Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka

19.02.2012
niedziela

Powitania, ukłony, uśmiechy (i ostrzeżenia w wersji light)

19 lutego 2012, niedziela,

Zacznę wielce konwencjonalnie: serdecznie witam na moim blogu. Będzie to blog stawiany na socjologicznym rusztowaniu. Postaram się na nim komentować zbiorowe wyczyny Polaków i innych, mniej ekstraordynaryjnych nacji.

Szczerze powiedziawszy, byłem zaskoczony „politykierską” propozycją, bo jak mi się wydawało nikomu w całości, w całej rozciągłości Szlendaka, nie pasuję. Blogują na odpowiednich stronach, jak sądziłem, ludzie odpowiedni, cali ulepieni z jednej światopoglądowej gliny. A ja? Cóż, ja nie należę do żadnego polskiego plemienia i notorycznie, acz najzupełniej przypadkiem, uciekam z komentarzami na boki, opowiadam na przekór i tłumaczę na skos. Kończy się to czasem brakiem fanów po dwóch stronach obowiązkowego polskiego piekiełka. Tak zwana prawica ma mi za złe emancypacyjne frazy i całkowity brak zamiłowania do bytów nadnaturalnych, kształtujących jakoby ludzką moralność. Tak zwana lewica pomstuje z kolei, że brak mi trochę wrażliwości genderowej i za dużo w moich opowieściach „genów” i „natury”. Żeby sprawy miały się i zabawniej, i nieprościej – mam dobrych znajomych po jednej i po drugiej stronie. Jakoś się znosimy.

Skoro na to socjologiczne blogowanie dałem się namówić, to chciałbym, w niezgodzie z konwencją, a przede wszystkim z elementarnymi regułami autoreklamy, delikatnie ostrzec. Blog nie wszystkim mianowicie musi przypaść do gustu, przeznaczony będzie bowiem dla: 1) osób wszystkożernych, 2) koników polnych i 3) dla tych, którzy porzucą – choćby na chwilę poświęconą lekturze – perspektywę wziętego psychiatry.

Jestem socjologicznie wszystkożerny. Profesjonalnie (co znaczy tylko tyle, że zarabiam w ten sposób na życie) badam różne zjawiska i intelektualnie konsumuję najrozmaitsze problemy: od przemian obyczajów matrymonialnych po społeczne uwarunkowania ludzkiej kreatywności, od kulturowych źródeł konwencji obecnych w fotografiach na portalach społecznościowych po psa jako symbol statusu. Z tak pojmowaną wszystkożernością wiązać się będzie hiper-wielotematyczność bloga, być może niestrawna dla tych, którzy przyzwyczajeni są do sytuacji, w której jeden konsekwentny bloger oznacza jeden konsekwentny temat. Krótko rzecz ujmując, nie będzie tu jednego tematu, będzie za to socjologiczna przeskakiwanka. Skakać będziemy z jedno socjotematu na inny temat. Wiadomo, że takie skakanie zniosą, w miarę bezboleśnie, osoby o skłonnościach konika polnego – zainteresowane każdym liściem na polanie. Postaram się dostarczać im socjologicznej rozrywki, ale i chwil poważniejszego namysłu. Czasem będzie nota pisana w poczuciu odpowiedzialności, innym razem nota biorąca się z czystej, acz podszytej sympatią do ludzi złośliwości. Pokomentujemy wspólnie najnowsze badania nad Polakami, ich zbiorowe cechy i zachowania, zwłaszcza na tle cech i zachowań innych nacji, ale też zajmiemy się wszystkim tym, co ostatnio rozpala opinię publiczną, a co mieści się w dziale „kultura i społeczeństwo”. Wszystko, rzecz jasna, umieszczę pod socjologiczną lupą. Zamontuję na blogu socjologiczną skrzynkę narzędziową i postaram się korzystać z tych narzędzi, żeby objaśnić sprawy. Albo pokazać Wam te sprawy z innej, mam nadzieję nieoczywistej i nieobecnej gdzie indziej perspektywy.

