Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka

2.03.2012
piątek

Do czego młodym autorytety?

2 marca 2012, piątek,

Do niczego, brzmiałaby najkrótsza odpowiedź. Nieco dłuższa brzmiałaby, że ludzie młodzi z istotnych powodów społecznych w ogóle nie rozumieją zadawanego im pytania o autorytety. Autorytet to w dobie Internetu kategoria bezużyteczna, niestosowalna do świata spłaszczonych, sieciowych relacji.

Kilkukrotnie w ciągu ostatniego półrocza miałem okazję rozmawiać o autorytetach tak zwanej dzisiejszej młodzieży (tak zwanej dlatego, że ta kategoria rozciąga się w zależności od badań od lat 15-tu do lat 30-tu). Rozmawiałem o tym ostatnio z rodzicami, nauczycielami i samymi zainteresowanymi – z bydgoskimi gimnazjalistami i licealistami. Punktem wyjścia niemal wszystkich tych dyskusji był pamiętny sondaż Millward Brown SMG/KRC na zlecenie „Rzeczpospolitej” z 2009 roku, w którym wysoko w rankingu młodzieżowych autorytetów wylądowały takie nasycone zróżnicowaną charyzmą i najrozmaitszymi cnotami osobistości, jak Jurek Owsiak (40 procent wskazań), Szymon Majewski (30 procent), Kuba Wojewódzki (32 procent) i Wojciech Cejrowski (27 procent). Ani śladu wybitnych uczonych czy wybitnych przedsiębiorców. Dlaczego? – biadali wszyscy zrozpaczeni tym stanem rzeczy. Co się porobiło z tą młodzieżą? Pogłupiała od tego Internetu i telewizji nadających pospołu wyczyny wzorców osobowych wypasających bryki i pajacujących w narcystycznych podskokach? A może to z kandydatami na autorytety jest dzisiaj coś nie tak?

Kolega z sąsiednich blogowych łam, Jan Hartman, powiedziałby zapewne (zgaduję na podstawie jego publicznych wypowiedzi na ten temat), że jakie młodzieży dzisiejszej cechy, takie jej autorytety. Jak wszystkim śledzącym wypowiedzi profesora Hartmana wiadomo, młodzież jego zdaniem to trywialni nihiliści, hedoniści bez cienia światopoglądu, niewiedzący, czego chcą, choć wiedzący, czego nie chcą. Ciut, ciut jednak wiedzą, bo wiedzą, że chcą zgrzewki piwa w długie weekendy i chcą seriali wytorrentowanych z Sieci za darmo. Domyślam się, że dla tak sprofilowanych umysłów ekranowy dostarczyciel cyrkowych wrażeń jest autorytetem w zupełności wystarczającym.

Choć miałbym sporo do pomarudzenia w kwestii tak zwanej młodzieży, spróbuję darować sobie osobiste wątpliwości/smuteczki i powiedzieć, z jakich okoliczności społecznych bierze się u ludzi młodych widoczna zmiana w podejściu do postaci charyzmatycznych, czy istotnych wzorców osobowych. Najkrócej: ani z ludźmi młodymi nie jest tak źle, jak się niektórym wydaje, nie brakuje też kandydatów na autorytety pośród myślicieli, uczonych, przedsiębiorców, a nawet pośród polityków. Problem z autorytetami pośród młodych jest taki, że nie funkcjonują oni w strukturze hierarchicznej, w której autorytet był instytucją potrzebną. W Sieci autorytet rozumiany po staremu, w kategoriach społeczeństwa industrialnego, które właśnie nam znika, nie ma do odegrania żadnej roli.

W Polsce jest ponad 8 i pół miliona ludzi w wieku 15-29 lat. Oczekiwanie, że wszyscy będą dzielić ze sobą jakieś wspólne cechy i że odnajdziemy u młodych jakiś wspólny katalog autorytetów jest nierealistyczne. Świat ludzi młodych to świat społecznych nisz, archipelag socjo-wysepek. Młodzi mają najprzeróżniejsze, często hybrydyczne przekonania światopoglądowe, w związku z czym cenią rozmaite osoby. To wcale nie znaczy, że je wielbią, stawiają na piedestale i padają przed nimi na kolana, jak winno się czynić z nieskalanymi, tradycyjnymi autorytetami.

Młodzi dorastają w żywiole rówieśniczym dziejącym się w poziomej, sieciowej strukturze Sieci. W tej przestrzeni nie obowiązują reguły społeczeństw hierarchicznych, a tym bardziej wartości charakterystyczne dla społeczeństw obrazowanych przez piramidy czy drabiny.

Jak zauważył w świetnym tekście Piotr Czerski, próbujący opisać wartości młodych, przywykli oni do tego, że „niemal z każdym – dziennikarzem, burmistrzem miasta, profesorem uniwersytetu albo znanym piosenkarzem – możemy spróbować podjęcia dialogu i nie potrzebujemy do tego uprawnień wynikających ze społecznego statusu. Powodzenie interakcji zależy tylko od tego, czy treść przesyłanego komunikatu zostanie rozpoznana jako ważna i warta odpowiedzi” (cały tekst jest tutaj).

Ten uderzający starszych brak dystansu nie wynika z braku szacunku do wymienionych pozycji społecznych i do ludzi na tych pozycjach ulokowanych, tylko z wyrastania w innych okolicznościach niż super-hierarchiczne społeczeństwo, w którym ktoś od nas zawsze wiedział lepiej i był lepszy. Ludzie młodzi wyrośli i wyrastają w Sieci, w której (czy w których, bo internetów, jak zauważył Mirosław Filiciak, jest dziś wiele, a nie jeden) boje o status nie polegają na dochrapaniu się roli społecznej, która załatwia nam prestiż i społeczne poważanie.

