Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka

25.02.2012
sobota

O sponsoringu i jego przyczynach

25 lutego 2012, sobota,

Cóż, nie uniknę tego tematu. Atakuje mnie ostatnio zewsząd. W telewizji, kiedy zmuszony jestem komentować arcydziwne, serwowane mi w dziennikarskim pytaniu dane, na poważnej konferencji poświęconej seksualności, pytają o to także niektórzy z Państwa, słusznie domagając się socjologicznych wyjaśnień. Tematu mam po prawdzie serdecznie dosyć, ale dobrze. Niech będzie. O paniach sponsorowanych.

Czy to prostytucja czy nie-prostytucja? Czy signum temporis, czy zjawisko stare jak świat, tyle że w świeżym opakowaniu? Dużo tych sponsorowanych, czy mało? I konkretnie ile? Czego sponsoring jest wskaźnikiem? Upadku moralnego? Przemian w podejściu do ciała jako towaru lub/i narzędzia pracy? Radykalnej transformacji w zakresie zachowań intymnych kobiet?

Nie tak dawno w programie telewizyjnym „Kultura, głupcze!” (tutaj można to sobie obejrzeć) usłyszałem dane, które podważają zaufanie do działań badawczych socjologów. Podobno, zachęcił nas do dyskusji w studio pan redaktor, co piąta studentka to dziewczę sponsorowane. Co piąta – ujmijmy na początku rzecz nieco dobitniej – prostytuuje się w celu utrzymania mieszkania, prowadzenia interesujących czynności w czasie wolnym (najchętniej za granicą) i pozwolenia sobie na należycie ometkowane kosmetyki i ciuchy (o podręcznikach akademickich, o ile pamiętam, mowy nie było).

Szybko i po łebkach policzmy: studiuje w tym kraju półtora miliona ludzi, z czego 60-70 procent to kobiety, czyli jakieś – weźmy liczbę mniejszą – 900 tysięcy osób. Kiedy tę liczbę podzielimy przez pięć wychodzi 180 tysięcy prostytuujących się jednostek. I to tylko na studiach, wszak pań zawodowo sponsorowanych przez licznych klientów nie bierzemy tu pod uwagę. A zatem na studiach w trzystu kilkudziesięciu uczelniach wyższych daje się sponsorować tyle osób, ile mniej więcej mieszka w Rzeszowie, Olsztynie czy Toruniu. Nieźle, prawda? Nie dziwota, że w mediach nakręcono wokół tych danych spektakl, a w głosach moralistów słychać szok i nutę biadolenia nad upadkiem obyczajów. Ciekawe notabene, co o takich danych sądzą moje studentki i magistrantki? Każda musiałaby znać przynajmniej jedną sponsorowaną koleżankę, a najlepiej dwie, żeby dane zgadzały się z rzeczywistością.

Oczywiście, jeśli założymy, że sponsorowane muszą mieć sponsorów odpowiednio majętnych, żeby łożyli bez bólu portfela na miesięczną dla sponsorowanej pensję albo płacili za wynajem jej mieszkania, jej telefon i jej prąd, to mamy poważny kłopot z popytem na te 180 tysięcy chętnych do bycia sponsorowanymi. Mężczyznę majętnego w naszym kraju definiuje się najczęściej jako tego, który zarabia siedem tysięcy złotych i więcej (co jest swoją drogą nieco zabawne). Tyle zapewne – minimalnie – musiałby zarabiać chętny do sponsorowania mężczyzna, żeby utrzymać siebie, sponsorowaną kochankę, a jeszcze do tego własną żonę i dzieci, jeśli je posiada. Cała klasa wyższa z wierchuszką klasy średniej wzięta, wliczając kobiety i dzieci, nie liczy w Polsce więcej niż pół miliona osób. Jeśli do tego weźmiemy pod uwagę, że do zdrady (a fachowo: do kontaktów seksualnych poza związkiem długoterminowym) przyznaje się u nas od 20 do 30 procent panów, pośród zaś wielkomiejskich singli, którzy – jak wskazują badania jakościowe nad sponsoringiem także bywają klientami – więcej jest kobiet niż mężczyzn, to łatwo o wniosek, że 180 tysięcy chętnych studentek po prostu nie znalazłoby odpowiednich klientów. Chyba że szukają sponsorów poza naszymi granicami. I to wszystkimi.

Kilka lat temu jedna z moich magistrantek, Agnieszka Anielska, z wielkim trudem namówiła kilka sponsorowanych kobiet do wzięcia udziału w badaniach jakościowych nad tym zajmującym zjawiskiem. Gdybyśmy na podstawie tych badań generowali jakieś oszałamiające media liczby, to moglibyśmy powiedzieć, że całe sto procent spośród respondentek pani Agnieszki to osoby parające się sponsoringiem. Tak się po prostu nie robi i najpewniej oszałamiające dane, które zdumiony usłyszałem w programie telewizyjnym, są wynikiem konstrukcji próby, absolutnie niereprezentatywnej i niezasadnego uogólniania wypreparowanych z tej próby danych. A szczerze powiedziawszy uważam, że ktoś te dane po prostu wyssał z palca.

Nie ma – niestety, chciałoby się dodać! – żadnych poważnych badań nad tym zjawiskiem prowadzonych na próbach reprezentatywnych. Nie ma między innymi dlatego, że sfera seksualności, a w szczególności płatnego seksu i niestandardowych relacji intymnych, to sfera ekstremalnie trudna w naszym kraju do przebadania. Wie coś na ten temat profesor Zbigniew Izdebski, który od nastu lat bada zachowania seksualne Polaków, korzystając z metodologicznego i terenowego wsparcia TNS OBOP. Zbyszek (znamy się od lat, głupio mi zatem pisać o nim zachowując sztywną formę grzecznościową) był niedawno w Toruniu, gdzie odbyła się konferencja studentów i doktorantów, debatujących o przemianach w zakresie miłości, seksualności i intymności w Polsce (tutaj znajdą Państwo stosowną informację). Wspólnie pozżymaliśmy się w czasie obiadu na medialne dane o sponsoringu. Niemniej, stwierdziliśmy obaj, coś jest na rzeczy. Choć z całą pewnością nie jest tak, że jedna piąta studentów bezecnie się prostytuuje, to zjawisko zdaje się narastać. Wystarczy odpowiednio zinterpretować dane pochodzące z jego rzetelnych badań, posłuchać uważnie badaczy jakościowych, albo zajrzeć na portale służące do nawiązywania kontaktów między „studentkami” chętnymi do bycia sponsorowanymi i potencjalnymi sponsorami.