Świetnie wiem, że nie wszyscy odnajdują się w socjologicznych typologiach i uogólnieniach. Niejednokrotnie, zwłaszcza w czasie wykładów dla rozmaitych kategorii słuchaczy nie mających żadnych związków z socjologią, spotykałem się z oporem, który brał się stąd, że kiedy socjolog mówi coś o całych grupach ludzi, zawsze znajdą się wyjątki. Socjolog mówi dla przykładu tak: młodzi ludzie w Polsce na dużą część pytań światopoglądowych (np. „Czy twoim zdaniem istnieje Bóg?”) odpowiadają „Nie wiem”. Odsetek młodych Polaków odpowiadających na takie pytania „Nie wiem” sięga 45 procent. Na to głos z sali, należący do osoby młodej: nieprawda, ja świetnie wiem, w co wierzę i jakie wartości wyznaję. Osoba ta bez wątpienia porusza się pośród innych, sobie podobnych, wierzących w coś i wyznających podobne wartości. Ci, którzy mówią „nie wiem”, są dla niej niewidoczni. Są jednak widoczni dla socjologów.

Dlatego prosiłbym o porzucenie na czas lektury perspektywy wziętego psychoterapeuty. Wzięty psychoterapeuta cały dzień, powiedzmy od 10.00 do 17.00, wysłuchuje ludzi z rozmaitymi problemami i deficytami mentalnymi. Z takiej pracy może wyjść z pełnym przekonaniem, że cały świat składa się z osób z deficytami, albo po prostu z szaleńców. Tymczasem prawda jest taka, że trafia do jego gabinetu niewielki odsetek ludzi. Reszta ludności może nie przejawiać deficytów psychicznych, albo przejawiać jakieś inne, być może bardziej malownicze. Krótko mówiąc: miejsce siedzenia (praca, sytuacja rodzinna, wychowanie etc.) determinuje nasze postrzeganie całości świata społecznego. Przybierając perspektywę wziętego psychoterapeuty ryzykujemy, że wielu rzeczy nie dostrzeżemy. Stara się je dostrzec socjologia, która patrzy na ludzi z lotu ptaka. No i siłą rzeczy dzieli ich na zgeneralizowane kategorie. Co to oznacza? Ano to, że jeśli nie chcesz mieć dzieci, to nie znaczy, że wszyscy ich nie chcą. Mamy kategorie wielbicieli dzieci i osób dzieciom niechętnych. Jeśli uwielbiasz jeździć samochodem, to nie znaczy, że uwielbiają jeździć wszyscy. Mamy pośród Polaków automaniaków i tych, którzy zupełnie nie podzielają tej pasji. Jeśli jesteś katolikiem, to nie znaczy, że świat składa się z samych katolików. Niby to wiemy, ale często nie przyjmujemy do wiadomości, spoglądając na wszystko dokoła od oswojonej przez siebie strony.

Oczywiście wszystkie te „ostrzeżenia” miały być zachętami. Mam ogromną nadzieję, że zaglądać do bloga będą wszyscy ci, których po prostu zainteresuje, nawet jeśli nie są wszystkożercami ani polnymi konikami, a od socjologii trzymali się dotąd z daleka. Wszystkim, z lekkim niepokojem acz bardzo gorąco, życzę przyjemnej lektury.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. Zapowiada się interesująco:) No to czekamy!

  2. to kiedy ten drugi wpis?

    Czekam z niecierpliowścią i pozdrawiam!

  3. Czuję się serdecznie powitana i będę z zainteresowaniem śledzić kolejne wpisy. Liczę na dużo ciekawego i pobudzającego do dyskusji „mięska” socjologicznego;) Trzymam kciuki!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Witam przedstwiciela nauki oswajającej socjopatów.
    (Medycyna nie zajmuje się zdrowiem, lecz chorobami.)

    Bardzo proszę o wpisania do karnecika proponowanych tematów nazwy grupy tematów „socjolingwistyka”.