Młodzi w ogóle nie mają poczucia, że przed kimś winni padać na kolana z uwagi na nadany jej/jemu (przez kogoś przez nich niezidentyfikowanego) status. I nie jest to bynajmniej jakaś niegrzeczność, brak społecznej ogłady, tylko coś takiego, jak noga czy ręka – „naturalnie” wkomponowanego w konstrukcję człowieka. Zauważmy, że wyrastając w Sieci po prostu nie da się szanować tradycyjnych autorytetów.

W sytuacji, gdy pół wiedzy ludzkości zgromadzone jest w inter-chmurach, to będąc młodym nie muszę szanować przewagi erudycyjnej, np. uczonego prowadzącego wykład. Autorytetem nie musi być zatem ktoś, kto wie – mędrzec. Sam wszystko wiem, kiedy zajrzę do Wiki. Inteligencja kolektywna załatwia sprawę.

W sytuacji, gdy nie trzeba zdobywać przewagi ekonomicznej, bo status w piramidzie ekonomicznej nieszczególnie się liczy (skoro ważna jest sieć, a nie piramida), to nie szanuję ludzi z pieniędzmi. Autorytetem nie musi być zatem bogacz/przedsiębiorca/kapitalista. Do tego dochodzi wyraźne u młodych przekonanie, że przyjemnie byłoby mieć pracę fascynującą, a niekoniecznie taką, która przynosi gigantyczne profity finansowe.

W sytuacji, gdy od polityków z rzadka zależy mój prywatny, sieciowo generowany dobrostan, to nie muszę szanować tych, których ktoś wybrał w wyborach i zasiadają teraz na szczycie piramidy rozumianej po staremu, industrialnemu.

Sytuacja społeczeństwa zhierarchizowanego, gdzie autorytet opierał się na przykład na wieku, wiedzy, pieniądzu czy wyborze demokratycznym, była uregulowana w tym sensie, że te media (wiedza, pieniądz, władza legitymizowana) zapewniały porządek i ład interakcyjny. Porządek i ład interakcyjny zapewniają w sieciach inne media czy czynniki. Na przykład mozolne, codzienne budowanie siebie na forach, portalach społecznościowych jako maweny: tego, który wie coś ważkiego i interesującego na jakiś niszowy temat. Sieciowe negocjacje mogą zapewniać status węzła w Sieci. Jeśli ktoś ma zatem być autorytetem „po nowemu”, powinien się utrzeć w sieciowych negocjacjach, obronić się na otwartym forum, brać udział, mieć ustawiczny kontakt. Autorytet nadany pozycją czy funkcją nie ma żadnego znaczenia (o roli papieża jako autorytetu także proszę zapomnieć…).

Są jednak minusy takiej sytuacji. Piotr Czerski, reprezentując bez wątpienia socjo-wysepkę młodych intelektualistów, nie zauważa w swoim manifeście innych socjo-wysepek młodych ludzi buszujących w sieciach, którym delikatnie rzecz ujmując brakuje kapitału kulturowego. Bo co się dzieje w sytuacji, kiedy nie szanujemy tych z wiedzą, tych z pieniędzmi i tych demokratycznie wybranych, a szanujemy tylko siebie i nie mamy do tego minimalnej kindersztuby? Tutaj – zdaniem socjologów – pojawia się miejsce dla nagiej przemocy jako regulatora społecznego. Ona się już dawno pojawiła w Sieci w sytuacjach negocjowania sensów przez uczestników debat, forów, pól do komentowania etc. Nie jestem pewien, czy pojawiła się jakaś alternatywna wobec władzy, pieniędzy i wiedzy wartość, która regulowałaby społeczne interakcje pośród ludzi młodych. Brak autorytetów rozumianych po staremu może moim zdaniem generować narastanie przemocy.

Do tego młodzi ludzie budują tożsamość na zasadzie układania puzzli, z rozmaitych elementów poza tzw. normalną biografią. Biografia była normalna w społeczeństwie industrialnym, kiedy dziedziczyło się albo osiągało status społeczny (np. drogą wytężonej edukacji). Niegdyś każdy wiedział kim jest i z czego powinna się składać jego tożsamość. A dzisiaj młodzi ludzie w rozmaitych badaniach potrafią na pytanie o to, kim są odpowiadać tak: jestem moim profilem na LastFM, jestem moją tracklistą na empetrójce, jestem zestawem moich sieciowych zakładek. Jestem w pełni spójną i działającą hybrydą. Nie brakuje na przykład pośród młodych Polaków osób, które są jednocześnie antyklerykalne i homofobiczne. Wydawałoby się osobom nieco starszym, że jeśli ktoś wyznaje świecką wizję świata, to powinien też automatycznie walczyć o prawa mniejszości seksualnych. Albo jeśli nie akceptuje homoseksualizmu, to powinien być jednocześnie osobą mocno wierzącą. Nic z tego, wcale nie musi tak dzisiaj być. Wybierany przez młodych autorytet może być zatem, jak oni sami, hybrydą. Niekoniecznie kimś o tak (po industrialnemu i hierarchicznemu) ułożonej i uporządkowanej biografii i tożsamości jak Władysław Bartoszewski.

