Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka

20.02.2012
poniedziałek

Szminka lekarstwem na kryzys?

20 lutego 2012, poniedziałek,

Wygląda na to, że szminka jest znakomitym lekarstwem na społeczne bolączki. Pomaga kobietom w niwelowaniu przykrych, osobistych skutków kryzysu. Jaka szkoda, że nie mogę jej używać, pewnie poczułbym się lepiej.

Tuż po atakach wrześniowych w 2001 roku, Leonard Lauder, podówczas prezes firmy kosmetycznej Estée Lauder, zauważył, że sprzedaż szminek w Nowym Jorku uległa podwojeniu. Biorąc to pod uwagę, Lauder obmyślił Lipstick Index, którego zadaniem jest pomiar społecznych nastrojów. Im gorsze czasy, im bardziej ludzie czują się nieszczęśliwi, osaczeni, poddani poważnemu ryzyku, tym więcej sprzedaje się szminek. Szminka jest lekarstwem na kryzys, na recesję, na społeczną anomię (pardon za fachowe słownictwo, chodzi o to, że generalnie nie jest dobrze). Zakup i użycie szminki jest najprostszym i stosunkowo tanim sposobem na podniesienie własnej atrakcyjności i poczucie się lepiej.

Niestety, w czasie obecnego kryzysu, a konkretnie od 2007 roku, sprzedaż szminek zaczęła spadać, a potem, od 2010 nieznacznie rosnąć, co dowodziłoby mocno ograniczonej mocy szminki jako precyzyjnego wskaźnika nędznych społecznych nastrojów. Oczywiście nie omieszkano tego Lauderowi wytknąć, na co ten – wcale niezmieszany – odparł, że nigdy o szmince nie mówił. Mówił za to o dowolnym drogim drobiazgu mieszczącym się w damskiej kosmetyczce. Kiedy nadchodzi kryzys, kobiety kupują sobie po prostu drogie drobiazgi służące do ozdabiania ciała i twarzy. Kiedy wszystkim dokoła spadają zarobki i kiedy nie stać nas na zbyt wiele, choć spada sprzedaż szminek, to rośnie – dla przykładu – sprzedaż lakierów do paznokci (można o tym poczytać tutaj).

Mam wrażenie, że Lauder się myli, ale myli się tylko połowicznie. Myli się ponieważ szminki i inne akcesoria z damskiej kosmetyczki sprzedają się świetnie zarówno w sytuacji kryzysu ekonomicznego w skali makro, jak i mikro-kryzysu ekonomicznego w osobistym portfelu, nawet w czasach gospodarczej hossy. Szminka czy lakier leczą bolączki recesji, ale są też remedium na poczucie społecznego niedostosowania w sytuacji prosperity, kiedy wszyscy dokoła się bogacą i konsumują na pokaz, a nas nie bardzo na to stać.

Jak wynika z arcyciekawych badań harwardzkiej ekonomistki Juliet Schor, przeprowadzonych jeszcze w czasach ekonomicznego boomu, kobiety pragną być widziane z odpowiednimi markami. Niby nic nowego pod słońcem, wie to każdy specjalista z branży marketingowej. Nie jestem jednak pewien, czy każdy – zwłaszcza ktoś niebędący specjalistą od marketingu – zdaje sobie sprawę, po cóż produkuje się kosztowne drobiazgi sławnych marek.

Otóż Amerykanka, jeżeli nie może pozwolić sobie na kupno płaszcza od Prady za półtora tysiąca dolarów, kupuje chociaż szminkę za dolarów dwadzieścia. Kobiety z arcyważnych powodów kupują nazwę, a nie produkt, który czemuś konkretnemu ma służyć. Szminka to coś, co wyjmuje się i stosuje przy ludziach, na przykład w pracy. Amerykanki zatem będą kupowały drogie szminki, nie będą jednak kupowały drogich preparatów do demakijażu, ponieważ stosuje się je w prywatnym zaciszu. Nikt nie widzi, czym kobieta przemywa twarz wieczorem, w prywatnej i zamkniętej na skobel łazience. Badane przez Schor studentki Harvardu potrafiły bezbłędnie wskazać różnice w jakości preparatów do oczyszczania twarzy za pięć i za dwadzieścia pięć dolarów (nie wiedząc rzecz jasna, jaka jest cena testowanych przez nie produktów), nie widziały natomiast różnicy między jakością szminki (również testowanej w ciemno) za pięć i za dwadzieścia dolarów. Po co zatem wydawały znacznie poważniejsze sumy na zakup drogich szminek, których jakość nie miała dla nich znaczenia?

