Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka

24.02.2012
piątek

Polak w (od)Locie

24 lutego 2012, piątek,

Coraz więcej i chętniej latamy samolotami, a lotniska w Polsce pękają w szwach. Oznacza to, że przenosimy do elitarnego dotąd samolotu zachowania z innych środków lokomocji, na przykład z autobusów PKS-u.

Jedna z moich magistrantek – pani Natalia Kwiecińska – studiuje Polaka w autobusie miejskich zakładów komunikacji. Cóż tam Polak robi, jak tam Polak pachnie, jak Polak do autobusu wchodzi i jak wychodzi, czy obowiązują w autobusie jakieś reguły społeczne, którym się podporządkowujemy. Na Polakach w autobusach znam się słabo, choć rok cały jeździłem autobusami z moją córką do szkoły (była w pierwszej klasie i strach było puszczać ją samą). Lepiej znam się na Polakach w pociągach (mam wrażenie, że składy PKP, obok różnych pokojów hotelowych, są moim drugim domem) i na Polakach w samolotach (latam nieczęsto, ale za to bardzo uważnie przyglądam się ludziom uwięzionym w nich na czas lotu). Oto garść moich – nie ukrywajmy, najzupełniej złośliwych i nie odnoszących się do wszystkich – obserwacji na temat Polaków w podniebnej podróży.

Po pierwsze, nasz rodak w samolocie jest istotą głośną. Polak pokrzykuje od startu do lądowania: na dzieci, które jak on krzyczą, na męża, który chrapie, na żonę, która słusznie marudzi ze strachu, na stewardów i stewardesy, którzy mają minutę opóźnienia z podawaniem alkoholowych znieczulaczy, na turbulencje, które pojawiły się mimo tego, że Polak odbył przed odlotem kontrolną rozmowę z Panem Bogiem w celu zapewnienia sobie wolności od turbulencji (a Pan Bóg nie posłuchał). W samolocie pełnym Polaków, lecącym – dajmy na to – na wczasy do południowoeuropejskich kurortów, panuje nieopisany harmider. Polacy nie potrafią spokojnie usiedzieć w miejscu. Oswajają przestrzeń krzątając się, zaczepiając, popijając, kręcąc się w tę i z powrotem. Zuzia komuś nakrzyczy do ucha i współpasażerowie niezbyt uprzejmie rugają dwulatkę. Mama Zuzi rzuca się do jej obrony jak lwica i rozwiera szczęki strasząc nietolerancyjnych wobec dzieci współpasażerów. Na zewnątrz ścierają się ze sobą fronty, turbulencje kołyszą samolotem, samolot omija bajkowe chmury ostro skręcając to w lewo, to w prawo. Pod samolotem rozpościera się śnieżny dywanik ze znużonych obłoczków. A w środku, niebaczna na zewnętrzne piękno i podniebne niebezpieczeństwa, kręci się polska karuzela. Nasi rodacy grzebią w swoich piętnastokilowych bagażach podręcznych poszukując kanapek. Klęczą tyłem do kierunku lotu i gadają z rodziną ulokowaną na fotelach tuż za nimi. Nawet w czasie startu. Połowa od razu ma obstrukcję i okupuje obydwa dostępne w samolocie szalety. Druga połowa o czymś do kogoś krzyczy.

Po drugie, Polaka w samolocie można rozpoznać – a piszę to z żalem – po tzw. zapachu autobusowym. Mimo klimatyzacji i nawiewu prosto w nos, za sprawą stresu, w samolotach bywa szczególnie gorąco. I kiedy w samolocie robi się nieznośnie duszno, na siedzisku obok nas lokuje się Pan Pachnąca Pacha z Panią Punk Tylna Fryzura. Pan Pachnąca Pacha żałuje na najtańszy dezodorant. Za sprawą braku dezodorantu, zapach spod pachy Pana Pachnącej Pachy niełagodnie i nachalnie rozchodzi się we wszystkie strony. Zwłaszcza w naszą. Zapachowi w rozchodzeniu wydatnie pomaga nawiew. Fryzura Pani Punk Tylnej Fryzury cierpi zaś na specyficzną przypadłość, mającą źródło w porannym zerwaniu się z łóżka (samoloty w ciepłe kraje często odlatują o godzinie 5.30). Fryzura na przedzie Pani Punk Tylnej Fryzury jest jak należy ułożona, natapirowana i naoliwiona. Z tyłu jednak, którego to tyłu lustro nie obejmuje, włosy są, owszem, natapirowane, ale w sposób rzec można naturalny, powygniatany poduszką skłębioną w czasie snu. Poziom wymiętolenia fryzur i rozsiewania specyficznego zapachu bywa jednak wśród Polaków różny, w zależności od tego, ile kosztuje lot i dokąd samolot leci.