Sponsoring to trwalsza relacja z jednym partnerem, znacznie rzadziej z kilkoma naraz, który sponsorowaną (albo sponsorowanego, ponieważ bywają także homoseksualne relacje „sponsorskie”) utrzymuje lub/i opłaca czesne, łoży „na życie”, funduje kosztowne rozrywki i gadżety. Nie jest to „klasyczna” prostytucja, skoro sponsorowana aktywnie wybiera sobie sponsora spośród chętnych kierując się swoimi potrzebami i gustem (czasem fobiami) i skoro dwie strony wchodzą w dłuższą relację o intymnym charakterze, nierzadko przeradzającą się w miłość, związek, chodzenie ze sobą (proszę to nazwać, jak sobie Państwo życzycie). Tyle że w grę od początku i w sposób nieskrępowany wchodzą pieniądze. Kobiety w tych relacjach czują się i zachowują najrozmaiciej. Pełne spektrum, od takich, które cierpią, że z powodów ekonomicznych „muszą” to robić, przez takie, które w ciągu całego związku walczą z własnymi rodzącymi się uczuciami i starają się utrzymać ekonomiczny chłód, aż po takie, które swoich sponsorów traktują niczym mężów albo – przynajmniej – pełnoprawnych kochanków.

W socjologii mamy pewną dyrektywę metodologiczną zwaną „współczynnikiem humanistycznym”. Chodzi o to, że powinniśmy patrzeć na świat oczami badanych. Skoro coś istnieje dla badanych, to istnieje naprawdę, niezależnie od tego, co myśli na ten temat badacz i niezależnie od systemu wartości, które badacz wyznaje. Skoro sponsorowana czuje się jak prostytutka, to w tym wypadku mamy do czynienia z prostytucją. Jeśli natomiast uważa, że pozostaje w niestandardowym związku erotycznym, to z prostytucją nie mamy tu do czynienia.

Pytanie, skąd takie „niestandardowe relacje intymne”, wszystko jedno czy oceniamy je jako prostytucję czy nie, się biorą? Dlaczego kobiety nie decydują się na „zwyczajne” chodzenie z aspirującymi, równie jak one młodymi mężczyznami? Dlaczego zjawisko intensywniej pojawia się w kategorii społecznej, która do tej pory była, w dużym stopniu, od zarabiania ciałem wolna, czyli pośród studentów? Szukając wyjaśnień, pozwolę sobie pominąć wszelkie kwestie etyczne czy moralne, moralistą wszak nie jestem i nie do mnie należy narzucanie tego typu ocen.

Po pierwsze, mamy dziś do czynienia z destabilizacją klasycznego rynku matrymonialnego. Chodzenie ze sobą czy pozostawanie w parach, w sytuacji wydłużonej edukacji, po prostu zanika. Całe mnóstwo kobiet aż do końca studiów nie ma szans, albo czasu, wejścia w stałe związki. Nie ułatwia tego niedobór odpowiednich mężczyzn pośród studentów. Jest ich po prostu mniej, a z uwagi na homogamiczno-hipergamiczną naturę kobiet, nie będą się one rozglądały za kimkolwiek, kto nie spełnia wymagań i nie ma odpowiednich społecznych parametrów. Studenci są tak samo biedni jak studentki (ludzie młodzi, ja wiem, że trudno w to uwierzyć, to najbiedniejsza kategoria społeczna w Polsce). Kiedy atrakcyjna kobieta musi się utrzymać na studiach w dużym mieście, poza swoim miejscem zamieszkania, do tego osiągać na tych studiach sukcesy, to opcja pozostawania z nieszczególnie majętnym równolatkiem może być po prostu nieatrakcyjna.

Po drugie, rośnie w Polsce nierówność społeczna i dostęp do solidnych zasobów ekonomicznych nie jest rozłożony równo. Mówiąc po ludzku, młode, aspirujące kobiety nie mają środków. Mają  je za to starsi od nich, od dawna obecni na rynku pracy mężczyźni. Jeśli złożymy to z okolicznością trzecią, to znaczy brakiem porządnej, dobrze płatnej (albo przynajmniej płatnej jako tako) pracy dla ludzi młodych, to nic dziwnego, że przy braku wpojonych zasad moralnych będących częścią kapitału kulturowego wąskiej u nas klasy mieszczańskiej, niektóre kobiety decydują się na pracę seksualną.

No właśnie, czwarty czynnik, efekt roztworu. Jeśli wskaźniki skolaryzacji (jeden i drugi) oscylują wokół 50 procent, co oznacza, że co drugi człowiek do 24 roku życia trafia na studia, to doprawdy nietrudno trafić pośród studentów i studentek na takie osoby, które z kapitałem kulturowym (zasadami, regułami życia, specyficzną moralnością) klasy średniej niewiele mają wspólnego. Coraz większa pula studentów to automatycznie coraz większa pula osób studiujących o bardzo rozmaitych kapitałach. Bez trudu odnajdziemy dziś wśród studentów  zarówno osoby tłukące się na miejskich placach w trakcie zadym, jak i zwyczajne prostytutki (wcale nie sponsorowane, tylko „normalnie” uprawiające ten zawód). Nie spodziewajmy się po wszystkich dzisiejszych studentach dawnego studenckiego etosu.