Odpowiedź jest prosta: szminka jest społecznie widoczna, a po części dzieje się tak z innymi produktami przemysłu kosmetycznego na przykład z pudrem, który zabiera się na zewnątrz czy z cieniami do powiek, których równie często używa się w przestrzeni publicznej. Czerwony błyszczący lakier do paznokci także świetnie widać. Świeci po oczach „bogactwem”.

Sądzę zatem, że szminki – podobnie jak drogie pudry i lakiery do paznokci – są dobre i w kryzysie, i w dobie prosperity. W czasie kryzysu, kiedy wyrzucają nas z pracy, albo jeśli nie możemy tej pracy znaleźć, kiedy spadają zarobki wszystkich wokół, najprostszym sposobem pokazania, że mimo wszystko nam się wiedzie, jest użycie drogiej szminki albo prezentacja drogiego paska, które i tak są znacznie tańsze od markowych płaszczy czy samochodu. Nie poprawimy sobie nastroju kupując coś, czego inni nie będą mieli szans zobaczyć. Dzięki drogiej szmince kobieta zatem nie tylko będzie wyglądać lepiej, ale i lepiej się poczuje na tle biedniejących (jak ona) koleżanek z pracy. W sytuacji prosperity natomiast, kobiety starają się za pomocą drobnych, acz drogich gadżetów „doszlusować” do majętniejszych koleżanek, zaakcentować pozycję ekonomiczną i społeczną, której de facto nie mają. Dlatego nie ma szans, żeby indeksy społecznych nastrojów budować na produktach, takich jak szminka. Lepiej wykorzystać do tego przedmioty, których posiadania nie można łatwo pozorować, np. samochody.

Ciekawe, tak na marginesie, co też kupują sobie w sytuacji kryzysu mężczyźni, skoro nie wypada im się pomalować? Krawaty? Spinki do mankietów? Smartfona o większej przekątnej ekranu do położenia na barze? Męska atrakcyjność w skali całego świata nie jest bowiem uzależniona od podmalowanej fizys, tylko od zestawu symboli statusu, jakie panowie noszą na sobie i przy sobie. Albo w których panowie zasiadają (czyli od auta). Może warto sprawdzić, czy Tie Index (czyli Wskaźnik Krawaciany), albo jakiś inny wskaźnik odnoszący się do widocznych gadżetów męskich, nie mierzą aby społecznych nastrojów ciut lepiej od Indeksu Szminki.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 21

Dodaj komentarz »
  1. Interesuje mnie opinia socjologa.
    Stosunki spoleczne w Polsce zeszly do poziomu dzikiego bydla. To nie ma znaczenia czy taka opinia komus sie podoba czy nie. Taka jest prawda i ta prawde nalezy zaakceptowac. Na taka opinie 22 lata ‘transfomacji’ zapracowalo.

    Na stronach u Palikota widzialem informacje; starsza kobieta zmarla w swym mieszkaniu w W-wie. Lezala martwa przez 8 miesiacy do chwili znalezienia. Nikt sie nie interesowal, sasiedzi, dozorca, rodzina, sluzby spoleczne (jakie sluzby),… Nawet wydobywajacy sie smord z mieszkania nikogo nie zainteresowal. Jak innaczej to okreslic ??? Wsrod dzikeigo bydla gdy jedno pandnie pozostale sie tym nie interesuja.

    W Pomorskim mloda matka oglaszala na murach domow ze chece oddac swe 8 miesieczne dziecko w dobre rece. Podobnie, nikt sie nie zainteresowal, dziecko niemalze umarlo z glodu, matka byla bezrobotna i bez zadnych praw do pomocy socjalnej. Dzisiejsza Polityka opisuje jak studentki zarabiaja na prostytucji by moc kontynuowac studia. I nawet na szczeblu rodziny rodzice akceptuja dyskryminacje swoich dzieci jako ‘nie w pelni wartosciowych’ obywateli. Bo bezrobocie wsrod nich (18-25) siega 35%. Z koleii dzieci akceptuja ‘nie w pelni wartosciowych’ rodzicow wsrod ktorych (60-65) bezrobocie siega 60%+.
    I to ma byc spoleczenstwo. Nie, to jest dzikie bydlo!

