Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka

24.04.2012
wtorek

Kimże jestem? Dziewięć akapitów o polskiej tożsamości

24 kwietnia 2012, wtorek,

Pisząc na blogu „Polityki” miałem ambicję uniknąć polityki, tak jak unikałem jej do tej pory. Unikałem z rozmysłem nie chcąc znaleźć się po którejkolwiek ze stron polskiego manicheizmu. Miałem wrażenie, że socjologowie komentujący wydarzenia polityczne w sposób nieunikniony zmuszeni są stanąć po jednej ze stron popisowej barykady, albo – jeśli nie mają na tę popisówę specjalnej ochoty – w sprawach politycznej „bieżączki” zamilknąć. No to dzielnie sobie milczałem.

Ostatnio rośnie we mnie jednak coraz silniejsze przekonanie, że za unikaniem polityki nie stała jedynie racjonalna decyzja uczonego-socjologa nie mającego ochoty babrać się w sporach politycznych, ale coś głębszego, złożony tożsamościowy problem, jaki mam sam ze sobą. Natrząsam się z nastolatków i dwudziestokilkulatków, że muszą odbębnić mozolną pracę, aby zbudować siebie z tożsamościowych klocków dostępnych w Sieci, mediach i grupach rówieśniczych, a tymczasem sam? Sam zmagam się z jeszcze trudniejszym problemem, zmagam się jeszcze mocniej.

Od lat opowiadam studentom, że nie dla mnie narracje polsko-szlacheckie, skoro mój ojciec urodził się w Krupach, a potem mieszkał w Ograszce z sześciorgiem rodzeństwa. Skoro moja mama wychowała się w ubogiej rodzinie robotniczej w Chełmży. Skoro PRL, znienawidzony zresztą przez moich rodziców – co wielce charakterystyczne dla sprzeczności panujących w kraju nad Wisłą – uwolnił ich dając im wykształcenie. Nie moje kresowe dworki, kolumnady nad dworkowymi drzwiami i nostalgia za Pan-Tadeuszowym parzeniem kawy. Śmieszy mnie ten nostalgiczny powrót polskiego post-chłopstwa, które dorobiło się w naszym peryferyjnym kapitalizmie na tyle, żeby pod lasem postawić domek, do arystokratycznych pejzaży i wzorców życia. Tęsknią nieświadome, zmanipulowane medialnie i politycznie biedactwa za czasem, w których ich przodków panowie batożyli po grzbietach i w których swoją dolę ich przodkowie uprawiali dopiero szóstego dnia (bo przez pięć dni wcześniejszych pracowali niczym niewolnicy na pańskim). Jestem potomkiem chłopstwa i gdyby nie PRL pewnie pasałbym teraz zwierzynę i orał. Gdyby nie PRL i objawione talenta edukacyjnego cudaka nie stałbym się tym, kim jestem. Zewnętrzna, znienawidzona w Polsce siła, wyzwoliła kategorię społeczną, z której się wywodzę od wewnętrznego kolonizatora – panów. Czy to znaczy, że tęskno mi do pseudoludowej, real-socjalistycznej, sterowanej przez tajniacko-agenckie siły Polski? A w życiu! Gdzieżby!

Pewnie zauważyliście, że intelektualna lewica restauruje dziś z wielką pieczołowitością narracje polskiej chłopskości, odrębnej od zmitologizowanego polskiego dworu szlacheckiego i temu dworowi wrogiej. W ostatnim „Przekroju” odczarowuje się i uromantycznia Jakuba Szelę, który w proteście przeciw pańszczyźnie pakował panów do żłobów i krajał piłą. W dzikim pędzie ku odczarowaniu jednolitej post-szlacheckiej polskości gloryfikuje się – za jednym zamachem z Szelą i Janosikiem – na przykład Andrzeja Leppera jako ludowego przywódcę, reprezentanta demosu, którego elity połknęły, kazały mu pójść na solarium i do fryzjera, kupić drogie obuwie, a potem pożuły go sobie i wypluły.

Choć mam silną tożsamość postchłopską i nie moi są dworscy bohaterowie powstań (z Powstaniem Warszawskim łącznie) i nie moje są nadniemeńskie folwarki, to jednocześnie jestem inteligentem, któremu nie sposób wcisnąć Leppera/Szeli jako klasowego idola i symbolu jego społecznej kategorii. Nie trawię ani trochę narodowego, republikańskiego, ziemiańskiego i sarmackiego mitu wciskanego każdą medialną szparą przez polską ultraprawicę, a jednocześnie nie jestem w stanie przyjąć jako swego, z całym dobrodziejstwem inwentarza, rodzącego się ultralewicowego mitu uciskanego chłopstwa, bo – po prostu – moje cechy psycho-społeczne i styl życia lokują się na poziomie liberalnej klasy średniej, ukochanej (niestety) przez korporacje starające się sprzedać mi elektronikę i najnowsze kroje marynarek.

