczonych – tendencja do przypisywania innym wewnętrznych źródeł zachowania, np. cech osobowości/temperamentu, i niedoceniania czynników sytuacyjnych). bazując na większej części przekazu medialnego nikt nie zastanowi się nad tym, jak łatwo można byłoby zająć miejsce matki Madzi, ponieważ nie doszukuje się on przyczyn tego wypadku w zbiegu nieszczęśliwych okoliczności, a w psychopatycznej naturze matki. NAM by się więc to nie mogło zdarzyć, ponieważ MY jesteśmy ludźmi (zasadniczo-pobieżnie) normalnymi. negatywny odbiór społeczny matki Madzi wydaje się potwierdzać tą tezę. ciekawy przykład tej tendencji w przekazie medialnym znajdziecie tu: http://www.fakt.pl/Matka-Madzi-wyglada-na-psychopatke-Madzia-nie-zyje-Odnaleziono-cialo-Madzi-z-Sosnowca,artykuly,144750,1.html
    przez grzeczność nie wypowiem się co sądzę o poziomie merytorycznym i aspekcie etycznym tej wypowiedzi.

  26. „…Społeczna histeria związana z przypadkiem Madzi wzięła się między innymi stąd, że dzieci jest mało i coraz mniej…”?
    Mnie się zdaje, że histerię rozpętały media przy czynnym udziale matki „uprowadzonego” dziecka, a potem oliwy dolało wyjście na jaw prawdy (czy całkowitej?) na temat zniknięcia nieszczęsnego niemowlęcia. Nikt nie lubi, jak się go oszukuje wzbudzając współczucie i zmartwienie czyimś losem, a źle ulokowane pozytywne uczucia bardzo łatwo przeradzają się w agresję wobec obiektu nadużywającego naszego zaufania co do czystości intencji.
    Stosunek polskiego społeczeństwa do cudzych dzieci nie jest nacechowany hasłem „Wszystkie dzieci są nasze” i ogólnie cudze „bachory” wzbudzają rozczulenie i przyjazne uczucia dopóki są małe i bezradne albo szczególnie ładne i miło się do nas uśmiechają.
    Dlaczego rodzi się tak mało dzieci? Albo dlaczego tak dużo w rodzinach patologicznych?
    Nie potrzeba chyba studiów socjologicznych, aby wiedzieć, że podjęcie świadomej decyzji, czy mieć dziecko i kiedy, jest trudne z różnych względów, nie tylko ekonomicznych. Świadomi takiej decyzji rodzice miotani są zwykle niepewnością, czy dziecko będzie zdrowe i udane, a ubogie możliwości badań prenatalnych wcale im w tym niepokoju nie pomagają. Większość poczęć „zdarza się” więc po prostu (biologia i podświadomość „przechytrzają” kalkulacje) i jest przyjmowana jako zrządzenie losu z większą lub mniejszą radością lub rezygnacją. Gdy jeszcze dochodzi sytuacja materialna lub kwestie kariery zawodowej, to większość urodzeń ma chyba miejsce wbrew rozsądkowi.
    Kot jest łatwiejszy w obsłudze.

  27. Autor sprzedaje medialny determinizm. Jest Pan pewny, że ludzie robią to, co im ktoś kazał?
    Owszem medialna nagonka istnieje, jest to fragment przemysłu rozrywkowego. Ludzie lubią się bać i zawsze tak było. Kiedyś sobie przekazywali podobne ploty pocztą pantoflową. Sprawa Madzi stała się fragmentem infotainment tak samo jak np. śmierć Ryśka z Klanu albo Hanki Mostowiak. Czy należy zakazać mediom przekazywania głupot? Głupota jest wieczna, przekracza wszelkie granice i nigdy jej nie zabraknie.

    Rozważania socjologiczne zapewne słuszne ale nie wiązałbym tego z tabloidową nagonką zapoczątkowaną nawiasem mówiąc przez samą ofiarę.

  28. Ile godzin trwa tutaj kwarantanna?
    Nic dziwnego, że tak mało komentarzy…

  29. …i czas jakiś inny (Greenwich?), u mnie jest 21:00

  30. Nie bardzo zgadzam się z autorem tekstu, że społeczna histeria z powodu zagnięcia małej Madzi wzięła się z faktu, że jest mało dzieci. Dla mnie to absurdalna teza.
    Ta histeria wzięła się po części z faktu, że media umiejętnie wykorzystują takie dramaty, aby mieć tzw. news, to po pierwsze. Po drugie, sama sprawa budziła wiele kontrowersji, głównie ze względu na dziwne zachowanie matki dziecka i oczywiście włączenie się do sprawy Pana Rutkowskiego, który również „załatwił” to swoją sprawę.
    Mam też pytanie, czy autor ma badania potwierdzające, że ludzie słysząc takie historie nie będą chcieli mieć dzieci? To druga absurdalna tez, z którą nie bardzo mogę się zgodzić! Po trzecie, matka Madzi nie wymyśliła historii z porwaniem pod presją mediów.
    Ogólnie, cały artykuł pisany „na siłę” z ropaczliwą chęcią udowodnienia, że sprawa Madzi wpłynie na dzietność Polaków. Mocno naciągane!!!