    W dodatku schorowane pieniactwem, warcholstwem, rusofobia, antysemityzmem, germanofobia, alkoholizmem, donosicielstwem, katolicyzmem i pospolitym lajdactwem.
    Dziwi mnie ze armie polskich socjologow i innych przedstawicieli nauk spolecznych toleruja w milczeniu te orgie rozpadu elementarnych struktur spolecznych i kultury. A ludzie poddali sie procesowi zbydlecenia.

    Nawet ci co staraja sie pomoc sa atakowani i besztani jak niedawno Owsiak !!!

    W kontrascie do Polski w Singapore bezrobocie jest szacowane na zaledwie 2% (w Polsce 30% razem z emigracja zarobkowa) i rzad dalej planuje i uaktualnia plany jego calkowietej eliminacji. Kazdy obywatel w potrzebie ma pomoc zagwarantowana.

    W Polsce natomiast tumanskie nie-rzady ostatnich 22 lat wpoily polakom swiadomsc ze pomoc socjalna jest forma utrzymywania darmozjadow. Gowno prawda, zadaniem pomocy splecznej jest doprowadzenie osobnika do poziomu operacyjnosci ekonomicznej i placenia podatkow.

    Ale w jaki sposob tumanskie nie-rzady maja to rozumiec ??? Przez likwidacje sluzb socjalnych i tolerancje dyskryminacji na rynku pracy tumanskie nie-rzady ostanich 22 lat przyczyniaja sie do systematycznego pogarszania sytuacji.
    Nominacja 30 letniego gnoja, bez jakiejolwiek praktyki zawodowej poza strukturami partyjnymi, z wyksztalcenia lekarz pediatra na stanowisko ministra pracy jest dalszym dowodem kpiny przez dyktatora Donka Tuska. To kpina ze spolecznestwa. To kpina z cywilizacji. W jaki sposob ten chlystek moze wypelnic swe obowiazki ? Obowiazki wobec 2.5 mln bezrobotnych w Polsce. Razem z rodzinami, co najmniej 7.5 mln ludzi bedzie placic nedza i upodleniem z powodu glupiego gnoja na stanowisku ministra pracy. Poprzedni minister pracy przez 4 lata nie opracowala nawet planu likwidacji bezrobocia.

    Dyktator Donek Tusk nominowal tego gnoja. (i innych jemu podobnych) Na rozkaz dyktatora Sejm wyrazil wotum ufnosci dla rzadu. Na rozkaz tego samego dyktatora prezydent zatwierdzil rzad. Oto polska demokracja !!! (orgia paskudnej obludy) Tak, tak, polski system polityczny jest orgia paskudnej obludy ! To rowniez nalezy rozpoznac.

    A likwidacja bezrobocia jest minimum wymaganym od kazdego rzadu. Pracujacy obywatel sam rozwiaze swe problemy. Polska ma najnizszy wskaznik aktywnosci ekonomicznej obywateli w UE ! Jest nawet za Moldowa.

    Dlaczego nikt nawet nie rozpoznaje tragicznego stanu polskiego spoleczenstwa? Przeciez to bardzo niebezpieczna systuacja. Milczaca aprobata procesu zbydlecania polakow jest rownoznaczna z akceptacja tego procesu. Czyli niszczenia siebie samych

  2. Cóżżżżż.Obserwacja dosyc płaska.Z mojego punktu widzenia.Także z moich wspomnień.Amerykanki są praktyczne.Wypindżona koleżanka wzbudzała szczerą i nie skrywaną niechęc pań tamtejszych.Wiadomo konkurencja.Samce miejscowe się kleiły.Samochód się wypożycza.Za duże obszary.Brak służbowych.
    Na dorobku jesteśmy.Nowobogaccy.Najgorzej w Rosji.Im to naprawdę odbiło.