No to kim jestem i gdzie jestem? Jako agnostyk nie jestem w stanie pokochać ludowego katolicyzmu z jego przerażającym inteligenta, antyintelektualnym nastawieniem. Wszelkie zatem prawicowe projekty odpadają z powodów światopoglądowych (i estetycznych), skoro nieodmiennie dopięta jest do nich koszmarnie spłycona warstwa religijna. Nie mieszczę się w nich, choć w ogóle bym się nie obraził, gdyby nasze państwo zrzuciło z siebie postkolonialną, peryferyjną narzutę i stało się silne (jak pragnie tego ultraprawica). Z drugiej strony, bliskich mi jest całe mnóstwo haseł liberalnej lewicy, ale – wybaczcie – nie pokocham Leppera/Szeli jako bohatera i nie pokocham związków zawodowych w obecnym ich polskim kształcie. Jestem ci ja z folwarku, ale post-folwarczne cechy (amoralny familizm, skrajny indywidualizm, materializm, brak zdolności współpracy i umiejętności organizacyjnych) uważam – dzięki żmudnym socjologicznym studiom – za przyczynę polskich nieszczęść. I co w tej sytuacji? No co mam zrobić? Na kogo głosować z taką poskładaną przez historię tożsamością? Czy jeśli jestem zdania, że sąsiad z lewej strony mapy i sąsiad z prawej kładą – bez zawracania sobie głowy naszymi interesami państwowymi – na dnie Bałtyku rurę, która sprawia trudności statkom mającym ochotę wpłynąć do Świnoujścia, to automatycznie jestem skazany na głosowanie na partię wspierającą religijnych fundamentalistów? A jeśli moje poglądy są zdecydowanie emancypacyjne, to czy skazany jestem na głosowanie na pseudolewicową zbieraninę oryginałów pod neoliberalnym płaszczykiem jej niewyleczonego z neoliberalizmu szefa? Na kogo głosują propolscy, propaństwowi wielbiciele emancypacji z awersją do zinstytucjonalizowanej religii i dworkowych, oderwanych od naszej klasowej historii mitów?

No nijak się nie mieszczę w tej nieskomplikowanej polskiej batalii o prawdę i nijak nie znajduję się w lansowanych medialnie polskich podziałach. Jestem post-chłopsko-liberalną hybrydą, zmagającą się do tego z neoliberalizmem ekonomicznym. Lewicowco-prawicowcem. Ideologicznym niekonsekwencjonistą. Polakiem nie-katolikiem usiłującym odnaleźć emocjo-nośną symbolikę w słowiańskiej prahistorii (bo bez symboli żyć się nie da, prawda?). Nie dla mnie polska ultraprawica (choćby dlatego, że katolicka po demosowemu), nie dla mnie polska ultralewica (bo z niektórymi ideami, na przykład powszechną pensją gwarantowaną, przesadza). Centrum zaś polskiej sceny politycznej jest tak neoliberalne, że aż śmieszne w tej swojej wierze w pozytywne, sprawcze siły wolnego rynku.

No to kim jestem? I gdzie się mieszczę? W jakiej szufladzie? I czy jest dla mnie jakaś w tym kraju partia? I czy jest ktoś, kto ma podobny tożsamościowy kłopot? Czy jestem w tym kraju sam i czy wszyscy inni jakoś potrafią się tu znaleźć: albo pod krzyżem, albo w kontrze do tych, którzy pod krzyżem stoją? Mam nadzieję, że nie jestem jedyny i taki kłopot z poskładaniem samej i samego siebie z polskich tożsamościowych klocków ma jakaś część Czytelników.

Żeby było prosto, żeby się nie męczyć, kolorowe media dzielą kraj na dwa obozy. A ten kraj składa się moim zdaniem z obozów kilkudziesięciu. To archipelag dziesiątek wysepek, na których żyją sobie Polacy w różnych hybrydalnych światach mających się nijak albo słabo do podziałów wałkowanych w mainstreamowych telewizjach informacyjnych.

 

PS. Przepraszam samochodowych pasjonatów za wpis o samochodach. Faktycznie Was nie uwzględniłem. Ale taka socjologiczna dola. Uogólnianie zawsze prowadzi do wykluczania ;-).

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 29

Dodaj komentarz »
  1. Nie jest Pan sam. A odpowiednią partię dopiero trzeba założyć 😉

  2. Panie Tomaszu, naprawdę dobry wpis! Mam dokładnie tak samo jak Pan. Podobne poglądy i problem moralny nad urną, gdyż głosuję nie na kogoś, tylko przeciwko komuś…
    Ani prawica, która idzie w radykalizm nie spełnia moich oczekiwań, ani lewica, która w swym rozbiciu idzie na dno. A partia rządząca? Cóż. Fala krytyki jest częściowo uzasadniona, jednak w 2007 r. wprowadzili jednak swoistą „klasę”. Nie widzi się dużych kłótni i przepychanek. To chyba jedyny plus…

  3. Ostatni akapit jest dla mnie szczególnie interesujący, ponieważ czuję swoją przynależność do jednych z tych kilkudziesięciu kawałków. Moja tożsamość jest śląska i nijak nie potrafię zrozumieć, o co chodzi głównemu nurtowi sporów o polską tożsamość.
    Jestem w tej chwili trochę (ocenzurowano) na moją drużynę ( FC Barcelona), która nie zagra w finale LM, więc przekładam refleksje nad felietonem gospodarza na jutro.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Jestem pod ogromnym wrażeniem wpisu Autora.