Ponadto, liczba niezbędnych do życia kontaktów społecznych w Sieci uzależniona jest jak nigdy dotąd od atrakcyjności, głównie od atrakcyjności fizycznej, choć także od atrakcyjności wpisów na własnym profilu czy facebookowej tapetce. Autorytetem dla młodych, kiedy nie mają pojęcia, co odpowiedzieć na pytanie socjologom i kiedy kapitału kulturowego nie starcza, może być zatem wydmuszka. Istota składająca się ze skorupy, wyświetlana często w sieciowych serwisach, pozbawiona charyzmatycznych charakterystyk, ale „ładna”, „atrakcyjna”, „opakowana”. Taka postać współgra z nastrojami i obowiązującymi kanonami atrakcyjności, ale jest wydłubana z sensu rozumianego po staremu (czyli na przykład z ultra-jasnej postawy moralnej albo ponadprzeciętnej wiedzy). Często jest to czyjś produkt. Atrakcyjna widzialność wystarczy do ustawienia jakiejś persony na pozycji idola.

I ostatnia rzecz, argument dla tych, którzy utyskują na to, że młodzież nie ceni niepokalanych autorytetów etycznych. Autorytetem dla młodych może być ktoś wystarczająco dobry, a nie świetny w każdym calu. Cory Doctorow zauważył, że dzisiejsza popkultura nie jest tworzona wedle tych samych kryteriów, co kultura wysoka i kultura masowa niegdyś. Obowiązującą w sieciowej popkulturze zasadą jest good enough. Popularne filmiki na YouTube mogą być nakręcone trzęsącą się ręką i daleko im może być do doskonałości. Mimo to notują 50 milionów wejść.

Podobnie jest moim zdaniem z autorytetami dla młodych w dobie Sieci. Autorytet dla młodych, o ile sami już nie stanowią go dla siebie, też może być, jak kultura, w której są ulokowani, good enough. Autorytet po nowemu to nie jest bóstwo bez skazy i zmazy, bo młodzi wiedzą, że takich ludzi po prostu nie ma. Nikogo (niemal) spośród młodych nie przerażają ewentualne wady takich postaci jak Jerzy Owsiak. Są wystarczająco dobrzy, wykuwają swoją pozycję w toku nieustających negocjacji i autoprezentacji, współgrają z nastrojami, mają odpowiedni look. I niektórzy, jak Owsiak, robią coś dobrego. I tyle wystarczy. Nie da się w Sieci stawiać wysoko ulokowanych piedestałów.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 26

Dodaj komentarz »
  1. „Brak autorytetów rozumianych po staremu może moim zdaniem generować narastanie przemocy.”

    I tak niestety się dzieje.
    Jeszcze parę lat temu można było dyskutować na różne tematy, podając argumenty, link’i i wspólnie dochodząć do kompromisu.

    Obecnie, duży w tym wpływ polityków, wygodniej jest wydrwić, zelżyć dyskutanta i zniechęcić go do obecności na forum.

    Działa mechanizm selekcji negatywnej gdzie fora uczęszczane są już tylko przez osoby, które dobrze czują się w tego typu „rozmowach”

  2. W poniedziałek przyszło zaproszenie na środę do PAU. Na dole widniał napis ,,Z serdecznym pozdrowieniem Andrzej Szczeklik. Przybądźcie jak zawsze niezawodnie”. Pan Profesor był dla wielu młodych (i dla mnie) wielkim autorytetem, często uśmiechniętym i podczas prezentacji skupionym. Zaskoczyła mnie Jego szybka śmierć, równie głęboko, jak niezwykle krótkie i lakoniczne wzmianki o tym wydarzeniu. W tym dniu przeglądałam kilka kanałów TV i nie zauważyłam szczególnego zainteresowania mediów. Brak autorytetów wśród młodzieży może wiązać się z brakiem dostatecznej wiedzy o nich, jak również braku reakcji starszego pokolenia na ich obecność w intersubiektywnym świecie przeżywanym.Świetny tekst, gratuluję:) i pozdrawiam.

  3. Zdecydowanie zadlugie jak na bloga internetowego, na szczescie tekst ciekawy -oczy tak nie placzą. Mowie to ja – czlowiek z wysepki czytelnikow blogow polityki 😉

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Rozbawił mnie fragment o antyklerykalizmie, który rzekomo łączył się z brakiem homofobii przed wynalezieniem internetu.
    To oczywiście nieprawda. Czy partia komunistyczna nie była zorganizowaną grupą wojujących ateistów i homofobów jednocześnie? Podobnie jak partia faszystowska? Czy tacy antyklerykałowie jak Robespierre, Danton, Marks, Engels, Lenin albo Stalin byli wyzwoleni obyczajowo a kierowane przez nich państwa wspierały kochających inaczej? A może byli młodymi internautami o osobowości hybrydowej?
    Głupota jest tolerancyjna, łączy się ze wszystkim (ładny bon-mot wymyśliłem?).
    Głupota jest głównym składnikiem wszechświata (F.Zappa).

  6. Krzysztof Mazur

    Dużo dobrego ,ale również i złego można powiedzieć o komunistycznej idei, ale jeżeli chodzi o grunt polski to z tą homofobią to jednak przesada.
    Pierwszy lepszy przykład z brzegu to osoba Jarosława Iwaszkiewicza. Powszechnie znana była wśród członków partii orientacja seksualna autora „Sławy i chwały”, a mimo to do legendy przeszły wspólne wyjazdy nad morze pisarza z całym aktywem Biura Politycznego. Niektórzy nawet twierdzą ,że sam Władysław Gomułka nacierał olejkiem do opalania plecy Iwaszkiewicza i nie odczuwał I sekretarz partii z tej okazji najmniejszego dyskomfortu.