  3. Ha! Tu mnie Pan zainspirował! Rosjanki, nawet na tle Polek (za Amerykanki brać się w ogóle nie trzeba) to faktycznie jest temat. Kiedy się za ten temat zabiorę postaram się być, zgodnie z sugestią, mniej płaski ;-). Dziękuję za odwiedziny.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. W czasach mojej młodości lekarstwem na kryzys i siermiężność był Pewex. Jeśli ktoś nie miał cioci w Ameryce, to musiał nieraz przez wakacje harować, żeby mieć za co u cinkciarza kupić parę dolarów na dżinsy i jakieś pachnidełko. Ale za to jaka satysfakcja i dowartościowanie, że o zawistnych spojrzeniach koleżanek nie wspomnę.
    Nie znam się specjalnie na szminkach i markach, ale to jest jakieś bonus.
    Co do panów – wrażenie robi drogi zegarek i porządne buty. Dobre auto to raczej standard.
    A ponieważ ja jestem ze wsi, to na wsi z autami jest tak, jak Pan kiedyś stwierdził: :”Polak nie idzie, Polak jedzie.” Jest dopłata, jest nowe auto. Parę lat temu wśród młodych rolników królowały stare szerokie beemwice. Teraz młodzi rolnicy przesiedli się na nowe terenowe Toyoty i Hundayie. Jeśli do kościoła mają o rzut beretem, to i tak jadą i parkują z piskiem opon.
    Pozdrawiam.

  6. ‚Wszystkozerca’ chyba nie bo ochrania sie cenzura. Wyslalem dwa komentarze, dwa ocenzurowal.

  7. Jak można sprawdzić tutaj
    http://www.bloomberg.com/quote/BDIY:IND/chart/
    kryzys w gospodarce realnej nie zaczął się w 2007 roku, tylko pod koniec 2008 i jak na razie się nie skończył.

  8. Hmm, a mi się zawszer wydawało, że tzw. „efekt szminki” to nie jest jakiś wiarygodny miernik nastrojów społecznych „zawsze i wszędzie”, tylko pewien wskaźnik, który pojawia się w konkretnym czasie i okolicznościach, mianowicie w momencie załamania się gospodarki. Spada wtedy sprzedaż dóbr faktycznie drogich i luksusowych (samochodów, mieszkań, wycieczek zagranicznych itp.), bo ludzi przestaje być na nie stać bądź wolą ostrożniej gospodarować pieniędzmi. Za to, paradoksalnie, rośnie sprzedaż drobnych luksusów jak pomadki, perfumy czy dodatki do ubrań.

    O ile z ogólną tezą analizy Autora mogę się zgodzić (że szminka stanowi często ekwiwalent statusu/aspirację do niego), to już nie z odrzuceniem interpretacji, że ma to związek z kryzysem czy innym okresem niepokojów społecznych. Z tej prostej przyczyny, że ta funkcja „zastępcza” tańszych dóbr luksusowych pozostaje raczej na stałym poziomie. Niezależnie od koniunktury w danym miejscu i czasie i niezależnie od specyfiki lokalnej kultury. Istotą efektu szminki jest WZROST znaczenia (i sprzedaży) takich drobnych luksusów w niepewnych czasach. A motywacyjnie pewnie też jest to bardziej skomplikowane – od samokreacji („mnie kryzys nie dotknął”) po nagrodę pocieszenia („nie stać mnie na nowego Lexusa, to sobie chociaż buty od Blahnika kupię”).

  9. Bez urazy.Pisałem o płaskości (trywialnosci) obserwacji a nie o jakości Pana tekstu.
    Także nie Rosjanki miałem na myśli a nowobogackich Nowych Ruskich.W kontekście Tie Index.Niestety do mojej pisaniny nie można odnieśc słów Słowackiego „niech jezyk giętki…” Na przyszłośc będę się starał byc bardziej komunikatywny.
    Pozdrawiam

  10. Mimo pewnej kontrowersji raczej nie załamywałbym rąk wynikiem badań amerykańskich pracowni ankietowo-marketingowych.
    Co więcej skłonny byłbym doszukiwać się pewnego postępu którego raczej nie ograniczałbym do terenów gdzie Pułaski i Kościuszko… Globalizacja jednak robi swoje.
    A sama szminka? Nie będę z pewnością oryginalny jeżeli powiem ,że wolę szminkę aniżeli skalne groty, maszyny parowe, czy swojski sierp i młot. Szminka -jeszcze porządnej firmy – może nie jest szczytem możliwości intelektualnych człowieka XXI wieku, ale jako forma interpersonalnego przekazu określonych treści robi wrażenie. Zawsze to lepsze niż maczuga, czy uliczny krawężnik. że o paryskich barykadach nie wspomnę.
    Dawno, dawno temu kiedy dostrzegał człowiek pewne braki (niekoniecznie w uzębieniu) to szukał przyczyn, również trochę myślał (cogito ergo sum) co zrobić żeby było lepiej i wychodził na tym jak Zabłocki na mydle. Pierwszy lepszy z brzegu niejaki Marks. Marszczył czoło, napinał muskuły, prężył się do skoku…I co? Pękła mu gumka od majtek i było po sprawie. Nic nie poradził.