Po trzecie, Polaka w samolocie można rozpoznać wtedy, kiedy klaszcze. Grecy na Krecie, dla przykładu, mają arcyciekawy obyczaj pozostawiania napiwków kierowcom autobusów. Jeśli jesteś zadowolony z jazdy szalonego (zazwyczaj) kierowcy – z jedną ręką za oknem, w rozchełstanej koszuli, z telefonem komórkowym przylepionym do ucha – to wrzucasz drobne do kuwety wystawionej przy wyjściu z pojazdu. Wyjścia są dwa. Kreteński kierowca na każdym postoju otwiera obydwa, poza postojem ostatnim, kiedy otwiera tylko wyjście przy kuwecie. Jedynie trzy rzeczy – karuzela, samolot i kreteński kierowca autobusu – mogą zapewnić podobne emocje, zatem warto nagradzać operatora karuzeli, greckiego kierowcę i pilota. No i Polacy nagradzają. Brawami. Kiedy samolot gładko się wzniesie – brawa. Kiedy gładko wyląduje – brawa. Kiedy ani jedno, ani drugie nie zachodzi gładko – też i tym bardziej brawa. Pamiętam dyskusje o tej skłonności do klaskania toczące się dwa lata temu na forach podróżniczych. Wielu uczestników tych dyskusji zapierało się, że klaskanie wśród Polaków wychodzi z mody, ponieważ Polacy zauważyli, że pośród innych nacji klaszczą w samolotach jedynie oni. Nie klaszczą już, ponieważ nie chcą sobie robić obciachu. Spieszę donieść, że w samolotach wyczarterowanych przez firmy turystyczne klaszcze się nadal. Zakładam, że klaszczący nie latają nazbyt często i rozkłuwają w ten sposób nadymający się w czasie lotu balon stresu.

Po czwarte, Polaka w samolocie poznajemy po umiejętnościach wodzirejskich. Pan ulokowany dwa rzędy przed nami biegnie do stewarda. Okazuje się, że po colę. Dostaje całą butelkę i zadowolony wraca na miejsce. W plastykowych kubkach rozrabia tę colę z kupionym na lotnisku brandy. Za chwilę dwa rzędy popijają w samolocie własnoręcznie wykonane drinki.

Nie dziwota, że jeno polski pilot jest w stanie wytrzymać (a nawet wylądować bez podwozia) z taką gromadą. Wszyscy inni szybko potraciliby cierpliwość i nerwy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 29

Dodaj komentarz »
  1. Klaskanie przy ladowaniu jest akurat milym zwyczajem – w ten sposob pasazerowie mowia kapitanowi i jegp/jej zalodze „dziekujemy, ze zawiozlas nas bezpioecznie”. A dobrych manier nigdy nie za duzo.
    W Londynie gdzie mieszkam niemal wszyscy (procz Polakow akurat) dziekuja kierowcy autobusu, jesli wysiadaja przodem autobusu, a nie srodkowym wyjsciem. I kierowca zawsze odpowiada uprzejmym skinieniem glowy. Polacy ucza sie ostatnio nawet ustawiania sie w kiolejce na przystanku, co naprawde oszczedza sporo nerwow innym czekajacym na transport.