  7. @Krzysztof Mazur
    co do bon notow o głupocie to przypomnial mi sie jeden, nie byle kogo bo Einsteina: „dwie są rzeczy nieskończone: Wszechświat i ludzka głupota, chociaż co do Wszechświata, nie ma absoludnej pewności” 🙂 to tak może „out of topic” mówiąc (a może raczej pisząc…) językiem współczesnej młodzieży
    Co do radykałów, bo o nich chyba Twój wpis głównie traktuje… Z nimi jest ten problem, że oni boją się wszelkiej spontaniczności i swobody (czy jak to nazwać? nieokreśloności, nieszablonowości? braku trwałych struktur, granic? Gombrowiczowskiego, i nie tylko jego, „rozmemłania”), w związku z tym niezaleznie od kierunku (lewo, prawo, komuno, faszo) mają problem z tym co się wymyka… A co się wymyka (prze duże „W”)? Seksualność, przede wszystkim, się wymyka, bo tam żaden racjonalny projekt, żadne „oswojenie”, żadne regulacje, żadne ideologie nie są w stanie zrobić za wiele, choć się starają, och! Jakże się starają, w zasadzie większość znich głównie się o to stara. Bo pół-zwierzęca, bo arcytrudna do zsocjalizowania (z radykał, wszak opentany na punkcie socjalizowania, choćby miałby to być projekt „absolutnego wyzwolenia”, to bezdyskusyjny!!!). Kazdy radykał jest mocno zafiksowany na punkcie seksualności i niech nas nie zmyli jego „wektor”. Czy to asceza, czy rozpasanie, wszystko dla radykała jest jakieś natrętnie, niespontaniczne, nasycone ideologią, zalatujące (posłużmy się zacnym Frommem) autorytaryzmem, nie zaś, biofilijne. To może się wydawać nieco rozbudowaną dygresją, ale zmierzam do tego, że nie ma nic dziwnego w pruderyjności dawnych „wyzwolicieli spod jarzma tradycji” ich idee były projektami głęboko intelektualnymi, a seks z intelektem dogaduje się na własnych warunkach i ma niesamowitą siłę przebicia, dla intelektu kosmicznie nieznośną. Tyle w kwestii przedpostpodernistycznych wielkich (czy chociażby: dużych) narracjach. Jak problem ów rozwiąże społeczeństwo sieci? Ciekawe! Będzie się ucierać kogiel-mogiel, zobaczymy…

  8. @Krzysztof Mazur 2 marca o godz. 16:43
    „Głupota jest tolerancyjna, łączy się ze wszystkim”

    To zbytnie uproszczenie. W końcu nie łączy się ze swoim zaprzeczeniem (jest takie?) chyba?

    Co do samego wpisu na blogu, to zauważony przecież problem z charakterystyką tkwi w możliwości uogólnień. Więc aby jak najszerzej móc określić grupę docelową, można chyba odwołać się tylko do wspólnego wychowania w zupełnie innym świecie – i naturalnej u praktycznie wszystkich jego mieszkańców walki o jego zachowanie z najeźdźcami z innego świata.
    Gdy filmową Ziemię najechali obcy, nikt na rzeczywistej Ziemi nie podnosił kwestii wyobrażonej tam wspólnej walki wszystkich ludzi z intruzami.

  9. Szanowny Autor napisal znakomity esej, lecz raczyl pominac kwestie, co to znaczy byc autorytetem, albo miec autorytet. Po to, aby byc autorytetem trzeba wyznaczyc jakos jasno okreslony cel, ktory masy widza i moga don dazyc. Szanowny Pan Krzysztof Mazur wymienil na tym blogu osoby, ktore to zrobily; Lenin, Hitler, itd., nie biorac pod uwage efektow ich dzialan, potrafili byc autorytetami, co nie ulega watpliwosci. (Nie jest to apologia, tylko stwierdzenie historycznych faktow). Dzisiejsi politycy jakos tego nie umieja. Ani profesorowie, ktorzy tez dawniej bywali autorytemi.

    Jednakze stwiedzenie Szanownego Autora, ze to Siec (Internet), tak to zmienila wydaje mi sie przesadne. Po pierwsze ta niby „Sieciowa” mlodziez w ogole nie umie poruszac sie w Sieci. Tak, jak Szanowny Autor stwierdzil, Facebook, YouTube i jakis serwis dostarczajacy za darmo filmow – to, niestety, kres ich mozliwosci. Nawet z Wikipedii trudno im juz skorzystac, bo haslo trzeba napisac poprawnie. Jednak to nie wina wspolczesnej mlodziezy. Swiat sie zmienia, tak jak zmienial sie zawsze. Chlopakowi, ktory sierpem scinal zboze tez ciezko bylo przejsc do pracy w fabryce.

    Poza tym zmienila sie kwestia pracy. Przez cale dziesieciolecia praca byla prawie, ze gwarantowana – nie tylko w Polsce. Od dawna juz tak nie jest. Wiec jak autorytetem moze byc dyrektor, ktorego jutro wyprowadza w kajdankach?

    Punkt ostatni. Jak to nie ma autorytetow? Przejechalem w zeszlym roku Polske wzdluz i wszerz. W kazdym miescie, na kazdym osiedlu jest wiele recznych napisow, gloszacych poparcie dla jakiegos klubu sportowego. Ogladalem tez, jak tysiace mlodych ludzi w koszulkach, szalikach jedzie pociagiem, lub idzie ulica miasta. Wiec gdzies ta chec przynaleznosci sie kieruje. Zle, czy dobrze, ale tak to jest.

    Pozdrawiam.