No i piąty czynnik – pornografizacja kultury i uzwyczajnienie „pracy ciałem”. Dzięki zasobom Sieci pornografia dawno temu wdarła się do mainstreamu kultury. Taniec na rurze to dziś dyscyplina sportowa i niekontrowersyjny sposób na zrzucenie wagi. Ciało, zwłaszcza atrakcyjne, to uzwyczajnione narzędzie zarobkowania i wywierania wpływu na innych ludzi. Sama masa porno-prezentacji wraz z zanikającym w szybkim tempie negatywnym waloryzowaniem niestandardowych form korzystania z seksu i seksualności decydują o tym, że przyjaźnie erotyczne z finansowym bonusem stają się braną pod uwagę opcją, pewnym stylem życia.

Dowodów na pornografizację jest całe mnóstwo (wiele z nich znajdą państwo w tej książce). Wystarczy wspomnieć o drobnej części wyników badań Zbigniewa Izdebskiego. Na wspomnianej konferencji Zbyszek porównał zachowania seksualne ogółu Polaków w wieku 15-49 lat z próby reprezentatywnej z wynikami osobnych badań nad seksualnością polskich internautów, przeprowadzonych dwa lata temu. Kiedy pośród Polaków „w ogóle” do uprawiania seksu oralnego (a zatem czegoś absolutnie zwyczajnego i standardowego w porno-prezentacjach) przyznaje się 40 procent, pośród internautów „robi to” 82 procent. Seks analny (kolejna „zwyczajność” w porno-świecie Internetu) uprawia/uprawiało 15 procent polskiej populacji, tymczasem wśród internautów podobny odsetek sięga procent 50-ciu.

Jaka zatem kultura (porno na kliknięcie, uprzedmiotowienie ciała i seksu) i stan gospodarki (zamknięty dla młodych rynek dochodowej pracy, rosnąca nierówność), takie związki intymne między ludźmi. Sponsoring bez wątpienia nie ma jednej przyczyny.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 36

Dodaj komentarz »
  1. @Tomasz Szlendak
    Muszę przyznać, że sam także mam pewien sceptycyzm odnośnie publicznie cytowanych w prasie danych, które później komentowane są np. przez prof. Lwa Starowicza (patrz: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/408166,seksowna-studentka-poszukuje-sponsora,4,id,t,sa.html).
    Tu można zapoznać się bliżej z metodologią badania, którą opisuje – ich autor – profesor Jacek Kurzępa http://www.mmwroclaw.pl/362958/2011/3/14/prof-jacek-kurzepa-co-piaty-student-pracuje-w-seksbiznesie?category=news
    „Badanie było prowadzone w latach 2009-2010 w całym kraju. Wykorzystałem do niego trzy metody. Pierwszą były poszukiwania osób, która pracują w seksbiznesie na uczelniach wyższych i rozmowy z nimi. Druga to analiza ankiet, prac i projektów badawczych, które dotyczyły seksbiznesu i były zrealizowane przez studentów. Ostatnią metodą, którą wykorzystałem, była analiza dostępnych w sieci materiałów osób, które deklarują, że pracują w seksbiznesie.”
    Nie wiem w zasadzie jakie z wymienionych przez Pana Prof. Kurzępe działań badawczych doprowadziły do sformułowania tych wniosków, które są kolportowane w prasie. Mam nadzieję, że fragmentaryczne, wyrywkowe i ograniczone pod względem jednostki analizy dane zbierane przez studentów nie stanowią podstawy do tego, aby stawiać tak daleko idącą diagnozę określające m.in. na skalę zjawiska „uniwersytucji” w całej Polsce. Żywię taką nadzieję, ponieważ należy zdawać sobie sprawę że badania studentów, jeżeli wykorzystują narzędzia służące do badań ilościowych (ankiet) są najczęściej tzw. badaniami eksploracyjnymi, i jako takie nie są reprezentatywne dla szerszej populacji. Z metodologicznego punktu widzenia nie pozwalają więc wyciągnąć wniosków o szerszej niż uczestnicy badania, którzy wypełnili ankietę, zbiorowości. Dlatego z niecierpliwością wyczekuje książki „Młodzi, piękni i niedrodzy. Młodość w objęciach seksbiznesu”, gdzie ma się znaleźć pełen raport z badań.

  2. Dzień dobry.
    Od dawna zastanawia mnie dychotomiczny stosunek do seksualności współczesnej inteligencji. Bo z jednej strony reklamy, filmy, język jakim się ludzie posługują i wiele innych czynników, ocieka wręcz seksualnością, ociera się o zjawisko pornografii. Młoda kobieta w reklamie czekoladek, sera (!) pralki wpada w widoczną ekstazę – aż dziw, że sex-shopy nie są po sufit napchane serkami topionymi albo batonikami. A z drugiej strony pruderia (nie udawana albo udawana z talentem) nie tylko urzędników czy posłów ale i dziennikarzy. Przaśny żart, których tyle słyszy się w realnym świecie, potrafi wywołać wręcz histerię mediów (vide odezwanie p.Hojarskiej w sex-aferze) To wszystko jest wysoce niespójne, a jako takie kształtuje chory obyczaj społeczny.
    A sponsoring? Cóż, utrzymanki były zawsze, w niektórych kulturach wysoko oceniane (gejsze, hetery). Jeżeli te panienki chcą spieniężyć swoje „5 minut biologiczne”, jeżeli nie potrzebują czasu i oprawy by oswoić się z obcym dotykiem…? A czymże innym były mariaże urodziwych, młodych, a niezamożnych panienek z panami w wieku ale z kontem dużo wyższym, niż ich data urodzenia.
    Podobać mi się nie podoba ale i nie gorszy. Osobiście jestem z pokolenia „okularników” tych z bibliotek, czajników do herbaty i spółdzielni studenckich, więc psychologicznie impregnowanych na niektóre zajęcia (ale starania o paczkę nylonów i dobre perfumy były duuuużo wcześniejsze u niektórych studentek, niż sponsoring).