    A szminka? Wbrew pozorom to nie jest wcale egoistyczny akt definiujący jednostkę i jej oczekiwania. Umaluję się i jest mi z tym dobrze. Szminka to również drugi człowiek i jego estetyczne oczekiwania. To wyjście jemu na przeciw. To potwierdzenie jego i mojej tożsamości. To jest szminka, ze szminką, o szmince…

    Ciekawe czy amerykański symbol wolności niejaka pani Statua używa również szminki?
    Jakby nie było lata robią swoje. Szczególnie w przypadku kobiet.

  11. No, moja Stara to Pana wysmiala przeczytawszy o plaszczu Prady za poltora tysiaca dolarow! To chyba jakas chinska podrobka? Bo prawdziwy z pewnosca kosztuje znacznie wiecej, nawet na bardzo glebokiej wyprzedazy! Za poltora tysiaca to mozesz pan sobie kupic koszulke Sonyi Rykiel u Harrodsa.
    No, ale co tam Chlopy znaja sie na cenach designerskiej komfekcji! Oni wgole nie wiedza na jakim swiecie zyja. W naszym domu to nosi nawet specjalna nazwe: „robic Gomulke”, bo ten byly pierwzy sekretarz Partii nie mial pojecia co ile kosztuje 😈

  12. A co kupuja sobie mezczyzni na poprawienie humoru, to chyba bylo juz u doktora Freuda… 😳

  13. Witam, panie Tomaszu

    Nie zdążyłem wczoraj, dlatego jako częsty gość wydania internetowego Polityki witam pana na blogu dzisiaj. Ucieszyłem się nawet, ponieważ uznaję socjologiczne spojrzenie za korzystne i potrzebne dla poziomu dyskusji oraz niektórych komentatorów.

    Ale poza spojrzeniem z lotu ptaka proszę nie lekceważyć wartości jednostkowych spostrzeżeń i doświadczeń. Moim zdaniem sedno sprawy, jej prawdziwy wymiar i sens można uchwycić m.in. w przeskoku od spojrzenia jednostkowego do ogólnego: czyli uświadamiając sobie, czym jest dana sprawa dla mnie konkretnie, spróbować podsumować to, czym ona jest dla różnych grup ludzi.
    To, czego doświadczyliśmy na własnej skórze, odbieramy inaczej, niż abstrakcyjne wydarzenia. Taka mała uwaga metodologiczna, jeśli pan pozwoli.

    Jestem akurat w połowie pana książki o rekinach i maskotkach, więc wywody o szmince nie były dla mnie nowością. Może oprócz efektu szminki, ale o nim jest akurat na wiki, jak również o anomii. Zabawne jest socjologiczne ujęcie anomii przez Mertona: wprost o młodych na umowach śmieciowych. Albo w tym kontekście sprawa emerytur: widziałem reklamę oszczędności bankowych „Czy na starość obrabujesz bank, by mieć za co żyć?”. – pomyślałem sobie.

    Panie Tomaszu, proponuję w przyszłości więcej odnosić się socjologicznie do wydarzeń bieżących: piractwo komputerowe, rynek pracy (młodzi/starzy, kobiety/mężczyźni), EURO piłkarskie (jakże wdzięczny temat w kontekście minister Muchy).

    Poza tym mam jedno pytanie. Na stronie Polityki jest dostępny tekst Joanny Podgórskiej „Studentki ze sponsorem. Uniwersytutki”. Odsyła ona do badań prof. Jacka Kurzępy, socjologa z SWPS we Wrocławiu (on policzył, że jedna piąta polskich studentek dorabia seksem). Trudno mi ocenić wiarygodność badań pana profesora, dlatego proszę o komentarz i o ocenę poprawności wyników. Mam nadzieję, że moja prośba nie przysporzy panu kłopotów zawodowych, ponieważ ocenia pan kolegę ze środowiska. Ale moim zdaniem wyniki są nieco zawyżone (może to kwestia metody badania?).