  2. Może i klaskanie jest miłym zwyczajem, ale jak to zwyczaj ma swoje, mniej lub bardziej racjonalne, reguły. Otóż do tych reguł, które ustaliły się w krajach cywilizacji Zachodu (na ile mogłem zaobserwować, a trochę mogłem) należy to, że nagradza się załogę brawami po bardzo długich lotach transkontynentalnych (ale dalej niż z Polski do Tunezji, czy Egiptu). Nie znam się na lotnictwie i nie wiem, czy taki lot różni się czymś poza samą długością, czy lądowanie jest trudniejsze (może tak, bo samolot jest zazwyczaj większy?), ale tak się przyjęło. Loty wewnątrzeuropejskie traktowane są przez autochtonów już chyba bardziej jak podróż pociągiem, coś rutynowego i wtedy klaskania nie ma (miłe pożegnanie – owszem, trudno go zresztą uniknąć, bo przy wyjściu stoi już załoga). W tym sensie podzielam złośliwość autora, spora ilość rodaków chce być chyba bardziej papieska niż sam Papież. Co do ruchliwości, krzykliwości i konsumpcji „przemyconego” alkoholu też potwierdzam – koszmar.

  3. te obserwacje są prawdziwe, ale ja sam dostrzegam jednak zasadniczą różnicę pomiędzy lotami czarterowymi do krajów śródziemnomorskich, a lotami liniowymi linii lotniczych (nieważne właściwie czy tanich czy tradycyjnych). w tych drugich rzadko opisywane przez Pana zachowania mają miejsce. nie uważa Pan?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Po 30 minutach krążenia w chmurach nad lotniskiem w Shannon z powodu gęstej mgły i szczęśliwym wylądowaniu rozległy się na pokładzie samolotu oklaski. Usłyszeliśmy głos pilota, który podziękował za spokój i opanowanie. Rzeczywiście rozładowaliśmy lekkie napięcie, ale oklaski były podziękowaniem i uznaniem dla umiejętności pilota. Nasze myśli wpływają na nasze zachowanie, decyzje i działanie. Nie sądzę, aby był to nasz polski ,,etno – specyficzny” wzór zachowania. Rozumiem Pana emocje, rozumiem, że o kulturze szeroko rozumianej w kwestii biologii, fizjologii, mowy i filozofii trudno nie dyskutować 🙂 Współczuję Panu lotu:)

  6. Nie wiem czy Polacy powinni się wstydzić klaskania po lądowaniu. Ot, lokalny zwyczaj. Tak jak np. Włosi klaskali na placu św. Piotra po śmierci papieża.
    Poza tym, ostatnio wracałam z Londynu samolotem pewnych linii lotniczych słynących z niskich cen. Po udanym lądowaniu z głośników rozległy się fanfary. I jak tu nie klaskać?

  7. Ja tu wyczuwam parę polskich kompleksów.
    Latam niepolskimi liniami i z Niepolakami, a pasażerowie nagradzają oklaskami umiejętności pilotów (tylko po wylądowaniu), załoga zaś dziękuje pasażerom stojąc przy wyjściu i miło ich żegnając.
    Nerwowe polskie obserwowanie otoczenia minęło mi z czasem, ale rozumiem problem z rodakami i ich zachowaniem, czasami bardzo niekulturalnym, bo chcemy uchodzić za cywilizowanych Europejczyków, a oni, jak ten kamień młyński u szyi…
    Przyłapuję się już wręcz na tym, że po rozmowie z sąsiadem w podróży nie potrafię opisać jego wyglądu, ubrania ani fryzury, jeśli był obiektem interesującym intelektualnie. Pamiętam raczej, co mówił i ewentualnie jak pachniał, jeśli to „rzucało się” w nos.
    Pewnie się nie nadaję na socjologa 🙁
    Obstrukcja nie wydaje mi się akurat powodem do biegania do toalety. Jej przeciwieństwo – to jest problem. A najgorzej, gdy na pokładzie jest młoda osoba w pierwszych miesiącach ciąży, jedzenie podłe i turbulencje 🙄

  8. Ja najczęściej latam tanimi liniami do Anglii i mam inne obserwacje: zawsze mam takie wrażenie, że Polacy w samolotach są onieśmieleni. Jeśli w samolocie jest międzynarodowe towarzystwo, zauważam, że Polacy:
    – rzadko coś kupują, mają swoje kanapki,
    – rozmawiają konspiracyjnym szeptem, unikając kontaktu wzrokowego z obcymi ludźmi,
    – reagują onieśmieleniem na pytania stewardess (jeśli są to pytania po angielsku),czasem udają, że nie słyszą,
    – pchają się do wyjścia/ biegną do samolotu – ale w takim tępym milczeniu, z jakimś takim uporem.