  3. Tak sobie bez wartosciowania moralnego przeanalizowalam artykul, i oto co mie sie nasunelo, (jestem kobieta).

    „Dlaczego kobiety nie decydują się na „zwyczajne” chodzenie z aspirującymi, równie jak one młodymi mężczyznami? ”
    Bo mlody aspiruje i nie wiadomo co z tego wyniknie, a sponsor jest juz sprawdzony. Normalna kalkulacja. W koncu z mlodych tez wybiera sie tych „lepiej rokujacych”. A skoro mozna bez ryzyka pomylki wybrac juz sprawdzonego…? Natura i tyle. Kobiety maja wdrukowane w psychike ogladanie sie za zaradnymi, silnymi. Mezczyznie za jedrnymi, pieknymi i mlodymi. Natury nie przeskoczymy. Pozatym, mezczyzni 20+ sa infantylni, nie gotowi do odpowiedzialnosci, smieszni, tzw. syndrom Piotrusia Pana to jest masowe zjawisko. Generalnie, dojrzewaja pozniej. Szkoda zycia na takie zwiazki. Krzywa Gausa tez sie klania. Ze wzgledu na wysoko przestepczosc i ogolne niedopasowanie do norm spolecznych w populacji mezczyzn, kobietom brak wyboru. Idzie na studia, a tam, na 100 chlopakow raptem dwoch atrakcyjnych i rokujacych (oczywiscie zajetych). Potem ze 20 normalnych, ale nieatrakcyjnych, niezadbanych (bo „przeciez nie jestem pedalem”) i cala reszta pokrzywionych psychicznie. Jak ktos mi nie wierzy niech poczyta forum Kobieta chociazby na Wyborczej. Czy mezczyzna zawracalby sobie glowe brudnym towarem, niemajacym aspiracji, naduzywajacym „meskich” uzywek, leniwym i nihilistycznym? Czy wolalby moze atrakcyja pachaca pania, ktora by go wozila samochodem i jeszcze placila za spotkania?
    P.S. Co to znaczy natura

    „Dlaczego zjawisko intensywniej pojawia się w kategorii społecznej, która do tej pory była, w dużym stopniu, od zarabiania ciałem wolna, czyli pośród studentów? ”
    Bo w tej kategori jest najwiekszy odsetek jednostek myslacych w sposob niezalezny od wszellkich hierarhii, wartosci, nakazow. Sa wyemancypowane w szeroki tego slowa znaczeniu.

    Redaktor pominal patriarchalny charakter stosunkow damsko-meskich w spoleczenstwach (bo temat dotyczy takze zagranicy). Inteligentna dziewczyna, majaca umysl analityczny obserwuje zycie malzenskie najpierw u siebie w domu. W kraju pijanstwa niewiele dobrego widziala, a pan redaktor ma idealistyczne spojrzenie na polskie mieszczanstwo. Nie ma tam wcale zadnych stalych wartosci, jest za do duzo hipokryzji. Kobieta rezygnuje z opcji bycia zona. Moze robic kariere, swietnie! Nawet polityczna. Studenka oglada telewizjie i co widzi: gnojona na kazdym kroku poslanke Muche. Chyba zadna sudentka nie chcialaby byc Mucha. A zyc studenka jakos musi i sama sobie szuka drog zyciowych. Czy bedzie zadowolona ze sponsorinku, tego nie wiemy, ona tez nie wie, ale wie jedno, ze tradycyjne role kobiece jej nie zadowola, te nowoczesne: kiedy to trzeba mowic o wlasnych aborcjach publicznie (Czubaszek), albo pozwalac sobie na drwiny (Mucha), tez nie. One po prostu testuja. Co z tego wyniknie? Nic dobrego, raczej, ale mysle ze zjawisko raczej bedzie sie rozwijac niz zamierac.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Po P.S. mialo byc co znaczy ntura homogamiczno-hipergamiczna. Moze jakis odnosnik ja autor rozumie to sformuowamie i skad je ma? W googlach byl tylko ten artykul w temacie.

  6. jest popyt to jest podaż, proste jak budowa cepa. W zdrowych na umyśle państwach, państwo jeszcze na tym zarabia.

  7. Bardzo ladnie Pan to wszystko usprawiedliwil.
    Zlo, niezaleznie od retoryki, pozostaje zlem. I zadna filozofia tego nie zmieni.
    Kobieta, ktora oferuje sie na sprzedaz dobrowolnie rezygnuje ze swojego statusu spolecznego i inie powinna byc zdziwiona, gdy traktuje sie ja jak towar. Przeciez sama do tego dazyla.
    Szkoda, ze uzywa Pan srodkow masowego przekazu do celow niewiele majacych wspolnego z ogolnie pojetym wzbogacaniem ludzkosci. Jesli chodzi o mentalnosc Polakow jest wiele do zrobienia, ale szukanie usprawiedliwienia dla zakamuflowanej (z lekka) prostytucji nie nalezy do tego „wiele”.

  8. Mieszczańska moralność……..- koń by się uśmiał. Szczególnie w odniesieniu do seksu i damsko-męskich relacji.
    Jeśli już mówimy o moralności, to tak naprawdę z przerażeniem należy skonstatować fakt, jak głęboko naszą moralność przeorały mizoginistyczne lęki, które znalazły swój wyraz w religijnych nakazach wyznań opartych na „świentych ksiengach”. Począwszy od Biblii a skończywszy na Księdze Mormona. Wszystkie te baśnie zaliczyły kobiety do inwentarza domowego. A co ma do gadania inwentarz?
    Nawet jeśli właściciel pije, bije i nie dba.
    Stąd cała dychotomia postrzegania kobiet i mężczyzn. Facet, który ma wiele kochanek – to kobieciarz (z nutką podziwu) ale kobieta, która nie jest Penelopą to już bura suka. A jeśli jeszcze na dokładke bierze za to pieniądze…….TFU po stokroć. A jeśli jeszcze ma z tego przyjemność …..Tfu po tysiąckroć.
    Oczywiście – można zjawisko badać – ale przykładać do tego jakieś moralizatorskie przesłania????? A co komu do umowy dwojga dorosłych ludzi ?
    Z resztą – czym randka zakończona seksem różni się od sponsoringu? Chyba tylko formą zapłaty – rachunek i tak płaci facet.