  10. Ciekawy tekst ale trcohe zbyt teoretyczny i powyrywany z kontekstu. Nie przypisywałbym sieci jakiejś wielkiej roli w budowaniu autorytetow bo facebook jest zabawa i nikt się tak wpisami nie jara aby ksztaltowac sobie swiatopoglad na tej podstawie. Siec za to moze obalać autorytety i tutaj jest chyba pies pogrzebany. Z tego co ja wiem autorytet to wzór do naśladowania, czyli coś czystego w rozumieniu etycznym. Wybiera się go emocjonalnie na podstawie formy a dopiero potem treści. Sieć pozwala zajrzeć od kuchni za kulisy każdego szhow. Wiemy już że supergwiazdy prywatnie super nie są, wiemy już że bohater filmu czy książki to tylko fantazja, często przekalkulowana dla zysku, wiemu już że każda osoba publiczna prędzej czu później zostanie przedstawiona przez jakiegoś blogera w negatywnym świetle. Tzw hejterzy wytykają każde potknięcie przez co gwiazda słabiej świeci. Młodzi ludzie muszą się wysilać aby mieć jakąkolwiek opinię, gdyż nikt jej im już nie narzuca z góry. Każdy problem/osoba przedstawiana jest z różnych stron ( dzięki sieci ) przez co potrzebna jest analiza. Postęp i wygoda życia do wysiłków umysłowych nie zachęcają więc mieszanka gotowa. Intelektualiści i media też tutaj oliwy dolali gdyż nikomu nie przeszkadza ze kultura popularna bombarduje nas treścią typu – tanieć z gwiadami – czyli wygłup się na maksa, mądry wcale nie musisz być. Im większą d… pokazesz tym więcej dzieciaków się tym zajara. Sieć jest tylko medium, sami w pogoni za pieniędzmi wychowujemy hedonistycznych oportunistów którzy życia uczą się z seriali. Bo niby gdzie indziej mają się go nauczyć skoro 24h biegamy za pieniędzmi a wszelkie treści wartościowe ktoś z drugiej strony na blogu przedstawia jako zwykły gnuj. Szymon Majewski i Kuba Wojewodzki czy Jerzy Owsiak zasłyneli dzięki prowokacyjnej i luźnej formie a nie treści jaką kreują. Caritas zbiera pieniądze od lat i jakoś nikogo to nie wkręca. Forma przerosła terść i teraz każdy kto sobie to uświadomi będzie miał przewagę. Kwestią otwartą jest to jak te zmiany zostaną wykorzystane. Pesymista powie, że za 20 lat jak nie pokazesz tylka lub cycka to wezmą to za obraze.

  11. Choć może moje ostatnie pytanie jest właściwie bez sensu, bo wszakże wpis autora już o tym mówi: „rozwiązaniem” będą (są?) światopoglądy hybrydowe i wyspowe… Pytanie jak takie społeczeństwo będzie funkcjonować w dłuższym okresie?

  12. Dziekuje Szanownemu Autorowi, jak rowniez Adminsitratorom, za tak swietne opanawanie tej Sieci, o ktorej pisze Autor. Moj komentarz „czeka na moderacje” przez kilkanascie godzin, mimo ze nie zawiera zadnych tresci obrazliwych, ani innych, ktore mozna byloby za takie uwazac.

    Dbalosc o tresc oraz czas na opublikowania komentarza stanowi swietny przyczynek do opinii Szanownego Autora, jak to mlode pokolenie opanowalo Siec. Prosze przyjac ten komentarz od kogos, kto zaczynal na komputerach od DOS, a polaczenie 28 kbps bylo zrodlem do chwalenia niezwykle szybkim laczem.

    Pozdrawiam.

  13. Osobiscie uwazam, ze autorytetow kazdy mlody czlowiek moze miec wiele. Inny bedzie autorytet lub wzor do nasladowania w sprawie wygladu, inny na polu intelektualnym a jeszcze inny (zazwyczaj ktorys z rodzicow) bedzie wzorem w sferze zycia codziennego. Wedlug mnie aby nazwac kogos swoim Autorytetem, trzeba tego kogos poznac na zywo. Co mi po tym, ze Penelope Cruz moze byc kanonem piekna lub profesor Harat to kandydat na wzor do nasladowania w dziedzinie neurologii, jesli nie mialam z tymi osobami stycznosci i nie moge przekonac sie czy faktycznie sa tak fantastyczni jak na zdjeciach lub w artykulach?
    (prosze mi wybaczyc brak polskich znakow, niestety klawiatura mojej smartfonopodobnej maszyny ich nie posiada)

  14. W temacie autorytetu powołam się na autorytet. J.M. Bocheński w pracy /O autorytecie/ (Logika i Filozofia, a także hasło Autorytet w /Sto zabobonów/) odróżnił 2 rodzaje autorytetu, które nie mają ze sobą nic wspólnego, poza nazwą: autorytet epistemiczny i autorytet deontyczny. Mogę się też powołać na autorytet Wikipedii:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Autorytet_epistemiczny
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Autorytet_deontyczny
    Uznanie czyjejś wiedzy (autorytet epistemiczny) nie oznacza i nigdy nie oznaczało bycia przełożonym w organizacji lub przywódcą w grupie (autorytet deontyczny) i odwrotnie. Całe zamieszanie z rzekomym /upadkiem autorytetów/ od zawsze polegało na pomieszaniu pojęć (czyli było jest i będzie zabobonem, jak by powiedział Bocheński).
    Żadnego upadku autorytetów nie ma i nie będzie w takim sensie, że zawsze będą istnieć autorytety epistemiczne i deontyczne. Jeżeli jakiś internauta czerpie wiedzę w jakiejś dziedzinie z komputera (tudzież sieci), to ten komputer jest dla niego autorytetem epistemicznym. To jednak w niczym nie podważa autorytetu deontycznego przełożonego w pracy (choćby ta praca była w Internecie) albo nauczyciela w szkole. Zmiana struktur społecznych może spowodować, że te autorytety będą gdzie indziej lub że będą bardziej rozproszone (to jest zwykły postęp specjalizacji wiedzy i podziału pracy trwający od tysięcy lat).
    Marzenia o pracy interesującej a nie tylko popłatnej również nie są żadną nowością. Takie same marzenia wyrażał np. Mickiewicz w /Odzie do młodości/ (której nawiasem mówiąc nie znosiłem w szkole) i istniały one od zawsze. Czy takie marzenia uda się spełnić, to inna kwestia.
    Narzekania na młodzież to również żadna nowość. Zdania o /upadku młodzieży/ istnieją na najstarszych pisanych tabliczkach glinianych.