    Moja tożsamość jest nie mniej poplątana. Taki szlachecko – włosciańsko – pezetpeerowsko – katolicki miszmasz. I jako stałe miejsce zamieszkania – parafialna wioska na Podlasiu.
    ‚Zaliczyłam’ w swoim niekrótkim już życiu różne etapy poszukiwań. Zdarzył się w nim nawet krótki epizod oazowo – ewangelizacyjny (lata 70 -te).
    Do dziś brzmią mi w uszach słowa proboszcza na pogrzebie mego Ojca (21 lat temu): – Człowiek był dobry, dobry nauczyciel, chociaż partyjny. Tylko do kościoła było mu nie po drodze. Ale za to żona modliła się za dwoje.
    Cóż, cegłę można by napisać.
    O początkach wiejskiej ‚Solidarności’; o uczniach Ojca, którzy kiedyś po pijaku przyszli do niego, żeby mu powiedzieć, że jak będą wieszać komunistów, to oni go obronią, bo ich w szkole nie gnębił; o Mamie, która zmuszała nas do celebrowania najdrobniejszych kościelnych świąt i zachowywania postów. Jeden dom, jedna rodzina, różne pochodzenie i priorytety.
    Miejsce zamieszkania – nie z wyboru, tylko z nakazu pracy. Więc obcy. Ale bardzo szanowani. Trochę inni. Jakby lepsi. Zawsze czyści. Tato codziennie do pracy w garniturze.
    Najszczęśliwsze lata – dzieciństwo i wczesna młodość w PRL – u. Wieczorami Tato czytał nam klasykę – Quo vadis, Trylogię, Krzyżaków, Nędzników, skrzętnie omijając drastyczne opisy.
    Lekcje religii w kościele ze staruszkiem proboszczem, który straszył piekłem i bił po łapach, ale i tak wszyscy go lubili. Biegliśmy na te lekcje ze szkoły dobry kilometr. Trochę ciężko było zimą, ale pół godziny dało się wytrzymać. Majowe nabożeństwa, procesje w oktawie Bożego ciała, jesienne ogniska, zimowe ślizgawki i harcerstwo.
    Wątpliwości zaczęły się później. I chyba nigdy się nie skończą.

  6. Panie Tomaszu,
    dla takich jak my (mam też niedworkową biografię, ale i nie chłopską, choć z prowincji) w innych krajach wymyślono Partie Zielonych, ruchy ekologiczne etc. Tam też się można wyżyć z dala od kościołów i proboszczów.
    Ewo,
    trylogia bez drastycznych opisów? 😯 Cienka była chyba 🙄
    Ja tam do dziś pamiętam czytane w wieku 12 lat „Ogniem i mieczem” i resztę. Te parujące flaki na szyjach rozjuszonej czerni… 😎 Nabijanie Azji na pal i inne dreszcz budzące sceny jako dorosłego mnie zupełnie nie emocjonowały. 12-14 lat to jest wiek na Sienkiewiczów i Dumasów.
    Na majowym nigdy nie byłem.

  7. @markot

    Raczej cienka. Kiedy Ojciec nam czytał, mieliśmy po kilka lat. Nie było wtedy jeszcze we wsi żadnego telewizora, a często i światła.
    A później te flaki to i owszem, już samodzielnie.I jeszcze horrory Edgara Poego, i „Baryłeczkę” Maupassanta (w drugiej klasie podstawówki). Tata zabronił, ale i tak przeczytałam, bo fajny był tytuł.

    „Na majowym nigdy nie byłem.”

    To żałuj. Najciekawsza była droga do kościoła i z powrotem.

  8. Pańszczyzny nie zlikwidował PRL, tylko car Aleksander II w 1864 (jeśli dobrze pamiętam) i wtedy zaczął się kapitalizm w Polsce. Proszę nie odbierać zasług carowi i caratowi. PRL ma tylko taką zasługę, że przesunął granice na zachód.

    Gdyby nie PRL robiłby Pan karierę w Polsce post-sanacyjnej, która zapewne wróciłaby po jakimś czasie do demokracji i jak państwa zachodnie wcielałaby jakiś socjaldemokratyzm do lat 70 tych lub dłużej.

    Śmieszny jest atak na neoliberalizm bez jego znajomości. Czy autor czytał całego Hayeka i Misesa? Czy zna teorię cyklu koniunkturalnego?