    Dzięki Ci tsubaki za Twój post – nie muszę się rozpisywać.

    pozdrawiam

  9. skłonność do chodzenia łatwiejszymi drogami, dotyczy również młodych mężczyzn. Zalogowałam się na portalu randkowym, jestem samotną kobietą powyżej pięćdziesiątki z Warszawy. I byłam zaskoczona jak wielu mężczyzn w wieku około 25 lat do mnie pisało. Z odległych stron Polski. Dopiero po czasie zrozumiałam, o co chodzi. Rozumowali prawidłowo, kobieta powyżej 50-ki ma już odchowane dzieci, więc pewnie mieszka sama, jest spore prawdopodobieństwo, że jest sytuowana na tyle dobrze, że na utrzymanie wystarczy, wygląda jeszcze jako tako, ale z racji wieku nie ma już złudzeń, że uda jej się znaleźć partnera do normalnego związku. Więc próbują wyrwać się ze swoich małych miejscowości.

  10. Wpisz proszę w google: homogamia, potem hipergamia, a termin natura homogamiczno – hipergamiczna stanie się jasny bez czytania mądrych książek ani dodatkowych tłumaczeń autora.

  11. tsubaki
    Nie da się ukryć ,że głos rozważny i merytoryczny, ale jak na mój gust zanadto w duchu feministycznej emancypacji. I to w jej skrajnej, zbyt uczonej wersji.

    Przede wszystkim nie jestem kobieta, nie mam wiedzy opartej na naukowych doświadczeniach jak pan Tomasz a tym samym nie roszczę sobie prawa do nieomylności, ale doszukiwanie się egzystencjalno – aksjologicznych przesłanek przy podejmowaniu decyzji jest moim zdaniem zbyt odważną teorią z dziedziny psychologii społecznej i mimo wszystko za mało trzyma się ziemi.

    Może to nie jest dosłownie ta sama wersja modelu zachowań społecznych, ale dosyć ciekawe spostrzeżenia z przeprowadzonych terenowych badań zawiera w swojej skromnej książeczce Jarosław Wypyszyński. Książka jest praca doktorską autora i nosi tytuł „Analiza zjawiska prostytucji w Poznaniu”. Wiele poruszanych w niej wątków, ale jeden chyba można odnieść również do tematyki okołosponsoringowe . Otóż autor w wyniku przeprowadzonych rozmów z paniami parającymi się dochodzi do wniosku, że… „robią dobra minę do zlej gry”. Pozyskując dosyć sprytnym zabiegiem zaufanie pań uzyskuje od nich zwierzenia które nijak się maja do ich wstępnego wspaniałego samopoczucia. Zdają sobie bowiem sprawe, ze to nie one rozdają tutaj karty i to nie one decydują o wyborze atutowego koloru. Są właściwie pionkami w grze do której zmusiły je funkcjonujące w społeczeństwie wzorce akceptowalnych ról i wizerunków społecznych. Oczywiście w ich przypadku zajęcie jest dla społeczeństwa nieznane. Znany jest ich publiczny wizerunek ,a ten dzięki profitom jest nieraz naprawdę godny pozazdroszczenia., ale to wszystko musi przykrywać niezła maska ,skrywająca wewnętrzny niesmak.

    Być może ta zarysowana w dużym skrócie opinia zostanie obarczona zarzutem braku wyników terenowych badań, ale ja kiedy czuję się samotny, to golę jedną nogę i kiedy leżę w łóżku czuję się jakbym był z kobietą.

  12. „Podobno, zachęcił nas do dyskusji w studio pan redaktor, co piąta studentka to dziewczę sponsorowane.”

    To pan redaktor nie umiał przeczytać ze zrozumieniem prostego tekstu, bo w źródle była mowa o tym, że 20% ankietowanych studentów ZNA TAKĄ OSOBĘ. Co się w liczbach absolutnych prawdopodobnie przekłada na kilka dziewczyn, a w skali kraju pewnie kilkadziesiąt. I o co ta panika moralna?

  13. andrzej
    27 lutego o godz. 7:59 …

    A toś mnie ubawił swoją pryncypialnością. Żeby traktować coś jak towar to trzeba najpierw mieć pieniądze – szanowny andrzeju. Rozumiem, ze Ty jesteś z tych co mogą sobie pomarzyć. I pewnie w skrytości ducha ….marzysz. Zło powiadasz….no tak. Ale powiedz mi jak ma sobie radzić beznogi kaleka, którego żona poszła w siną dal, a żadna „normalna” nie chce? …zrezygnować z seksu? A po za tym – co Cie tak oburza? Wszak nie ma przymusu. Nie chcesz ….nie korzystasz – i finito. Więc w buty sobie wsadź te swoją pryncypialność – zyskasz na wzroście…..:-) Cholerni zwolennicy „dziewczynek z zapałkami” – może zamarznąć – byle cnotliwa.

  14. Warto przyjąć rozróżnienie definicyjne sponsoringu, który w moim przekonaniu nie jest ,,wskaźnikiem upadku moralnego”, bo jak ma się sponsorowanie sprzętu medycznego przez np.Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy dla szpitali , bądź sponsorowanie sportowca przez firmy, bądź skrzypaczki, by mogła uczestniczyć w warsztatach z wybitnym profesorem? Szkoda,że sponsoring kojarzy się nade wszystko z prostytucją. Szkoda, że tak zarysowany problem ugruntuje to przekonanie w społeczeństwie i wówczas bardzo trudno będzie zostać szlachetnym sponsorem(sponsorką), bo samo słowo przybrało pejoratywny koloryt. Poza tym, jeżeli przyjmiemy ,,współczynnik humanistyczny” Znanieckiego jako matrycę odwzorowania badacza, wówczas analogicznie morderca, jeżeli uzna, że nim nie jest , to nim nie jest? Zbliżamy się do granic absurdu. Prostytucja bezwzględnie kojarzy się z wymianą, gdzie towarem jest ciało + godność.