    Oczywiście nie wszyscy, ale to rzuca mi się zawsze najbardziej w oczy.

  9. Bez okularów,
    podobne zachowanie Polaków rzuciło mi się w oczy na promie z Dunkierki do Dover, ale i z Malmoe do Niemiec. Może tak się dzieje, gdy są w mniejszości. Autor miał okazję obserwować rodaków, gdy są w swoim żywiole 😉
    Zawsze za to bacznie przyglądają się otoczeniu i komentują szeptem wszelkie odchylenia od „normy”, zwłaszcza w wyglądzie i ubiorze plemiennie obcych.

  10. Podziękowanie,za dotarcie do celu podróży w „jednym kawałku” to rzecz normalna.
    Lądowałem w Dallas podczas straszliwej wichury.Za trzecim podejściem .
    Opuszczając samolot powiedziałem do stojącego w drzwiach kokpitu pilota (też zwyczaj)
    ,że taką huśtawkę przeżyłem po raz pierwszy.”Ja też” odparł z uśmiechem.Dopiero wtedy do mnie dotarło,że jest za co dziękowac.

    Wszystkim dziwnością w zachowaniu Polaków w podróży nie trzeba się dziwic.Tym bardziej złośliwie komentowac.Przejdzie pokolenie i będziemy tak samo nudni i powierzchowni jak inne nacje .

  11. Dziękuję za wszystkie uwagi, zdecydowanie wszyscy Państwo nadajecie się na socjologów :-). Różne obserwacje, albo – inaczej – obserwacje różniące się od moich są zapewne wynikiem tego, że: 1) Polacy to kategoria zróżnicowana klasowo i subkulturowo (nie jesteśmy narodem egalitarnym, dzielącym te same cechy, co to – to nie!), 2) zachowujemy się mocno kontekstowo i kiedy przebywamy poza kontekstem oswojonym (czyli w miarę polskim), to czujnie patrzymy na boki i siedzimy cichutko i 3) każdy z nas zwraca uwagę na inne kwestie/sprawy/zjawiska, część z nas tylko na te, które akurat jego czy ją osobiście bolą. Dodam jeszcze, że po przeczytaniu Państwa komentarzy zdałem sobie sprawę, że spoglądam na Polaka w samolocie (w aucie, autobusie, pociągu, gdziekolwiek) zupełnie bez-emocjonalnie. Trochę jak entomolog na mrówki. Zainspirowali mnie też Państwo do opisania naszej skłonności do komentowania wszystkiego i wszystkich w polu rażenia i widzenia :-). Na pewno poświęcę temu chwilę w przyszłości.

  12. Nie jestem fanka klaskania w samolocie, bo wydaje mi sie (i z relacji kolegi pilota wiem) ze przy dobrych warunkach atmosferycznych, ladawanie na wiekszym lotnisku to zadna mecyja. Oczywiscie przy okazji burzy pilotowi nalezy sie uznanie.
    Ale co mnie zawsze ciekawi w lotach na dlugich dystansach (np. przez Atlantyk) jest stylizacja (w szczegolnosci niektorych pan). Jak mam spedzic 8-10 godzin w samolocie, to sie staram ubrac w wygodne pelne buty i wygodne baweniane ubranie. Zamiast pelnego makijazu wybieram krem nawilzajacy. Natomiast ku mojemu zdziwieniu, niektore panie preferuja szpilki lub inne sandalki, poliestrowe koszulki na ramiaczkach i pelny makijaz ktory poprawiala przez 15 minut w toalecie zaraz przed ladowaniem.

  13. „Połowa od razu ma obstrukcję i okupuje obydwa dostępne w samolocie szalety.”
    Drobiazg Panie Tomku, ale jednak pomiędzy sraczką a zatwardzeniem jest jakaś różnica. Ktoś z obstrukcją raczej zazdrości temu z rozwolnieniem i chyba tylko dlatego zamknąłby się w kiblu.
    Zapachy spod pachy doskwierają wszędzie i tylko niewidomy może odnieść z tego korzyść: zaraz wie gdzie jest, lub z kim ma do czynienia.