    Szczególniej te kraje kwitną, które mają dobrą monetę; upadają zaś i giną, które używają złej. Wiadomo, że te kraje, które używają dobrej monety, obfitują w sztuki piękne, wyborowych rzemieślników i dostatek, a tam, gdzie licha moneta w obrocie, przez gnuśność i uporną bezczynność jest zaniedbana uprawa sztuk pięknych i nauki, a dobrobyt zanika. Lichy pieniądz lenistwo raczej krzewi, aniżeli stanowi pomoc dla biednych ludzi.
    Mikołaj Kopernik 1526 (neoliberał?)

  9. „PRL ma tylko taką zasługę, że przesunął granice na zachód.”
    Poważnie?
    A nie Churchill, Stalin i Truman?
    Gdyby nie PRL, to może byśmy byli na poziomie Portugalii, gdzie w latach 80. było ponad 20 proc. analfabetów, obecnie prawie 7 proc. (kobiety 9 proc.)
    W 1931 w Polsce było ponad 23 proc. analfabetów, w 1960 – 2,7 proc.
    Analfabetyzm funkcjonalny (wtórny) to inna para kaloszy 😉

  10. „o polskiej tożsamości”
    „stron(y) polskiego manicheizmu”
    „stron(y) popisowej barykady”
    „narracje polsko-szlacheckie”

    itd., itp. wężykiem panie majster przez polską historię…

    „No to kim jestem? I gdzie się mieszczę? W jakiej szufladzie? I czy jest dla mnie jakaś w tym kraju partia?”
    „Czy jestem w tym kraju sam”
    „poskładaniem samej i samego siebie z polskich tożsamościowych klocków”
    „dzielą kraj”
    „A ten kraj”
    „archipelag dziesiątek wysepek, na których żyją sobie Polacy”

    Proszę sobie wziąć do łapki linijkę i zmierzyć Europę. Popatrzeć na USA. Jaki problem WRESZCIE poczuć się obywatelem Europy? Mówi Gospodarz przynajmniej jednym, poza polskim europejskim językiem?
    Publikuje Gospodarz (czyli istnieje zawodowo) w tym języku? Ma kontakty zawodowe na jakichś uczelniach poza Polską? Europa jest malutka, dużo mniejsza od USA przede wszystkim z powodu doskonałej i dużo gęstrzej oraz bardzo równomiernie zbudowanej sieci połączeń komunikacyjnych, w tym, co bardzo ważne, komunikacji publicznej. Granice są dla Polaka otwarte. Co za problem zacząć myśleć w kategoriach Europejczyka? Śledzić polityczne kłótnie w innym miejscu i angażować się w ulepszanie stosunków międzyludzkich nad inną rzeką? To chyba wielka frajda?

    Zupełnie nie pojmuję tego zapeklowania w „polską tożsamość” odmienianą na setki sposobów. Dzięki Bogu, szczęściu, przypadkowi i być może, jakiejś tam inteligencji polityków) od wielu lat już w wiekszości krajów Europy wojen nie ma. Tylko korzystać! Każdy może sobie pielęgnować jakikolwiek język i jakąkolwiek kulturę. A kwiatki wąchać przez pięć lat tu a następne pięć lat – tam.

    I nie biadolić o tych historycznych zaszłościach, bo Chińczyka ciężko nakłonić do współczucia, gdy zmusza się go do podziwiania siedzącego na klepisku Polaka, który brudnymi paluchami rozdrapuje ledwo co zagojone strupy i po pijanemu wyje w czarne niebo pieśń o swojej odpowiedzialności za przepiłowanych Ukraińców albo spalonych Żydów.
    Chińczyk, a także większość ludzi na planecie Ziemia, może nie zrozumieć i popukać się w czoło.

  11. Jak wiadomo, myśwa wyjontkowe co cud. Nikogo takiego jak my na tym bożym świecie nie ma. Takieśwa łoryginalne.

    Wpis, który powinien znaleźć się pod tematem o jakoby łunikalnym stosunku Polaka do jego autka:

    „I’d rather cry in a BMW car than laugh on the backseat of a bicycle”
    http://www.time.com/time/world/article/0,8599,2000558,00.html

    Tak mówi młoda Chinka.

    Czytając biuletyn Singapurskiego Instytutu Biologii znalazłem taki oto pasus:

    „The students in this year’s team turned out to be a good bunch of diplomats for Singapore. They are natural all-rounders who love biology, are outgoing and sociable, and did not display any of the
    ‘ugly-Singaporean’ mentality we were afraid of.”

    Singapurczycy o sobie.

    Nu, panie kuchany, ale myśwa som łorginalne! Żeby nie powiedzieć łunikalne.

  12. Matylda
    24 kwietnia o godz. 20:38

    Nie jest Pan sam. A odpowiednią partię dopiero trzeba założyć

    Twój komentarz czeka na moderację

    🙄 😯 🙁 😉

  13. @zza kałuży

    I tu już zaśmiecasz forum swoim poczuciem humoru rodem z Jackowa.
    Ale co tam, grunt, że czytasz biuletyn Singapurskiego Instytutu Biologii.