  15. Dziękuję za słowa ,,książka” zaznaczone w tekście na czerwono. Po kliknięciu ukazuje się niezwykle istotna informacja. Doskonały pomysł, przesyłania ważnych informacji, jeszcze raz dziękuję :).

  16. @ Snowden
    Ano przeczytalem ten wywiad z Kurzepa i stwierdza on przeciez, ze co piaty student pracuje w seksbiznesie, a to przeciez pojecie nietozsame z pojeciem sponsoringu, szersze od niego, jezeli sponsoring uznamy za czesc seksbiznesu. Na te rozmaite uslugi z pewnoscia stac wiecej osob niz na sam sponsoring. To 20% nie jest wiec z matematyczno-ekonomicznego punktu widzenia niemozliwe. Czy jest mozliwe z psychologiczno-socjologicznej perspektywy? Mnie te dane przyznam szokuja.

  17. @wtret
    „Ano przeczytalem ten wywiad z Kurzepa i stwierdza on przeciez, ze co piaty student pracuje w seksbiznesie,”

    Nieumiejętność czytania szerzy się w tempie zastraszającym. Oto odnośny cytat, przeklejony z wywiadu:

    „Jedyne, co mogę stwierdzić, to to, że 20 procent z 760 ankietowanych przez nasz zespół studentów odpowiedziało, że zna w środowisku studenckim kogoś kto deklaruje, że to robi, albo o którym wiadomo, że to robi.”

    Gdzie tu jest coś o 20% studentów w seksbiznesie?

  18. @ cmos
    dzięki za nakierowanie na ten wywiad, niestety w poprzednich artykułach (a czytałem ich kilka), także w tym, który cytowałem kwestia była prezentowana zupełnie inaczej.
    teraz wszystko jasne, a właściwie temat znika. po pierwsze, sondaż opinii nie jest reprezentatywny – nie daje więc możliwości wyciągania wniosków o populacji ogólnopolskiej; po drugie, tak, jak piszesz – 1/5 studentów zna kogoś kto to robi, co de facto nie daje podstawy do określenia dokładnej skali zjawiska.
    interesujące jest to, że w poprzednich odsłonach Pan Profesor nie wspominał o projekcie badań ankietowych, ani nie prostował tekstów publicystycznych, które wypaczały uzyskane wyniki.

  19. @Snowden
    „interesujące jest to, że w poprzednich odsłonach Pan Profesor nie wspominał o projekcie badań ankietowych, ani nie prostował tekstów publicystycznych, które wypaczały uzyskane wyniki.”

    Czytając wywiad miałem wrażenie że Pan Profesor nie podchodzi do tego naukowo – bo co to za metodologia takie pytanie – tylko ma do przedmiotu badań osobisty stosunek, znaczy chrześcijańską misję nawracania kobiet upadłych. Stąd zależy mu na szerzeniu paniki moralnej, a nie na rzetelnych danych o skali zjawiska i jego skutkach.

  20. @ cmos
    w kontekście tego, co piszesz – polecam ten materiał: http://www.tvn24.pl/12690,1733337,,,co-piaty-student-sie-sprzedaje-sponsor-za-seks-i-towarzystwo,wiadomosc.html, a szczególnie jego ostatnie 15 sek., gdzie jest umieszczona dość symptomatyczna wypowiedź Pana Profesora.

  21. @ cmos
    Mowa o seksbiznesie jest tu, natomiast nie ma mowy o tym, o czym Ty mówisz. Widocznie przeczytaliśmy inne wywiady:)
    http://www.mmwroclaw.pl/362958/2011/3/14/prof-jacek-kurzepa-co-piaty-student-pracuje-w-seksbiznesie?category=news

  22. Sponsoring stał się problemem społecznym dzięki filmowi o takim tytule. Wcześniej problemem były galerianki z analogicznych powodów. Ciekawe co będzie następne? Galeriusze?

    W tekście jest jedno ważne zdanie: najbiedniejszą grupą społeczną są młodzi. Proszę o komentarz w tym temacie. Nie żebym się nie zgadzał. Przeciwnie, sam tak od dawna myślę, ale brakuje mi danych statystycznych, do których mógłbym się odnieść.

  23. @tsubaki

    Słowo „mieszczaństwo” zostało użyte przez Autora artykułu w znaczeniu bardzo współczesnym – nie obejmującym bynajmniej swoim zasięgiem wszystkich czy losowo wybranych mieszkańców miast. Mowa o „nowych mieszczanach” – terminem tym posługuje się m.in. Paweł Kubicki, autor raportu „Nowi mieszczanie w nowej Polsce”, w którym zebrane zostały wnioski z badań w wybranych polskich miastach. Zainteresowani znajdą pracę pod tym adresem: http://www.instytutobywatelski.pl/wp-content/uploads/2012/01/Nowi-mieszczanie1.pdf

    Według Kubickiego „nowi mieszczanie” to w dużym skrócie młodzi ludzie o inteligenckich korzeniach, a więc posiadający określony kapitał społeczny (oświeceni, aktywni, twórczy, wrażliwi, kulturalni, empatyczni itp.) – i stąd właśnie odwołanie do „wpojonych zasad moralnych będących częścią kapitału kulturowego wąskiej u nas klasy mieszczańskiej”. A to, że nasze miasta zamieszkuje wielu spadkobierców zupełnie innego rodzaju kapitału społecznego, to już inna bajka.