  14. Wchodzimy do barakowato wygladajacego budynku, Urzedu Celnego w Swinoujsciu pelniacego funkcje komory celnej. Nasza grupa jest pierwsza w kolejnosci do odprawy przed wejsciem na prom.
    Z trudem ukrywam narastajace podniecenie. Wprawdzie jestesmy „czysci”, bowiem zdajac sobie sprawe z tego iz pozostaniemy w Szwecji nie ryzykowalibysmy zabierac niczego, co mogloby stwarzac chocby pozory podejrzen ze strony sluzb, jednak hazardowosc naszego postepowania wyzwala hamowany sila woli dreszcz emocji.

    U wejscia do budynku, od strony morza, wszczyna sie harmider. Szeptana poczta niesie od czola oczekujacej grupy wiadomosc, ze przez komore celna przechodzic beda rodacy powracajacy ze Szwecji.
    Wiec jednak wracaja, lapie sie na niedorzecznosc tego skojarzenia. Pewno ze wracaja. Wiekszosc wraca. My jestesmy wsrod tych ktorzy stanowia, owszem znaczny, ale w calosciowym rozliczeniu ruchu turystycznego prowadzonego poprzez nasze biura na zagranice, niewielki procent Polakow, ktorzy w taki sposob szukaja dla swego zycia nowych drog.

    Gwar i tumult u wejscia narastaja. Juz jest forpoczta szczesliwcow, dla ktorych celnicy zapalili zielone swiatlo w powrotnej drodze do kraju. Wycieczka z PRL-u !
    Spocony o rozbieganym wzroku „turysta”, wiezdza wielka lodowka-szafa w tlum oczekujacych na odprawe rodakow. Taranowani usiluja sie wycofac ale sa napierani od tylu przez uczestnikow grup oczekujacych na odprawe. Zament. Balagan. Sobiepanstwo. Prawo silniejszego i bardziej przedsiebiorczego w wyborze kombinacji poczynan z mysla o osiagnieciu zamierznego celu.
    Na odsiecz przyblokowanemu przez moment wlascicielowi rozbieganych oczu pedzi jak w amoku nastepny „wycieczkowicz”, dysponujacy jeszcze wiekszym impetem i potezniejsza lodowka.
    Z za stolu celnikow wystartowal juz trzeci, by forsujac przetarty z grubsza szlak wspomoc slabnacych. Ten ma najwieksze sznse. Pchana sila jego ramion i radoscia posiadania lodowka to prawdziwy chlodniczy kombinat. Wspaniala szarza polaczonej energi potomkow husarzy spod Chocimia konczy sie pelnym sukcesem. Podskakujac na nogach mniej uwaznych i masa roztracajac niezdecydowanych, lodowkowa lawina osiaga dzwi wyjsciowe z komory celnej.
    Jeszcze jeden powrot i nastepny trucht przetartym przed chwila szlakiem, pod ciezarem ogromnych pudel, pak, neseserow, walizek i Bog wie czego jeszcze i co zawierajacego.
    Balagan osiaga apogeum. Turysci z wyprawy po zlote runo – i w drodze po nie – przemieszali sie tak dokumentnie, jak serwowane pod swoim adresem przez obie grupy nieparlamentarne wyrazenia, okreslajace w sposob dosadny rodowody posiadaczy oraz kandydatow na nich. Zadnych prob przywrocenia porzadku, zadnych wskazowek, co do sposobu grawitacji tej masy ludzi. Zywiol. Staropolskie „kupa mosci panowie!”. Typowo po naszemu, czyli – nie tak jak byc powinno. Niestety.
    Wreszcie tornado przechodzi i mily opanowany glos pilota naszej wycieczki powiadamia, iz przystepujemy do odprawy celnej.