    Wywody o /społeczeństwie industrialnym/ i /społeczeństwie sieciowym/ sugeruje moim zdaniem technologiczny determinizm (obecny w socjologii chyba od jej początku tj. A.Comte, aczkolwiek nie wiem co było dalej). Podział dziejów na epoki technologiczne, które determinują strukturę społeczną, która określa całą resztę, w szczególności nadbudowę ideologiczną. To mi przypomina marksistowski schemat rozwoju dziejów oparty na zmianach technologicznych. Wydaje mi się, że jest to bardzo grube i mylące uproszczenie. Po pierwsze istnieją też wpływy w przeciwnym kierunku od ideologii, przez strukturę społeczną do technologii i mają moim zdaniem znacznie większe znaczenie. Technologia jest wynikiem procesów społecznych, które zależą od poglądów i przesądów, a nie tylko i nie przede wszystkim postępu naukowego. Innymi słowy nadbudowa jest ważniejsza niż Marks sugerował.
    Po drugie nie wierzę w całościową przemianę społeczeństwa. /Społeczeństwo industrialne/ nie zniknęło. Przemysł istnieje i będzie istniał. Czy Internet wytwarza jakieś społeczeństwo to ja nie byłbym tego pewny. Zapewne ma wpływ na przekaz informacji. Internet nie wytworzył nowego społeczeństwa, a jedynie zmienił ilość informacji. Nie ma to nic wspólnego z istnieniem władzy lub pieniędzy. Zmiana jest podobna do pojawienia się drukowanych książek albo gazet. Wtedy też pojawiło się nagle więcej informacji i autorów. Wiedza się rozproszyła. Druk ułatwił działanie reformacji, a gazety np. rewolucjonistom francuskim, ale ich nie zastąpił. Sama technologia nie zmienia społeczeństwa. Potrzebne są jeszcze nowe idee.

    Wracając jeszcze do kwestii obyczajowej nietolerancji i religii. Prawdą jest, że religia/ideologia konserwuje przesądy istniejące w momencie jej kształtowania się. Nie ma to jednak nic wspólnego z wiarą lub niewiarą w Boga. Komuniści podobnie jak francuscy rewolucjoniści mieli swój rygorystyczny ideał moralny, który usiłowali wcielić w życie. Nietolerancja obyczajowa za komuny nie była przypadkiem ani kwestią prywatnych uprzedzeń przywódców, chociaż te uprzedzenia miały pewne znaczenie. Ich oficjalnym celem było stworzenie nowego, lepszego tj. bardziej moralnego człowieka. Jak słusznie zauważył Orwell w 1984 były to w istocie te same cele co w średniowieczu (zwłaszcza wczesnym nawiasem mówiąc). Można też sobie przypomnieć Seksmisję Machulskiego.
    Przykład Iwaszkiewicza świadczy jedynie o tym, że władza potrzebowała poparcia znanego pisarza (jako autorytet nawiasem mówiąc) i pozwalała mu na prywatne fanaberie, z którymi jednak nie mógł się publicznie afiszować. Zwykłych ludzi to raczej nie dotyczyło (podobnie jak w /Państwie/ Platona, który pisał wprost, że elity mogą się zabawiać, a ludzi należy oszukiwać i trzymać na krótkiej smyczy). Np. Białoszewski został wyrzucony z pracy w gazecie, gdy się przełożeni dowiedzieli, że jest homoseksualistą. Nie przypominam sobie lekcji wychowania seksualnego za komuny, a jedynie pamiętam przysposobienie obronne. Pamiętam też przypadek sprzed kilku lat, gdy dyrektor liceum w Gdyni, stary komunista, wywalił ze szkoły 19 letnią uczennicę za występ w playboyu.

  15. „Sam wszystko wiem, kiedy zajrzę do Wiki. Inteligencja kolektywna załatwia sprawę.”

    Ale gdyby zapytać jak działa wiki, to już niestety nie będzie tak różowo. Sieć to nowy świat nie tylko taki, który daje info o czymś, ale jest, zresztą, banał, światem samym w sobie. Im lepszą ma się wiedzę o tym świecie, tym bardziej jest się szanowanym. oczywiście,jeśli dba się o własną sieciową tożsamość (też banał).

    Ale ostatnio widzę dwa zjawiska –
    1. Ostatni tekst w Polityce o plemionach w sieci – siedzący w sieci user napisałby go porządniej i zajęłoby mu to z 2-3 godziny. reakcje typu pff widać w wielu miejscach – tekst po prostu jest na tyle płytki, że nie wnosi żadnych informacji, a nawet losowo wybiera krzywe lustra.
    2. W przypadku protestów przeciw ACTA – dla mediów istniał tylko jeden atraktor, który mógł dociekliwym dziennikarzom dać informacje o tym, co się dzieje – Vagla. To dość dobrze utrwalony już mem – starczy spojrzeć na wykop, jak i autorytet. Jeden z wielu, ale to jeden z wielu autorytetów sieciowych. Sieć szuka intensywnie autorytetów, które nadawałyby jej, choć na chwilę, strukturę. Dzień po dniu.