  24. @Krzysztof Mazur

    Polecam zajrzeć do raportu „Młodzi 2011”: http://zds.kprm.gov.pl/sites/default/files/pliki/mlodzi_2011_printerfriendly.pdf
    Autorem jest Pani Profesor Szafraniec, co samo w sobie stanowi znak jakości 🙂
    Oto przykładowy komentarz do tej pracy, w którym podkreślono właśnie interesujący Pana aspekt: http://wpolityce.pl/artykuly/13821-stracone-pokolenie-mlodzi-wyksztalceni-w-raporcie-rzadu-po-mlodzi-2011

  25. Zgadzam się co do trzeźwego osądu tsubaki. Jeżeli pominiemy jakiekolwiek sentymenty, także w tej materii, że kobieta „ma tylko swoje biologiczne 5 minut” toteż nie dziwota, że kombinuje jak może, a zapewne często to nie są łatwe kalkulacje. Dodając jeszcze szczyptę wiedzy z „Socjologii rodziny” możnaby rzec, że postępując indywidualizacja jednostek w społeczeństwie, także pomaga w samodzielnym dysponowaniu swoimi zasobami seksualnymi, bez ryzyka np. spalenia na stosie. W ten oto sposób, sponsoring młodych kobiet nie jest dla mnie w żaden sposób oburzającym/niepokojącym/zagrażającym etc. zjawiskiem. Co do również cennej wypowiedzi (choćby dlatego, że mężczyzny) i cytowania „mikesz’a”: „… sobie bowiem sprawe, ze to nie one rozdają tutaj karty i to nie one decydują o wyborze atutowego koloru” to przepraszam może za brutalny ton, ale to samo mogłabym powiedzieć o wielu tzw. „szanowanych żonach”. Wręcz ciśnie mi się pytanie na usta , a czy wogóle kobiety rozdawały bądź rozdają jakieś karty? Oczywiście możemy o wiele więcej niż kiedyś, ale czasem mam wrażenie, że ja wogóle bym chciała zagrać zupełnie inną talią (o kartach nie wspominając :). Po lekturze „socjologii rodziny”, wiele mi się jednak pojaśniło :), myślę, że nawet w jakiś sposób zaraziło wrażliwością i wyobraźnią zupełnie innej perspektywy. I nie chodzi o poglądy, kto ma jakie i na jaki temat, ale o takie „wejście w inną skórę”. W każdym razie po tej pozycji o wiele bliższa mi jest filoandria 🙂 p.s. czy jest takie słowo?

  26. Rzadko oglądam, ale kiedyś wpadł mi przed oczy przeuroczy (ładnie się rymnęlo) telewizorowy fragmencik. Rzecz dzieje się gdzieś w górach. U stóp narciarskiego stoku dziennikarka stoi przed uśmiechniętą dziewczyną i zadaje jak to zwykle w przypadku dziennikarzy bywa filozoficzne pytanie: Jak się czujesz, jak leci?
    Dziewczę bez długiego namysłu udziela rzeczowej odpowiedzi:

    „Jest fantastycznie. Jazda na nartach to wspaniała zabawa. A w ogóle bawić się to żyć. Wow!!! ”

    I chyba tutaj też jest jakaś część odpowiedzi dlaczego ta forma mecenatu ma takie powodzenie.

    Z jednej strony życie to w gruncie rzeczy dla młodzieży jeden wielki karnawał, wspaniała zabawa. Trudności, problemy to nie mój świat, to nie tonacja mojej rzeczywistości .

    Ładnego porównania użył swego czasu Bauman. Nazwał on dzisiejszego człowieka turystą którego życie to ciągła zmiana, miejsc, ról, kontekstów i gdzieś tam majaczący w oddali ewentualny cel. Cel w życiu. Cel życia.

    Życie to nie jakaś sensownie zamknięta całość, życia nie należy traktować zbyt poważnie i trzeba podzielić je na jakieś części i nawet jeżeli się przegra, to istnieje ryzyko ,ze przegra się tylko tego życia część, a nie całość jak było do tej pory.

    Ale turysta któremu przyświeca jakiś cel w oddali może stać się również włóczęgą ,a z włóczęgami jak to z włóczęgami…

  27. @Mikesz
    Nie przekonuje mnie argument o tym, ze „uniewersytotki” robia dobra mine do zlej gry. Wszyscy robia i mezczyzni i kobiety i w zyciu prywatnym i w zawodowym. A coz to za karty rozdaje mezczyzna? Jest tylko najemnym pracownikiem jakiejs bogatej firmy i orze jak morze, a ta dziewczyna jest jedyna radoscia jaka ma. Wpadnie w nielaske nie ma kart, nie ma dziewczyny. A dziewczyna, jak pracownik etatowy pojdzie gdzie indziej. Karty rozlozone sa rowno.
    Pozatym, w dzisiejszym swiecie chyba wielu przedstawicieli nawet szacownych zawodow musi czuc sie jak prostytutka, kiedy ma do wyboru: klamanie lub ukrywanie prawdy a strate pracy czy stanowiska. Mam nadzieje ze rozumiesz: sensem istnienia kazdej firmy jest zysk i jest to wartosc najwyzsza. Lekarz robi dobra mine do zlej gry, dziennikarz, nauczyciel w prywatnej szkole, marketingowiek promujacy polopiryne na schudniecie za 2000 zl itd itp. Wiec co za roznica?

    W tym kontekscie zatrwaza mnie tylko hipokryzja spoleczenstwa: wszyscy sie prostytuuja, wyrzadzajac aktualne szkody, a tam gdzie w gre nie wchodzi niczyja krzywda, a zaledwie organy plciowe zainteresowanych, wszyscy zaraz staja w obronie moralnosci, zapominajac o wlasnym upodleniu.

  28. @tsubaki

    Owszem to jest jakieś rozwiązanie – porównac życie czlowieka do działalności zawodowej , czy też prowadzenia firmy z większosciowymi udziałami , ale mimo wszystko to jak dla za malo tu fantazji. Dobrze rozumianej fantazji. Środki własne, koszty, amortyzacja, dochody, zyski może i ma to jakiś sens, ale tak slakulowany człowiek nie budzi mojej akceptacji. Ja to oczywiście rozumiem, to jest sposób na życie, ale gdybym siedział w jury to za wysokiej noty bym takiemu komuś nie przyznał.

    Czytałem ostatnio biografię znanego psychologa społecznego Aronsona ( ciekawa) i są w niej zwarte dosyć zmyślne rzeczy , ale jedna chyba można podciągnąć na upartego pod sponsoringowy proceder. Otóż jak dla mnie to jest mimo wszystko pójscie na skróty. Oczywiście takie chadzanie ma swoje uroki, ale…

    Aronson opisuje w pewnym momencie procesy tworzenia spójności grup. Przed każda z grup stawia przeszkody o róznej skali trudności i w efekcie dochodzi do wniosku, że ta grupa przed którą postawił największe wyzwania wytworzyła miedzy swoimi członkami największą wieź . Ci ludzie po prostu się zaakceptowali.