    Pozdrawiam 🙂

  14. Wskaźnik szminki, wskaźnik McDonalds, pewnie jest ich sporo i wszystkie są na swój sposób ciekawe. Ja z perspektywy brytyjskiej mógłbym dodać dwa spostrzeżenia, w pewien sposób powiązane ze sobą. Pierwszy to szturm na supermarkety. Wielkia czwórka sieci spożywczych (Tesco, Aldi, Morrisons, Sainsburys) nigdy w historii nie miała tak dobrych wyników finansowych jak w czasie ostatniej recesji. Dzieje się to kosztem niezależnych sklepów i delikatesów których klientów nie stać już na ekstra wydatek w zamian za jakość i bezpośredni kontakt ze sprzedawcą. Zresztą sklepy takie jak Tesco pomału można przestać już nazywać supermaketami. To jest jakiś wielki organizm, sprzedający żywność ale też i dom towarowy, apteka, optyk, stacja benzynowa, sprzedaż nieruchomości i używanych samochodów (!) Ale to już inny temat.
    Drugi to powolny upadek tradycyjnych pubów. Ludzi nie stać już na wydanie trzech funtów za kufel, przepraszam pint piwa w miłej atmosferze. Co nie znaczy, że pije się mniej alkoholu; kupuje się go po prostu taniej w … Tesco.

  15. Z tą szminką i jej psychologicznym oddziaływaniem to ciekawa sprawa. Kiedy wyzwolono Bergen Belsen i próbowano przywrócić do życia tych zagłodzonych niemal na śmierć ludzi, to mimo że w miarę szybko udało się opracować procedury, jak ich karmić (po łyżeczce kaszki, na początku niestety żołnierze wkraczający do obozu wręczali więźniom czekolady i konserwy – z wiadomym skutkiem) – jednak nadal marli jak muchy.
    Któregoś dnia do obozu przysłano, być może omyłkowo, transport szminek i rozdano byłym więźniarkom. Okazało się, że to właśnie u wielu spowodowało zmianę – wreszcie poczuły się jak ludzie i obudziła się w nich chęć do życia.
    Można o tym przeczytać w wydanej w zeszłym roku książce Lyn Smith – Holokaust. Prawdziwe historie ocalonych

  16. Hmm ostatnio czytałam mniej więcej to samo w Pana książce „Leniwe maskotki…”
    Ale apropos tego, co kupują mężczyźni w czasach kryzysu: być może nic nie kupują, tylko szukają partnerek pomalowanych właściwą szminką? Podobno „odpowiednia” kobieta też świadczy o statusie mężczyzny.

  17. To jest chyba ogólne prawo w biedniejszej części społeczeństw,która innych postrzegaj poprzez to, na co innych stać, a więc głównie poprzez to, co widać.Mieszkania(domu )nie widać, dopóki nie zaprosi się kogoś do niego.Ciuchy, szminka(kosmetyki) to jest to.Jestes lepiej traktowany/a, jeśli widac, na co Cię stać.
    Miło się pana czyta,w sensie pozytywnym.

  18. Dziękuję za dobre słowo :-). Postaram się odnosić do wydarzeń bieżących, kiedy tylko jakaś sprawa wyda mi się interesująca. O EURO, kibicach, sponsoringu z pewnością pojawią się sążniste notki :-).

  19. No, faktycznie, ile płaszcz Prady kosztuje – nie wiem. Strzeliłem i nie trafiłem, bywa. Chodziło mi rzecz jasna o to, nie jest tanio :-). Ale na cenach męskich butów, zegarków i krawatów już się znam. Dzięki za spostrzegawczość :-).

  20. Panie Krzysztofie, a napisałem, że się skończył? Jeśli tak, to z pewnością byłem w amoku :-). Chodziło mi oczywiście o to, że niekoniecznie sprzedaż szminek czy lakierów musi być uzależniona od kryzysu. Za roczną pomyłkę w dacie przepraszam.

  21. Wszystkożerca ma obowiązek cenzurować jeno bluzgi. Tak się złożyło, że w Pana poprzednim komentarzu takowe się niestety znalazły (nie można personalnie nikogo tu „nazywać”, takie zasady, którym muszę się podporządkować). Zapewniam, że jakikolwiek komentarz – krytyczny do bólu – byle zawierał minimalną (a najlepiej żadną) porcję bluzgów – pojawi się na blogu :-). Pozdrawiam serdecznie :-).

  22. Thanks for finally talking about >Szminka lekarstwem na kryzys? | Wszystkożerca <Loved it!

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php