    Kosci zostaly rzucone pomyslalem i przyklejony przez falujacy tlum do swej malzonki, dalem sie niesc przed oblicze granicznej, mundurowej wszechmocy.
    – Nie macie panstwo niczego do oclenia…? Zadnej waluty tez…? Oczy celnika, ktory zna handlowe odczucia dusz wspolbraci – nawet podejrzewam z autopsji – robia sie przez moment okragle z bezbrzeznego zdumienia. Chlonie chwile goraczkowo medytujac, jak podany mu pasztet gryzc.
    Wczuwajac sie w psychike mundurowanego mlodziana jestem sfrustrowany. Albo uwaza nas za polglowkow albo za pseudocwaniaczkow, ktorzy usiluja polskiemu celnikowi wmowic, ze w wyprawie za morze najwazniejsza jest dla nich ekskursja, jako taka…. – A przeciez przed chwila? Forte tornada brzmi jeszcze w jego uszach lomot toczonych tedy, Bog wie jakim sumptem zdobytych w cieniu flagi trzech koron ogromnych, szafowatych lodowek… Blysk zdumienia w oczach mundurowego rodaka przycmiony zostaje odcieniem autentycznej, zawodowej zlosci. Palec-pistolet wyskakujacy nagle na wysokosci mej piersi.
    – Pan pozwoli ze mna !
    Jak zona Lota oglada sie moja slubna, popychana przez tlum do wyjscia na prom. To ja stoje utozsamiony z ta scena jak slup soli…
    Na polecenie celnika otwieram neseser. Zwroci uwage na fakt, iz jak na jednodniowa wycieczke – nawet gdybym chcial wystapic w roli eleganta znad Wisly – posiadam za duzo koszul, czy nie zwroci ?
    Pobiezne przejzenie zawartosci nesesera nie rozwiewa jeszcze watpliwosci celnika.
    – A co ma pan w majtkach ?
    Zapewniam pana ze to, co kazdy statystyczny Polak w moim wieku tam miec powinien. Czy chce pan sprawdzic ?
    – Nie, dziekuje …

  15. Ps. Byl to rok AD 1985

  16. @ bez okularow

    przy tym wyliczaniu zapomniales dodac o:
    b.o. latajacych, bo ten niczym sie nie rozni od podrozujacych PKS em;

  17. @Tomasz Szlendak
    A propos komentowania. Przepraszam od razu, że tak się wtrybiam w komunikacyjną strukturę bloga, do którego mogę dorzucić komentarz. Ponieważ nie ma tutaj opcji „odpowiedz”, odpowiadajmy sobie (to akurat odnoszę do poprzedniego wpisu – trochę latałem w górę i w dół, czytając odpowiedzi), jak to w sieci, poprzez opcję:
    @Nick
    Szczególnie, że ruch tu już spory, a moderator jednak nieco daleki od uzależnienia (jeszcze) od internetu 😉

  18. Wszystkożerca patrzący na podróżnych sine ira et studio.Jak na mrówki.Chyba nie całkiem sine.. Obserwacje nieprzyjazne głównie.Więcej empatii do współpodróżnych.
    „W tej podróży którą ludzie prozaicznie życiem zwą….”

  19. Nie używanie dezodorantu to raczej mało istotny problem. W Anglii przeprowadzono kiedyś badania w publicznych środkach komunikacji, z których wynikało, że 30% mężczyzn nie myje rąk po skorzystaniu z toalety. W Newcastle ten odsetek wyniósł 50%.

  20. Szczerze mówiąc, zupełnie nie rozumiem sensu i celu dywagacji Gospodarza na temat zachowań Polaków w samolotach. Kompleksy jakieś, czy „cós”?
    Latam stosunkowo dużo zarówno liniami „tanimi”, jak i „normalnymi”. Nie zauważyłam ,żeby zachowanie naszych rodaków ( w każdym razie od co najmniej 10-15 lat) wyróżniało się jakoś niekorzystnie na tle innych grup narodowościowych.
    Włosi np. tradycyjnie hałasują i wiercą się (albo nie), Niemcy mówią za głośno (albo nie), arabowie rozmawiają tak, że można odnieść wrażenie, że właśnie się pokłócili (albo nie).Spora część pasażerów różnych nacji zazwyczaj usiłuje się zdrzemnąć, zwłaszcza, gdy lot trwa długo (albo nie). Podczas lądowania klaszczą Polacy i nie Polacy (albo nie). Jedni dziękuja i mówią np. do widzenia lub good bye, a inni niekoniecznie.
    Nigdy nie wwąchiwałam się w zapachy pod kątem przynależności narodowej, ale zazwyczaj nic mi raczej nie śmierdziało.
    Jedyny obciach, jaki utwił mi w pamięci z udziałem naszych rodaków, to incydent w samolocie Lufthanzy (przepraszam za ew. bład w pisowni) związany z panem niedoszłym premierem z Krakowa i jego małżonką.
    Szanowny panie Gospodarzu!
    Szkoda klawiszy na „obrabianie” takiego tematu.