  14. Ewa 1958 27 kwietnia o godz. 5:41
    A rzeczywiście, powyżej zdążyła już podlasianka zostawić swój jakże rozpoznawalny, rzewny wpis wypłakującej się w każdy napotkany rękaw samotnej emerytki. Skazanej, głównie własną mentalnością, na prowincję prowincji…mąż nie chciał, na młodszy model wymienił (może nawet na czekoladkę?! i jak tu przed sobą samą do tej tolerancji się nakłonić, no jak?!) Po blogach czeba siem wypłakać, bo co tu robić pomiędzy tymi jakże niżej ode mnie stojącymi lokalnymi prymitywami, jakże soczyście przez panią na wszystkich blogach opluwanymi?

    Tylko czemu ja obrywam za pani męża?? O ile sobie przypominam to ja pani tych porzuconych na Podlasiu trzech córek nie zrobiłem i nie ja powinienem na owe córuchny te jakże znienawidzone w waszej części Polski dolary posyłać. A że demonstruje pani bardzo powszechną reakcję na utrzymanie przez męża zza granicy, czyli „szczerą, kobiecą wdzieczność” to tylko mogę głową pokiwać nad meandrami żoninej duszy.

    Jeszcze raz – nie jestem pani mężem i pretensjami o swoje zmarnowane życie proszę zaśmiecać podlaskie podwórka.
    A mieszkańcy tego znienawidzonego w Polsce „Jackowa” (tu Gospodarz ma z pewnością na podorędziu parę socjologicznych teorii tłumaczących, dlaczego kąsamy do krwi właśnie tę rękę, która nas karmi) oczekują na:

    1/ pokwitowanie otrzymanych od nich pieniędzy,
    2/ podziekowania, choćby wymuszonego, prawie że siłą wydartego z gardła ściśniętego tzw. (uwaga – teraz użyję grubego przekleństwa!) „normalną ludzką wdzięcznością”
    3/ listu, telefonu, emaila, jakiegokolwiek znaku życia częściej niż wtedy, gdy skończyła się ostatnia rata, albo gdy trzeba poprosić o kolejny samochód
    4/ powiadamiania dzieci, że ten swter czy ta pizza to za pieniądze ich ojca kupione
    5/ jednej tysięcznej czasu poświęcanego przez kochającą niewątpliwie małżonkę na tysiące JEJ WAŻNYCH SPRAW
    6/ nie napiszę o „wierności”, bo wiem, że takie prośby na podlaskiej wsi tylko zajazdy ze śmiechu wywołują

    Czy coś pominąłem? Z czymś nie trafiłem? Jak by pani postępowała według moich rad to mąż nie musiałby sobie szukać pocieszenia u czekoladek. I nie trzeba by się wypłakiwać na żadnym internecie.

    P.S. Jak tam idzie pani tłumaczenie artykułów? Prawda, ze google jest zdolny?

  15. @zza kałuży

    „A rzeczywiście, powyżej zdążyła już podlasianka zostawić swój jakże rozpoznawalny, rzewny wpis wypłakującej się w każdy napotkany rękaw samotnej emerytki. Skazanej, głównie własną mentalnością, na prowincję prowincji…mąż nie chciał, na młodszy model wymienił (może nawet na czekoladkę?! i jak tu przed sobą samą do tej tolerancji się nakłonić, no jak?!) Po blogach czeba siem wypłakać, bo co tu robić pomiędzy tymi jakże niżej ode mnie stojącymi lokalnymi prymitywami, jakże soczyście przez panią na wszystkich blogach opluwanymi?”

    Przypominam Panu, że to nie ja zaczęłam dyskusję(?) z Panem na sąsiednim blogu. Szczerze żałuję, że dałam się sprowokować.
    Bardzo prymitywnie wykorzystał Pan jakieś fragmenty historii, dopisując do nich swoją chorą interpretację.

    P.S. Bardzo przepraszam Autora blogu i Państwa forumowiczów za przykry incydent.

  16. @markot
    Ma Pan/Pani oczywiście rację.
    Chodziło mi jedynie o to, iż Stalin był jednocześnie mocodawcą PRLu, ale źle się wyraziłem.

    Pełna zgoda z tą Portugalią i analfabetyzmem. Problem w tym, że Portugalia jest obecnie znacznie bogatsza od Polski. Tragedia PRLu polega na tym, że realny wysiłek edukacyjny został zmarnowany przez niewydolny system gospodarczy. Obecnie to nadrabiamy, ale za to edukacja się nam pogarsza.

  17. @Krzysztof Mazur

    „Pańszczyzny nie zlikwidował PRL, tylko car Aleksander II w 1864 (jeśli dobrze pamiętam) i wtedy zaczął się kapitalizm w Polsce.”

    Raczej nie. Znaczy niedokładnie 🙂

    A propos wpisu na blogu (fajnie brzmi, nie? wpis na blogu). Poza partiami, telewizjami i kolorowymi gazetami, (wobec których, nie wiem czemu, socjolog ma wbudowany przymus ich pochłaniania i analizowania), jest jeszcze rzeczywistość i bynajmniej nie płaska, jak chciałby tego Keen. Wystarczy pozbyć się nawyku uczestnictwa w mainstreamie. Od razu znika problem typu: do czego ja muszę się przykleić.