    Na blogu Daniela Passenta – seniora tygodnika „Polityka” – rozgorzała dyskusja zainspirowana tekstem Gospodarza rozpoczętym tak:

    „Pozwólcie nam obrażać na stadionach” – apeluje Dariusz Rosiak …

    Zarówno tytuł felietonu „Za taką wolność – dziękuję!”, jak i komentarze pod felietonem w większości nie odnoszą się do idei zawartej w prośbie o pozwolenie obrażania. Nie czytałem źródłowego tekstu w Rzeczypospolitej. Prośba Dariusza Rosiak wydaje mi się być samoistna i w tym ujęciu chcę dalej ją tu przedstawiać.

    Dzieciństwo, młodość i większą część aktywnego życia zawodowego upłynęły mi w okresie surowych kar za „pyskowanie”. Starcie się wypowiedzi zarówno słownych, jak i szerzej rozumianych przedstawień swych racji – także w postaciach ostrych – Jan Hartman opisał niedawno w „Polityce” jako swoiste dla demokracji liberalnej.

    Jeśli wystąpienia te będą wykroczeniami lub przestępstwami, niech zajują się tym sądy dla powściągnięcia form zachowań, ale dopuśćmy w naszych umysłach na istnienie nawet ostrych form wyrażania swego stanu ducha – to nieuniknione w demokracji liberalnej – tak do mnie dotarł pogląd Jana Hartmana.

    Niezgodę Daniela Passenta na propozycję Dariusza Rosiaka widzę jako bliską memu poczuciu MOJEJ niskiej kompetencji językowej.

    W Wikipedii hasło to wita nas krótką formą kontekstowej definicji:
    „Kompetencja komunikacyjna – jednostkowa umiejętność używania języka odpowiednio do odbiorcy oraz do okoliczności towarzyszących procesowi komunikacji.”
    A w haśle wikipedii „Socjolingwistyka” czytamy krótką syntezę:
    „kto, do kogo, w jakiej sytuacji i w jakim celu mówi”.

    Wychowywałem się w środowisku „robotniczym”, ale byłem raczej wychowankiem biblioteki niż podwórka i boiska. Swego – młodego – czasu slyszałem nutę wyrzutu w stwierdzeniach: „Mówisz jak ksiądz!”.

    Do dziś łapię się na odruchowym blokowaniu cudzych narzekań w prowadzonych przeze mnie rozmowach. Utrudnia to włączanie mnie do wspólnoty rozmowy. Nie jestem naiwniakiem liczącym na częstą i łatwą zgodę, natomiast zarówno narzekanie i słowna agresja zniechęcają mnie do rozmowy.

    Swego czasu w jakiejś małej książce przeczytałem o małej francuskiej formacji kulturowej: „wykwintnisiach”. Damom dworu nie wypadało używać takich pospolitych słów jak „majtki”. Trudno mi jest znaleźć wzmiankę o tej minionej modzie językowej.

    Ukoronowaniem mego awansu społecznego stało się zapoananie się z krytyką przekonania przypisywanego Alfredowi Korzybskiemu, iż gdy uleczymy język, to uleczą się stosunki międzyludzkie.

    Moją ulubioną formą prowokacji w towarzyskich rozmowach jest obrona rozsądku konika polnego. Gdyby był tak niefrasobliwy, jak się go potocznie określa, to zginąłby wcześniej niż dodo.
    Jestem przekonany, że większość moich rozmówców wyginięcie dodo odbiera jako zdarzenie współczesne śmierci ostatniego pterodaktyla.
    Wstyd im zapytać o dodo w towarzystwie ludzi uważających się za wykształconych.

    Agresja słowna jest dobrodziejstwem. A potrzebę jej opisania wskazuje pośrednio doktor Michał Bilewicz w artykule „Pawie i jaszczurki” w Polityce nr 7 str. 88-89.
    „W społecznościach, w których brakuje kobiet, staje się normą, iż swoje interesy wyraża się w sposób agresywny. Badania pokazują, że dzieje się tak u ludzi, ale też u fok, jaszczurek i wielu innych gatunków.”

    A agresja dorastających dziewcząt? To odwieczne zjawisko, czy tylko wychynęło ono z odmętów zmowy milczenia postwiktoiańskiej ery?