  31. Trochę o wszystkim i o niczym ten wpis. Dla mnie najciekawszy jest pierwszy wątek, tj. sposób opisywania przez media przypadków śmierci dzieci a chęć posiadania dzieci. Redaktor przyjmuje bez większej dyskusji, że pierwsze może negatywnie wpływać na drugie. Mnie ta teza nie przekonuje. Dla mnie to mniej więcej taka sama logika jak przy twierdzeniu, że medialny szum wokół wypadków samochodowych zniechęca ludzi do kupowania samochodów. Ciekawa jestem zatem czy istnieją jakieś badania socjologiczne potwierdzające tezę p. Redaktora.

  32. Ciekawe byłoby poddanie Pańskiej teorii solidnej metodycznej weryfikacji i zbadanie korelacji pomiędzy stopniem „napropmieniowania” przekazami medialnymi wspomnianymi przez Pana i dzietnoscia. Czy jest tak iż słabo wykształcone rodzinny z małych miast karmiace się wizja świata z brukowcow rzeczywiście zastanawiają się dwa razy zanim poczna kolejnego potomka a dobrze wykształcone rodziny o bardziej umiarkowanych poglądach sięgających w kiosku raczej po Rzepe niż Fakt rozmnażają się na potęgę.
    A może dodatkowy wpływ maja tu mimo wszystko

  33. Drodzy Państwo,

    Spróbuję odpowiedzieć zbiorczo na pewne wątki i wątpliwości pojawiające się w wielu komentarzach. Nie proponuję medialnego determinizmu, po prostu zwracam uwagę na pewną dodatkową okoliczność kłopotów z dzietnością w naszym kraju. Nie napisałem, że niski poziom dzietności BIERZE się z medialnej nagonki, tylko może utwierdzić w przekonaniu o dzieciach jako poważnym kłopocie. Sprawa jest rzecz jasna mocno skomplikowana i zabiera mi 30 godzin kursu opowiedzenie studentom o tych okolicznościach. Ekonomiczne podejście do dzietności i wartości dziecka to nie jest epatowanie naukowym chłodem, tylko próbka ekonomiczno-demograficznego języka, który towarzyszy współczesnym teoriom nt. dzietności. Zapewniam, że ten język może być daleko chłodniejszy niż tutaj. Proszę się uzbroić w wyrozumiałość dla socjologicznej terminologii wchodząc tutaj, ponieważ równie chłodno może być później (ale niekoniecznie). Cieszę się, że tak Państwo żywo zareagowali, jest o czym dyskutować. I jednocześnie bardzo przepraszam za opóźnienie w reagowaniu (zwłaszcza za trzymanie Państwa komentarzy w lodówce), miałem w tym tygodniu urwanie głowy. To ten brak czasu na robienie czegokolwiek, o którym wspominam w notce „O mnie” ;-).

  34. Nie bardzo rozumiem, w jakim sensie powinna być sytuacja lepsza? Chętnie podyskutuję, jednak muszę wiedzieć, czego konkretnie pytanie dotyczy? Co jest odwrotnie w Kanadzie czy Finlandii?

  35. Nie napisałem, że bronię matki Madzi. Mało tego, wpis nie dotyczył jej, tylko medialnej histerii wokół tego przypadku. A karkołomne wywody (choć wolałbym powiedzieć, że raczej niestandardowe) jeszcze się tu pojawią, na temat sensowności naszego szalonego rozmnażania się również :-). Także uważam, że żadne becikowe nie pomoże, ale stoi za tym tak długa argumentacja, że może innym razem.

  36. Oj, leje Pan miód na moje serce :-). O tych „warunkach zapominania”, o których Pan wspomina, napisałem pół książki i szereg artykułów. gadam o tym non-stop w miejscach publicznych, a do tego w razem z Fundacją Komeńskiego biadam nad stanem „uprzedszkolnienia” Polski. Proszę tylko zwrócić uwagę, że wpis miał ograniczone pole tematyczne.

  37. wartość dzieci uzależniona od ich liczby – kłania się tu koncepcja G. Simmla -triady – kolejne elementy nie są już tak istotne

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php