    Owszem, w niektórych strukturach trudno włożyć na siebie maskę freeka. Ale męczyć się z wyprowadzaniem ludzi z jaskini, ugruntowiając ich mem-pleksy? Blog to nie jest dobre miejsce na realne działanie. Nie sądzę. Tu się raczej nic nie da zhakować.

  18. Adaptacyjną łatwość posiadło młode pokolenie.
    Moje dwie starsze córki przed kilku laty wyjechały do UK. Starsza na studia, młodsza z programu Au Pair i w odwiedziny do starszej i tam już zostały (7 i 6 lat).
    Nie mieszkają w polskich gettach, nie narzucają się nachalnie ze swoją tradycją i patriotyzmem. Nigdy nie były dyskryminowane, ani w szkole, ani w pracy. Nie mają problemów tożsamościowych. Zarówno tam, jak i w rodzinnym domu są u siebie. Ale tak naprawdę wolne czują się w swojej ojczyźnie z wyboru.

  19. GW – ciekawa rozmowa z Andrzejem Grabowskim:

    „Być dobrym Polakiem to nie być aż Polakiem. Nie myśleć samemu o sobie: jestem patriotą, a odmawiać tego innym.

    (…) Dobrze być Polakiem, tak samo jak dobrze być Francuzem czy Anglikiem.
    (…) Przypomniało mi się, jak Słonimski interpretował „Rotę” Konopnickiej – że to najmniej patriotyczny utwór, bo skoro „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”, to znaczy, że każdy może, tylko nie Niemiec, i wszędzie może, byle nie w twarz…”

    http://wyborcza.pl/1,75248,11634107,Grabowski__Byc_dobrym_Polakiem_to_nie_byc_az_Polakiem.html#ixzz1tKsAMrJy

  20. „…. z taką poskładaną przez historię tożsamością?”
    Hahaha! Mlody czlowieku, co Ty wiesz o skomplikowanych tozsamosciaich! Guzik!
    Jestem zatem gotow siegnac do mej studni lat, doswiadczen i przemyslen, azeby dac Ci rade nastepujaca, jak na Starego Kota przystalo.
    Wybij sobie z glowy STALA tozsamosc. Jej zaden rozgarniety Kot nie ma. On ja jedynie miewa,nie MA tylko MIEWA w zaleznosci od sytuacji.
    Raz wiec moze byc rasowym Birmanczykiem w towarzystwie dachowcow, innym razem jest dachowcem jak sie znajdzie w salonie kocich czempionow, wyfircykowanych i nienaturalnie pachnacych.
    I to jest dopiero Kocia Wolnosc. Nikt Cie do zadnej szuflady nie wepchnie, bo z tyloma tozsamosciami do niej nie wejdziesz, zawsze bedzie Ci koniuszek ogona wystawal. Albo i caly kuper.
    Zapraszam Cie zatem abys zostal obywatelem swiata. Miej te swoje zakatki, gdzi sie dobrze czujesz i gdzie na Twe powitanie wyciagna bazanta z zamrazalnika. Miej. Ale pamietaj, ze wszedzie mozesz zasadzic drzewko, zbudowac ladny slupek do drapania, wszedzie mozesz spotkac koty, ktorzy okaza Ci sie blizsze niz te, co miaucza po Twojemu.
    Kolekcjonuj wiec sobie swoje tozsamosci, a wtedy ojczyzna wyda Ci sie mala. Jak w tym wierszu „Itaka” jednego greckiego Kota.

  21. Ja przepraszam, że tak wybiórczo, ale nie mogę zostawić bez paru zdań komentarza tego fragmentu:
    „Tęsknią nieświadome, zmanipulowane medialnie i politycznie biedactwa za czasem, w których ich przodków panowie batożyli po grzbietach i w których swoją dolę ich przodkowie uprawiali dopiero szóstego dnia (bo przez pięć dni wcześniejszych pracowali niczym niewolnicy na pańskim).”
    I aż samo się ciśnie na myśl (i na usta i na palce na klawiaturze również): „nie to co teraz – kiedy możemy spokojnie przez całe 30 lat odpracowywać w pańskim bankowym dworze kredyt na chatkę. Kawalerka, M1, M1/2, to taka nasza nowoczesna chatka z jedną izbą – jak drzewiej bywało.
    Nie to co teraz, kiedy do ziemi przywiązuje nas już tylko PKP ze spóźnieniami i likwidacją połączeń, dziury w drogach, płatne autostrady i cena benzyny.
    Po grzbiecie jednak nas nie łoją – zmądrzeli. Rozumieją, że to zmniejsza produktywność. Umiemy też – co sprytniejsi z nas, odporniejsi na indoktrynację ze strony Kościoła i polityków – nie płodzić do tej jednej naszej izdebki gromady dzieci. Ot postęp. 🙂 Ale jak byliśmy chłopstwem tak dalej jesteśmy.”
    I ja przepraszam, bo wiem, że miało być tak naprawdę o kulturze, a nie o – zapewne wyobrażonej – niedoli MWMWM („Młodych Wykształconych Mieszkańców Wielkich Miast”), tylko palce świerzbią kiedy człowiek czyta o wyzwoleniu spod jarzma pańskiego, a sam tkwi w czymś, co zaczyna być nową rodziną wielopokoleniową, gdzie postrzyżyny należałoby wykonać w wieku 30 lat, a rytuału dokonywałby nie ojciec, tylko urzędnik banku.