  21. @Kolezanka – nigdy Cie chyba nie spotykal na lotnisku dawno nie widziany Ukochany? To dla niego sie cierpi cala podroz w niewygodnym ubraniu i butach na obcasie.
    Tak bylo, tak jest, tak bedzie.
    Ale jest jeszcze jeden powod. To dopiero od niedawna podrozne samolotem na dlugie dystanse bardzo sie zdemokratyzowaly i latac moze przez Atlantyk kazdy przyslowiowy Tom, Dick and Harry. Ale jestem dosc starym Kotem, aby pamietac, ze jeszcze trzydziesci pare lat temu na poklad samolotu wchodzilo sie jak na poklad liniowca, gdzie obowiazuje stroj dzienny, stroj wieczorowy, gdzie jedzenie podaja slicznie przyrzadzone na prawdziwych a nie plastykowych talerzach, prawdziwe sztuce i serwetki, gdzie obowiazuja pewne maniery. Wtedy nikomu nie przychodzilo do glowy aby sie wybrac w podroz samolotem w dresie i trampkach, bez manikiuru i makijazu. To sie skonczylo, jak tez skonczyla sie wyszukana uprzejmosc personelu, wino do posilkow i gazety do wyboru. Pozostala nam jednak pamiec tego, ze podroz samolotem to cos specjalnego, wymagajacego staranniejszego zadbania o siebie niz wysjcie do sklepu naprzecoiwko.

  22. Kot Mordechaj
    Zapomiałes dodać, że drzewiej na pokładzie samolotu można było palić papierosy, fajki i cygara. I jakoś samoloty nie spadały częściej, a ich pasażerowie niekoniecznie zachorowywali na raka płuc lub krtani.

  23. Bardzo stronniczy ten komentarz, zwłaszcza jak na socjologa (oczekiwałabym szerszej skali porównawczej przy tak syntetycznym tytule) i mam wrażenie, że autor nieco leczy w ten sposób, a na pewno wykorzystuje własne i grupowe kompleksy etniczne. Latam od paru lat często, czasem 3 razy w miesiącu na liniach rejsowych, tanich droższych, niekiedy lotami czarterowymi (w wakacje) – i jeszcze nie spotkałam się z pasażerami pijącymi własny alkohol, z wyciągającymi kanapki dość rzadko, z brzydko pachnącymi Polakami tak samo często jak z przedstawicielami innych narodowości, statycznie rzecz podsumowując. Co do głośnych pasażerów w drodze na urlop – proszę wsiąść w lot z Niemiec na Majorkę i będzie podobnie, czemu się dziwić, jeśli jadą rodziny z małymi dziećmi, młodzi chcący zaszaleć, też często już po spożyciu na pokładzie? Wakacje w ogóle są specyficzną czasoprzestrzenią. Kręcenie się po samolocie, obmawianie innych pasażerów (?), obstrukcje i ew. rozwolnienia innych pasażerów jakoś szczególnie nie rzuciły mi się w oczy jako cecha specyficznie polska, a raczej osobnicza, ponadnarodowa. Zaś wymiętolone fryzury i nachalne make-upy pań widuję i u Polek, i u innych Europejek, ze wschodu i z zachodu. To nie ma związku z krajem, tylko ze środowiskiem, gustami, charakterem, podobnie jak higiena albo zamiłowanie do alkoholu lub upartego zagadywania pań z fotela obok w wypadku części męskich pasażerów. Rozumiem, że pasażerów czytających, dyskutujących kulturalnie, i niepchających się do wyjścia dotąd nie dane było Panu zbyt często spotykać? Szkoda. Więc miłych i częstszych lotów życzę!

  24. Z tym klaskaniem to jestem zaskoczona, że coś takiego funkcjonuje (ale tylko raz leciałam samolotem, do Bułgarii ;)). Myślę, że po katastrofie smoleńskiej ten ”nasz zwyczaj” może być „szczególnie” postrzegany przez obcokrajowców.