  16. W dzisiejszym, demokratycznym swiecie nie moga istniec autorytety z poprzednich wiekow. wiekszosc bowiem z nich sie albo mylila albo popychala do wojen (totalitaryzmy, nacjonalizmy). Dla dzisiejszej mlodzezy nadal beda istniec takie autorytety ajk np. Arystoteles czy Sokrates. Ci pierwsi medrcy, do dzis aktualni. Wiemy dzis, ze cala nasza kultura to wlasciwie konstrukcja, ktora stworzyli ludzie omylni, nie znajacy swiata, majacy mniejsza wiedze o nim niz my dzis. Wiemy, ze nawet cale kraje moga dostac jak Niemcy amoku i mimo calej stworzonej przez siebie „kultury” spasc na samo barbarzynskie dno. Kosciol dzis nie jest takze wzorcem, jego zachowanie nie stanowi dla nas wzorca do nasladowania. Ktos madry zadal pytanie: dlaczego ten zarliwy chrzescijanin ma tak blisko do siegania po pistolet? Nasi dzisiejsi ksieza, „patrioci” takze. Na autorytet trzeba sobie zasluzyc, dzis – tolerancja, madroscia prawdziwym a nie krzykliwym wybaczaniem – innym, nie tylko sobie i „swoim”. A profesor Bartoszewski autorytetem dla wielu jest i zostanie.

  17. Z sieci korzystają nie tylko młodzi ale i tacy, jak ja – pod ósmy krzyżyk. Oczywiście korzystamy inaczej i pewnie czego innego poszukujemy, jednak i pewne obserwacje gromadzimy. Z moich – z pewnością dość powierzchownych – obserwacji wynika, że poszczególne wysepki mają niemalże sekciarską strukturę i mentalność. Wokół pewnych idei czy osób tworzy się ad hoc antynomiczny podział „swój – obcy” z drabiną hierarchii: na ile swój? Na ile obcy? To wszystko co w dziedzinie komunikacji nasze wnuki uprawiają – system znaków, symboli, granic, dobrze znamy z innych czasów i innych technik. Jedyne, co mnie naprawdę bardzo niepokoi, to naskórkowość, płycizna tych odniesień. No nic; jeżeli jeszcze trochę pożyję, to się poprzyglądam…

  18. Artykuł ‚good enough’, ale przydałoby się więcej praktycznych przykładów różnych zjawisk, na przykład ‚wydmuszki’, która została autorytetem – lepiej by się czytało.

  19. Osobiście uważam, że młodzi ludzie mogą (a nawet powinni!) mieć kilka autorytetów na różnych polach. Inny wzór do naśladowania będzie na poziomie wyglądu, inny na poziomie intelektualnym a jeszcze inny w sferze życia rodzinnego (tu autorytetem staje często któreś z rodziców). Ale czymże są osoby godne naśladowania, jeżeli nie poznamy ich „w realu”? Co mi po tym, że mogę uznać Penelope Cruz za autorytet piękna jeśli jej urodę znam tylko z telewizji, internetu lub zdjęć? Co mogę powiedzieć o Jerzym Vetulanim jeśli znam tylko jego książki, a nigdy nie rozmawiałam z nim na żywo? Według mnie prawdziwym autorytetem może stać się osoba, z którą miało się styczność, którą się poznało i wypiło przysłowiowy kieliszek wódki. Wtedy możemy powiedzieć o naszym autorytecie jakim człowiekiem jest w rzeczywistości, a nie jakiego znamy tylko wirtualnie lub na papierze.

  20. Pamiętam, czytałam gdzieś, że jeśli w szkole pojawiają się prace pisemne w stylu, kto jest twoim autorytetem itp. młodzież najczęściej pisze o papieżu (JP II oczywiście), ale widać w tych pracach, że robi to bardziej z założenia, że „tak trzeba” niż, że tak faktycznie czuje. Próbuje się wstrzelić w klucz, wybierając najlepszą odpowiedź („Nasz papież największym autorytetem jest.”)
    Nie wiem sama, jak z tego wniosek:)

  21. Jakze strasznym pesymizmem i, obawiam sie usprawoedliwionym, tchnie ten tekst. Podobnie jak Binarka, uderzylo mne szczegolnie zdanie, ze „Brak autorytetów rozumianych po staremu może moim zdaniem generować narastanie przemocy.”
    Tak. Chyba tak wlasnie. Agresja slowna musi z czasem przemienic sie w nowa jakosc – w przemoc fizyczna. Pan opisuje, stawia diagnoze, ale nie proponuje lekarstwa, bo oczywiscie socjologia sie tym nie zajmuje. A nad lekarstwem tez warto sie zastanowic.
    Moze nalezy zmienic kompletnie model edukacji nowych pokolen? Moze mniejszy nacisk klasc na trygonometrie, geografie czy chemie, a wiecej na cos co jest wychowaniwm obywatelskim, filozofie, literature i sztuke? Wiecej im pozwalac zastanawiac sie w jakim chca zyc swiecie? I im te autorytety jednak podsuwac: Mandela? Jan Karski? Korczak? Havel?
    Badzo niewiele domow zajmuje sie dzis wychowywaniem dzieci na obywateli, dobrych sasiadow, przywodcow swej spolecznosci.Ale do takiego wychowania niezbedne sa autorytety. Moze nalezy ten obowiazek wychowawczy przeniesc na powszechne szkolnictwo?