  22. @Kot Mordechaj

    „Miej te swoje zakątki, gdzie się dobrze czujesz i gdzie na Twe powitanie wyciągną bażanta z zamrazalnika. Miej. Ale pamiętaj,ze wszędzie mozesz zasadzic drzewko, zbudowac ładny slupek do drapania, wszedzie mozesz spotkac koty, ktorzy okaza Ci sie blizsze niz te, co miaucza po Twojemu.”

    Piękne.

    Zawsze wierzyłam w kocią intuicję i inteligencję.

    Z ryżym mruczącym bezogonkiem na kolanach pozdrawiam @Kota kosmopolitę.

  23. 😳 😳 😈

  24. Sentymenty sluszne i odpowiednie dla wszystkich nas wedrowcow. Nie damy sie ukisic w polskim sosie, choc nie zapomnimy skad jestesmy:

    Η Ιθάκη σ’ έδωσε τ’ ωραίο ταξείδι.
    Χωρίς αυτήν δεν θάβγαινες στον δρόμο.
    Άλλα δεν έχει να σε δώσει πια.

    Κι αν πτωχική την βρεις, η Ιθάκη δεν σε γέλασε.
    Έτσι σοφός που έγινες, με τόση πείρα,
    ήδη θα το κατάλαβες η Ιθάκες τι σημαίνουν.

    Pozdrawiam.

  25. No, dobra. Skoro nie wszyscy bez trudu hasaja po grecku, to zamieszcze tlumaczenie, chyba Kubiaka:

    Jeżeli masz wędrować do Itaki,
    życzyć sobie winieneś, by długa była wędrówka,
    pełna przygód i doświadczeń.
    Nie obawiaj się Lajstrygonów i Cyklopów
    ani gniewnego Posejdona. Nigdy
    nie spotkasz ich na swojej drodze,
    jeśli myśli twe będą wysokie
    i jeśli nigdy ani ducha twego, ani ciała
    nie dotkną pospolite uczucia.
    Ani Lajstrygonów, ani Cyklopów,
    ani Posejdona szalonego nie ujrzysz nigdy,
    jeżeli ich nie kryjesz w głębi własnej duszy,
    jeśli twa dusza nie wznieci ich przed tobą.

    Życzyć sobie winieneś, by długa była wędrówka.
    Oby wiele było poranków letnich,
    w których – z jakąż rozkoszą, z jakąż radością! –
    będziesz podpływał do portów
    przedtem ci jeszcze nie znanych.
    W handlowych stacjach Fenicjan
    zatrzymywać się musisz,
    aby zakupić piękne rzeczy,
    perły i korale, bursztyn i heban,
    wszelkie rodzaje rozkosznych wonności –
    ile tylko zdołasz błogich olejków znaleźć.
    Musisz odwiedzić wiele miast egipskich,
    by uczyć się i jeszcze się uczyć – od tych, co wiedzą.

    Nie wolno ci nigdy zapomnieć o Itace,
    dotarcie do niej bowiem jest twoim przeznaczeniem.
    Ale bynajmniej nie spiesz się w podróży.
    Lepiej, by podróż trwała wiele lat,
    abyś stary już był, gdy dotrzesz do swej wyspy,
    bogaty we wszystko, co zdobyłeś po drodze,
    nie oczekuj wcale, by Itaka dała ci bogactwa.

    Itaka dała ci tę piękną podróż,
    bez Itaki nie wyruszyłbyś w drogę.
    Niczego więcej już ci dać nie może.

    I choćbyś ujrzał, że jest biedna –
    nie oszukała cię Itaka.
    Wróciwszy tak mądry, po tylu doświadczeniach,
    zrozumiesz prawdziwie, co to jest Itaka.

    Ale byla jeszcze piekna odpowiedz na ten wiersz Herberta. Nie wiem czy znajde ale poszukam.