  25. Klaskanie, choć tak zwykle zaciekle roztrząsane, mnie nie przeszkadza, ale sama raczej nie klaszczę.
    Drażni mnie co innego – babsztyle, które „bazarowym szeptem” obgadują przez 3 rzędy foteli bliższych i dalszych znajomych, ewentualnie osoby, które miały czelność zwrócić im uwagę, drażni mnie pęd do autobusu, potem pęd do samolotu, dłuuugie pakowanie tobołów i to, że kto pierwszy ten lepszy, a potem niech sobie choćby na kolanach inni trzymają.
    Wkurza mnie chlanie, gdyż robi się coraz głośniej i „śmierdniej”.

    A, i drażni mnie, jak sobie ktoś przede mną, bez sprawdzenia choćby co robię, czy czegoś nie wyleję, nie upadnie, odchyla sobie fotel na maksa. Bo to przecież jego wolność na zagrodzie.

  26. Jesli pod nowym wpisem (o sponsoringu) pojawi sie linka do komentarzy, to przecie zaczniemy madrze badz glupio komentowac. A tymczem nie ma gdzie.

  27. E tam. Autor ujął wszystkie aspekty sponsoringu, więc o czym tu dyskutować.
    Może tylko o większej łatwości nawiązywania kontaktu między sponsorem i sponsorowanym lub sponsorowaną. Dawniejsze metresy, utrzymanki i różni bel ami miały i mieli trudniej, by się pierwszy raz spotkać, no i bardziej zważali na opinię otoczenia.
    Spalinowa,
    klaskanie to raczej nie polski zwyczaj. Ja się z nim spotkałem pierwszy raz 18 lat temu po wylądowaniu w Nowym Jorku (z Zurychu), a na pokładzie nie było żadnych rozpoznawalnych Polaków.
    Latając wcześniej (lata 70.) LOT-em po Europie nigdy nie byłem świadkiem żadnego klaskania, a towarzystwo na pokładzie było bardzo kulturalne i powściągliwe w manierach, zapachy przyjemne, cisza, porcelana i prawdziwe sztućce… Czasem trzeba tylko było wynieść „zmęczonych” Włochów, którzy nadużyli możliwości korzystania z wolnocłowych trunków na pokładzie 😉

  28. Moje uwagi – co zaznaczyłem: złośliwe i stronnicze (czy socjologom tego robić nie wolno?) – nie mają umocowania w statystykach ani analizach porównawczych. Są efektem obserwacji naszych rodaków w wyczarterowanych samolotach, rodzajem impresji, albo spostrzeżenia (był i własny alkohol, i niesubordynacja, i nieciekawe zapachy, cóż – takie to były loty…). Również i takie notki – nieobudowane przypisami i aparaturą statystyczną – będą się na tej stronie pojawiać :-). Inna sprawa, że czytając Państwa komentarze pomyślałem sobie, że może warto pokusić się o solidne badania tematu, bo rozmaite nacje zachowują się jednak – moim zdaniem – w środkach lokomocji rozmaicie. Niewątpliwie inaczej zachowują się też reprezentanci rozmaitych klas i kategorii społecznych. Napisałem, że Polak w samolocie Polakowi w samolocie nierówny. A jeśli chodzi o leczenie kompleksów etnicznych, to jeszcze intensywniejsze obserwacje poczyniłem chociażby na latających Brytyjczykach, ale gdybym je spisał, to dopiero padłyby oskarżenia! Wybaczcie Państwo, ale taka to już natura socjologa – generalizuje na temat ludzi i z rzadka bierze pod uwagę różnice czy charakterystyki indywidualne. Oczywiście zgadzam się, że zachowania w dużej mierze od tych indywidualnych cech zależą. Dziękuję za komentarze i zdecydowanie pozdrawiam :-).

  29. Zapraszam do przyszłości, czyli najpierw zakładamy konto na Facebooku albo LinkedIn a potem lecąc KLMem wybieramy sobie sąsiada:

    http://www.klm.com/travel/us_en/prepare_for_travel/on_board/Your_seat_on_board/meet_and_seat.htm

    http://www.youtube.com/watch?v=zVrnZhLGUco

  30. @Kot Mordechaj

    Popieram. Wprawdzie tez latam w bawelnianych dresach i kitku, ale rozumiem Panie, ktore musza wygladac zawsze i wszedzie dobrze, sczegolnie gdy ukochny, pachnacy czeka na lotnisku z kwiatkiem. No jak tu wyjsc jak mamalyga.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php