    Oczywiście grupa to nie jednostka , ale wiem zresztą po sobie (parę lat już się przeżyło), że te momenty w życiu które kiedyś wydawały mi się traumatycznym epizodem dzisiaj wspominam naprawdę na luzie i są nawet nie raz powodem do dumy. Te z kolei kiedy człowiek płynął z prądem i bezkonfliktowo jak listek w kanalizacyjnym ścieku …to jakoś tak…

  29. Powiedzmy,ze z tym kanalizacyjnym ściekiem to chyba trochę przesadziłem, dlatego nich będzie to Wisła u swoich źródeł, czyli woda w niej czysta, a i nurt dosyć wartki.

  30. @Mikesz
    „Oczywiście grupa to nie jednostka , ale wiem zresztą po sobie (parę lat już się przeżyło), że te momenty w życiu które kiedyś wydawały mi się traumatycznym epizodem dzisiaj wspominam naprawdę na luzie i są nawet nie raz powodem do dumy. Te z kolei kiedy człowiek płynął z prądem i bezkonfliktowo jak listek w kanalizacyjnym ścieku …to jakoś tak…”
    Mam podobne przemyslenia. Czlowiek zyje i tworzy najwydajniej wtedy kiedy walczy. Jak sie rozlozy wygodnie i fala go poniesie (obojetnie scieku, czy Wisly), gnusnieje i na ciele i na umysle. Tylko do tego sie dochodzi po latach doswaidczen i trzeba duzo myslec zeby zrozumiec.
    Nie staralam sie wzbudzic sympatii czy akceptacji dla prostytutek, tylko pokazac jaka moze byc motywacja, z jakich przemyslen wyplywac. Na skroty, mowisz. A kto nie chce chodzic na skroty? Rozejrzyj sie dookola. Politycy, do nastepnej kadencji, lekarze do kelejnego etatu, nauczyciele na korki. Nikt nie mysli o trenowaniu sie we wlasnym rzemiosle, zgodnie z wiedza, przekonaniami i sumieniem, tylko o doganianiu Zachodu, albo raczej sasiadow, pod wzgledem finansowym.

  31. @HA
    „Według Kubickiego „nowi mieszczanie” to w dużym skrócie młodzi ludzie o inteligenckich korzeniach, a więc posiadający określony kapitał społeczny (oświeceni, aktywni, twórczy, wrażliwi, kulturalni, empatyczni itp.) – i stąd właśnie odwołanie do „wpojonych zasad moralnych będących częścią kapitału kulturowego wąskiej u nas klasy mieszczańskiej”.

    No i tu jest pies pogrzebany, w tej waskosci „lepszej” klasy mieszczanskiej, zreszta wcale nie tak pieknie jednolitej ja sie zachwyca Kubicki. Wieksza reszta to miejska ciemnota, choc maja nawet „Biblioteczki” w salonach, ktora ksztaltuje polski koltunizm.

  32. tsubaki
    2 marca o godz. 15:43
    „A kto nie chce chodzic na skroty? Rozejrzyj sie dookola. Politycy, do nastepnej kadencji, lekarze do kelejnego etatu, nauczyciele na korki. Nikt nie mysli o trenowaniu sie we wlasnym rzemiosle…”
    – – –
    Zapoznaj się ze zjawiskiem atrybucji, tsubaki.
    Morze zrozumień przed Tobą.

    Warto też przynajmniej raz w tygodniu dla higieny psychicznej zmienić środowisko, niekoniecznie na Galerię.

    Umiejąc chodzić jedynie po skosie na skróty, ten taniec na lodzie wypada koślawo, nawet jeśli nazwiemy go uzasadnionym pląsem.
    „Sponsoring” w podanym we wpisie Gospodarza znaczeniu, najpowszechniej realizuje anonimowy podatnik. Dla wielu inny świat rzemiosła bytowego jest niedostępny.

    Pozdrawiam, z kosmicznym dystansem do Twego belferskiego ethosu, wyrażonego przez Ciebie w cytacie. 🙂

  33. „Skoro coś istnieje dla badanych, to istnieje naprawdę, niezależnie od tego, co myśli na ten temat badacz i niezależnie od systemu wartości, które badacz wyznaje./…/ Sponsoring bez wątpienia nie ma jednej przyczyny.”
    – – –
    Stan bezwątpieniowy to dla badacza, a nawet naukowca, pozycja bezhoryzontalna.
    Skoro Andreas B., Norweg, uratował swoją bombą i karabinem świat przed zagładą, zupełnie naprawdę, jak mniema i głosi medialnie, to tylko dyletant może postrzegać jego czyny w sposób zdehumanizowany, nieuwzględniający bezwzględności demokratycznego prawa do abstrahowania od wartości.
    Na przykład przez empirycznego badacza granic.
    System wartości jest bowiem, jak bez wątpienia nauce sponsorowanej wiadomo, sytuacyjny, a rzeczony Andreas udowadnia, że było warto.
    Będzie nieśmiertelny medialnie i w telewizjach śniadaniowych.
    Podobnie jak nabywające „trwałe związki a nawet miłość” od sponsorów, kobiety.
    Albo mężczyźni.
    Właściwie, to kto wie, może oni (one) po prostu prowadzą eksperyment społeczny, przecież empiria nie przeszkadza w studiowaniu, nie mówiąc o stopniowaniu się naukowym?

  34. Dziewczyny i młode kobiety dają dupy bo nic innego nie potrafią robić a jeśli nawet potrafią to są zbyt leniwe by coś robić!!! Łatwiej dawać dupy niż zabrać się za siebie i być zaradną niezależną kobietą.

  35. też tak stwierdzam

  36. masz rację też tak stwierdzam

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php