  26. No znalazlem. Tp jest Herbert, chyba w odpowoedzi Kawafisowi:

    Podróż

    1

    Jeśli wybierasz się w podróż niech będzie to podróż długa
    wędrowanie pozornie bez celu błądzenie po omacku
    żebyś nie tylko oczami ale także dotykiem poznał szorstkość ziemi
    i abyś całą skórą zmierzył się ze światem

    2

    Zaprzyjaźń się z Grekiem z Efezu Żydem z Aleksandrii
    poprowadzą ciebie przez uśpione bazary
    miasta traktatów kryptoportyki
    tam nad wygasłym atanorem tablicą szmaragdową
    kołyszą się Basileos Valens Zosima Geber Filalet
    (złoto wyparowało mądrość pozostała)
    przez uchyloną zasłonę Izydy
    korytarze jak lustra oprawione w ciemność
    milczące inicjacje i niewinne orgie
    przez opuszczone sztolnie mitów i religii
    dotrzecie do nagich bogów bez symboli
    umarłych to jest wiecznych w cieniu swych potworów

    3

    Jeżeli już będziesz wiedział zamilcz swoją wiedzę
    na nowo ucz się świata jak joński filozof
    smakuj wodę i ogień powietrze i ziemię
    bo one pozostaną gdy wszystko przeminie
    i pozostanie podróż chociaż już nie twoja

    4

    Wtedy ojczyzna wyda ci się mała
    kołyska łódka przywiązana do gałęzi włosem matki
    kiedy wspomnisz jej imię nikt z tych przy ognisku
    nie będzie wiedział za jaką leży górą
    jakie rodzi drzewa
    kiedy tak iście mało potrzeba jej czułości
    powtarzaj przed zaśnięciem śmieszne dźwięki mowy
    że – czy – się
    uśmiechaj się przed zaśnięciem do ślepej ikony
    do łopuchów potoku do steczki do łęgów
    przeminął dom
    jest obłok ponad światem

    5

    Odkryj znikomość mowy królewską moc gestu
    bezużyteczność pojęć czystość samogłosek
    którymi można wyrazić wszystko żal radość zachwyt gniew
    lecz nie miej gniewu
    przyjmuj wszystko

    6

    Co to za miasto zatoka ulica rzeka
    skała która rośnie na morzu nie prosi o nazwę
    a ziemia jest jak niebo
    drogowskazy wiatrów światła wysokie i niskie
    tabliczki w proch się rozpadły
    piasek deszcz i trawa wyrównały wspomnienia
    imiona są jak muzyka przejrzyste i bez znaczenia
    Kalambaka Orchomenos Kavalla Levadia
    zegar staje i odtąd godziny są czarne białe lub niebieskie
    nasiąkają myślą że tracisz rysy twarzy
    kiedy niebo położy pieczęć na twej głowie
    cóż może odpowiedzieć ostom wyżłobiony napis
    oddaj puste siodło bez żalu
    oddaj powietrze innemu

    7

    Więc jeśli będzie podróż niech będzie to podróż długa
    powtórka świata elementarna podróż
    rozmowa z żywiołami pytanie bez odpowiedzi
    pakt wymuszony po walce

    wielkie pojednanie

  27. Problemy z tożsamością w dużym stpniu sami sobie wymyślamy.
    Tak jakbyśmy byli jedynym narodem w Europie z nadzwyczajną historią, martyrologią, umiłowaniem wolności, podziałami klasowymi, społecznymi, doświadczeniem komuny i nazizmu.
    Jak pisali J. Iwaszkiewicz i T. Jastrun, zawsze byliśmy na skrzyżowaniu Azji i Europy, dodałabym i często staliśmy „w przeciągu” , a nawet uważaliśmy sie za przedmurze chrześcijaństwa ( od Wiednia po bitwę warszawska w 1920).
    OK., ale co mają o sobie powiedzieć Grecy, przez kilka stuleci pod butem tureckim, a co Irlandczycy albo Węgrzy, którym podobnie, jak nam przesuwano granice (do dziś nie mogą się pogodzić z utratą Siedmiogrodu)?
    Chyba w każdej rodzinie wspólczesnego Polaka można odnaleźć wątki i tradycje z różnych bajek o Polsce dawnej i dziesiejszej, najczęściej wymieszane.
    W czym to przeszkadza czuć sie po prostu Polakiem, a nie AŻ Polakiem (tu nawiązuję do wywiadu z A. Grabowskim w GW, o czym wpomniała tez Ewa 1958)?
    „Różne bajki”, to także różne mity, które siedzą w tyle głowy, a które kreuje m.in. literatura.
    Dlatego zaqwsze powtarzam : mniej Sienkiewicza, więcej Gombrowicza, mniej Rymkiewicza (tego „późnego”), wiecej Miłosza, czy Herberta, ale nie tego „przystrzyżonego” na potrzeby prawicy przez J. Kaczyńskiego zbawiciela.

  28. @mag

    (…) mniej Sienkiewicza, więcej Gombrowicza, mniej Rymkiewicza (tego „późnego”), wiecej Miłosza, czy Herberta, ale nie tego „przystrzyżonego” na potrzeby prawicy przez J. Kaczyńskiego zbawiciela.

    Oj, namieszała niektórym literatura w głowach, namieszała. Szczególnie romantycy i Sienkiewicz.

    Do Twojej listy dorzucę jeszcze Mrożka i Szymborską. I jako, że jestem lokalną patriotką, dołożę jeszcze teatr Wierszalin z Supraśla.

    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php