    Jestem przekonany, że prawdziwi miłośnicy piłki nożnej siedzą przed telewizorami. Podobnie jak miłośnicy kolarstwa. Mecz piłki nożnej jest spektaklem służącym wykrzeczniu się. To że piłka wpadła do bramki oddalonej o 150 metów po skierowaniu jej tam brzuchem, jest nie do wychwycenia przez siedzącego na koronie stadionu piłkarskiego.

    Śmiesznie wyglądają widzowie zawodów skoków narciarskich z oczyma skierowanymi na telebim nad przeciwległą trybuną.

    Wielu komentatorów blogowych zarzuca swoim koleżankom i kolegom komentatrze nie na temat. Według mnie, to nie tylko ekonomia języka powoduje określenia tematu jako „mój” i sugestię domyślnego „temat felietonu gospodarza”. Myślę, że socjolog mógłby coś ciekawego napisać o „wrogim przejęciu tematu” oraz o sztuce dyskretnej zmiany tematu na przeczuwany po przeczytaniu cudzego komentarza.

    Płytko w mej pamięci tkwi językowy zwyczaj obywateli USA:
    „Chcesz o tym porozmawiać?”
    Czy czasem nie jest tak, że nasz udział w rozmowie traktujemy jako łaskę, a trzymanie się tematu pozostawiamy rzecznikom i heroldom?

    Zatem gdy w komentarzach na Pańskim blogu będzie ostro, sadzę, że będzie to można uznać jako objaw sukcesu.

    Ja jestem socjopatą, co objawiłem ostatnio na jakimś blogu wspomnieniem słów mej siostry skierowanych do mnie w kłótni ponad pół wieku temu: „Ty byś chciał, aby zawsze było dobrze!”

    Życzę powodzenia wśród bywalców sieci i zadowolenia obopólnego z życia nowonarodzonego bloga.

  6. Życzę powodzenia.
    Chociaż tak po prawdzie to raczej współczuję jeżeli jednym z zadań ma być socjologiczny opis zamieszkujących między Odra a Bugiem…przez niektórych określanych mianem ” polskiego społeczeństwa”.

    Cóż… do odważnych świat należy.

  7. „Zamontuję na blogu socjologiczną skrzynkę narzędziową i postaram się korzystać z tych narzędzi, żeby objaśnić sprawy. Albo pokazać Wam te sprawy z innej, mam nadzieję nieoczywistej i nieobecnej gdzie indziej perspektywy.”
    pisze gospodarz blogu.

    Zadanie b. ambitne i oczekiwane,jak mi się wydaje.Ambitne bo prócz skrzynki trzeba dysponowac wiarygodnym materiałem obserwacyjnym a i narzędzia powinny byc „boszowskie”.Profity też nie tak dobre jak z psychoterapii.
    Trzymam kciuki.Mam wrażenie ,że wielu na to czeka.
    Pozdrawiam

  8. Polacy dostarczają mi nieustannego zajęcia i uciechy, choć faktycznie ze społeczeństwem w sensie definicyjnym niewiele mają wspólnego, bardzo celna uwaga. Cóż, postaram się pisać także o braku społeczeństwa w polskim społeczeństwie. Nie pomnę, ile to już razy i z iloma osobami gadałem na ten temat. A wszyscy na Polaków, w tej kwestii, źli jak osy. Przy okazji dziękuję wszystkim, którzy w nieprawdopodobnie szybkim tempie zdążyli tego bloga odwiedzić, a zwłaszcza skomentować.

  9. Panie Tomaszu co za niespodzianka! Z wrażenia kawałek jogurtu wylądował mi na spodniach (ciekawe ilu Polaków zaczyna dzień w pracy od śniadania i przeglądania Internetu…). Trzymam kciuki za cholernie ambitny projekt i zgłaszam akces do plemienia tych, którzy niekoniecznie mają ochoty na stawanie po stronie polskich Tutsi lub Hutu… Pozdrawiam.

  10. Ciekawy początek :). Życzę twórczej zabawy i wytrwałości, będę tu zaglądał.

  11. poczytamy – zobaczymy;) pozdrowienia, Tomku:)

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php