  22. Czy tłum potrzebuje autorytetu?
    Oczywiście tłum nie potrzebuje autorytetu.
    Tłum być może nawet nie wie co to jest autorytet, bo guru ,mistrz, opoka nie są mu potrzebni do pełni szczęścia.
    Zresztą tłum nie po to się zbiera w jakimś miejscu aby wysłuchiwać czyichś pouczeń, uwag, ostrzeżeń, on ma
    swoje prawdy które są efektem nieustannych emocji, bezrefleksyjnych tez, bieżących namiętności.
    Tłum zresztą unika miejsc w publicznej przestrzeni gdzie tego typu osobnicy mogą „zaistnieć” .
    Tłum zbiera się z reguły nie tam gdzie toczą się uczone debaty, ale tam gdzie można dać upust swoim namiętnościom, wściekłości ,frustracji. W tych miejscach toczą się nie filozoficzne debaty ,ale padają proste pytania, a na te pytania odpowiedzi również nie są zbyt skomplikowane.
    Tłum ma swojego bohatera na chwilę, bo w ciągu chwili tłum może zmienić pogodny uśmiech na krwiożerczy odruch zabijania.
    Tłumem rządzą najsprzeczniejsze odczucia ,a one są efektem z reguły chwilowej podniety.
    Wiarę w prawdy tłumu potęguje nie jakość głoszonych prawd, ale ilość myślących podobnie jego uczestników. Z reguły wystarczy jednostka który rzuci łatwo wpadający w ucho bon mot i już tłum jest kupiony. Zresztą tłum nie jest zbytnio krytyczny wobec głoszonych prawd, jest dosyć łatwowierny i niekiedy po jakimś czasie odczuwa zażenowanie, że w coś takiego mógł wierzyć.
    A zresztą najważniejsze są emocje, a emocje nie tworzą autorytetów.
    Tłum jest z reguły anonimowy, a to z reguły potęguje zupełny zanik odpowiedzialności za wyrażane poglądy. W tłumie nawet zupełny nieuk może uchodzić za skrzyżowanie chodzącej encyklopedii ze wzorcem moralnych cnót.

    A miejsce autorytetu w świecie tłumu tłumów ( bo tym chyba jest dzisiejsza sieć) rzeczywiście zajmują osobnicy którzy spełniają to społeczne zapotrzebowanie.

  23. I wlasnie dlatego, mikesz, wychowywaniu obywateli, a nie tlumu, tluszczy, nalezy moim zdaniem poswiecic szczegolna uwage, szczegolne wysilki.
    Przeciez nie musimy w Polsce wymyslac prochu. Sa gotowe i dostepne pomoce i programy edukacyjne, sa podreczniki – jeden z nich, jesli dobrze pamiertam, podsuniety przez Unie, nie zostal zatwierdzony albo nie dostal pieniedzy z MENu (jescze za Giertycha). One zdaja przeciez egzaminy – te programy i pomoce. Ale potrzebne jest zrozumienie przed jak groznym problemem mozemy lata moment stanac.

  24. Przed chwilą skończyłem oglądać „Dyktatora” z Chaplinem. Ładny fragment z filmu. Końcowa scena:

    http://www.youtube.com/watch?v=9vPkMps6uoY&feature=related

  25. Dzieki.

  26. Dla drużyn harcerskich skupionych w zastępach i hufcach pod hasłem „Węszmy i tropmy relikty zatęchłej przeszłości” należy dodać (wyjmując z ich plecaków następne wyzwanie), że Chaplin został wydalony z USA w 1952 roku pod rzekomym zarzutem współpracy z wiadomymi partiami.

    Zarzuty po latach kazały się bezpodstawne

  27. To pewnie zabrzmi banalnie, ale kryzys autorytetów, wynika z kryzysu wartości. A wartości – takie czy inne – mogą i powinny funkcjonować wszędzie: na drabinie, piramidzie czy w sieci.

    Bo co to znaczy, że nie trzeba szanować przewagi erudycyjnej? Pewnie nie trzeba, ale czy się jednak nie powinno? Jestem przyzwyczajony do szukania informacji przez wyszukiwarkę, potrafię się dowiedzieć wszystkiego, co jest mi potrzebne. Ale mam szacunek dla… Dajmy na to Umberto Eco, który potrafi napisać erudycyjną powieść czy zabawny, ale i mądry esej o chodzeniu w dżinsach. Ktoś taki jak Eco jest dla mnie, jako dla kogoś, kto ma jakieś tam intelektualistyczne zapędy, autorytetem. Dla młodzieży, o której Pan wspomina – pewnie nie jest. Dlaczego? Bo wiedza, mądrość, erudycja nie stanowią wartości. Podejrzewam, że odczuwa pan konsekwencje tego stanu rzeczy pracując na uczelni. Jeden z Pańskich kolegów pracujących piętro wyżej powiedział mi jakiś czas temu (a nie jest to pierwsza i jedyna taka opinia, którą zdarzyło mi się słyszeć), że pierwszy semestr, albo i więcej, w przypadku ‚pierwszoroczniaków’ to nadrabianie elementarnych braków w wiedzy i wykształceniu.

    A status ekonomiczny? Przecież dziś jak nigdy wcześniej (w dobie konsumpcji, kiedy nawet tożsamość, o której Pan pisze, jest kwestią konsumenckich wyborów, a więc konsekwencją kupowania, mówiąc najprościej) zdobycie ‚bogactwa’ powinno być faktem budzącym szacunek. Tyle, że praca związana z wysiłkiem nie jest dziś wartością. (A – umówmy się – ktoś zupełnie przypadkowy, kto wygrał na loterii, raczej nie może stanowić autorytetu, jakkolwiek lekko by to określenie traktować.)

    Być może autorytet ‚z urzędu’, tradycyjnie pojmowany, nie mógłby w sieciowym świecie funkcjonować. Ale czy żaden by nie mógł? Być może nie papież, czyli ktoś siedzący na tronie, do którego autorytet jest niejako przypięty, ale czy zupełnie nikt? Nie ma dziś powodów, dla których należałoby kogoś darzyć wyjątkowym szacunkiem? Są, tyle, że wiążą się z wartościami właśnie, a te dziś przeżywają kryzys.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php