Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka

8.06.2012
piątek

Na Euro: mini-wykład z estetyki kibicowania

8 czerwca 2012, piątek,

Szalenie mnie przed Euro ubawił Wojciech Cejrowski. Człowiek w pseudohawajskich koszulach, kolorowych do oczopląsu, uszytych z ukwieconych i przewzorzystych materiałów prosto z Chin, biegający po egzotycznych terytoriach bez obuwia, wygłosił w sieci zaangażowaną mowę z zakresu estetyki. Ciekawe, prawda?

Orzekł, że nie podobają mu się wszystkie te taksówkarskie gadżety: polskie flagi z dodatkowym napisem „Polska”, biało-czerwone podkoszulki z takim samym napisem, wszystkie te ubranka na samochodowe lustereczka w polskich, narodowych naszych barwach. Że mierzi go zwłaszcza i wyjątkowo czerwień całego tego, produkowanego w Chinach kibicowskiego oprzyrządowania. Że czerwień ta zupełnie niepolska, niekarmazynowa i niekrólewska, a flaga nasza wszak od królewskich kolorów się bierze. Że czerwień ta rozmyta i niedorosła jakaś taka, zabawkowa, ściągnięta z dziecięcych klocków raczej niźli wypreparowana z prawdziwej polskiej krwi.

A ci nasi kibice? O wszyscy święci! Jacyż oni, ci kibice niegodni… Podobnie niegodni, jak ta cała ich pseudo-czerwień kibicowskich flag, naciskanych na oczy pseudo-narodowych cylindrów z flauszu i szalików para-narodowych z wełenki. I w całym tym niegodnym Polski i polskości zestawie kibica drą się wniebogłosy, bawią się jak dzieci, krzyczą coś i beztrosko sobie śpiewają. No niegodne to, doprawdy, zachowanie. Dziecinada. A przed wojną, panie, to jak godnie się kibicowało. Nie to, co teraz.

Rozumiem, że przed wojną arcygrzeczni kibice wygłaszali uczone tyrady o boiskowych działaniach piłkarzy z wykorzystaniem słów zaczerpniętych ze słownika wyrażeń bardzo trudnych. I nigdy nie wstawali z ław, kiedy padł gol albo naszego sfaulował obcy. Nie śpiewali, nie skandowali i nie krzyczeli. Co najwyżej zbiorowo odmawiali w intencji futbolowej wiktorii podniosłe modły po łacinie.

Otóż nigdy, przenigdy nie kibicowało się „godnie”, cokolwiek miałoby to znaczyć. Kibicowanie to moment karnawałowy, w którym reprezentanci klasy robotniczej mogli do woli przełamywać standardy publicznego zachowania klas wyższych, a zatem drzeć się, kląć, śpiewać.

Bo godnie to znaczy jak? Jak podczas święta narodowego? Jak w czasie koronacji królowej? Jak w kościele? Wszędzie tam obowiązywały standardy zachowania obce kulturze kibicowskiej od jej zarania. Ruch kibicowski to emanacja kultury robotniczej. Pomijam już fakt, że na stadionach piłkarskich w Anglii, gdzie ruch się de facto narodził, nie było ławek ni krzeseł, na których można było godnie siedzieć. Tłum zatem bujał się, falował i podskakiwał niejako naturalnie. Nie po to się kibicowało i i nadal nie po to się kibicuje, aby być grzecznym niczym w szkole i w miejscu pracy. Kibicowanie służy dwóm celom: włączeniu się w lokalną wspólnotę, byciu uniesionym – górnolotnie rzecz ujmując – przez zbiorową duszę oraz wyszaleniu się, podobnie jak w trakcie karnawału, który na krótki czas zawiesza troski codzienności i ustabilizowaną strukturę społeczną, w której pierwsi kibice z pewnością nie lokowali się wysoko. Krótko mówiąc, kibicując można odreagować.

Zresztą biedni ci kibice dzisiaj, naprawdę biedni.

W ramach badań dla Ministerstwa Nauki przyglądamy się z Dominikiem Antonowiczem i Radkiem Kossakowskim komercjalizacji piłki nożnej, która ma poważne następstwa dla ruchu kibicowskiego. Organizacje takie jak UEFA (i wszelkie podmioty komercyjne, które są do nich dopięte) w imię zysków płynących ze stadionów, chcą je przerobić na przestrzenie konsumpcji, takie jak galerie handlowe i disnejlandowe wesołe miasteczka. Wszystko po to, aby przyciągnąć ludzi od klasy średniej wzwyż, która dysponuje pieniędzmi na gadżety, colę, popcorn i miejsce w vipowskiej loży.

Zachowanie publiczności stało się dzisiaj nie tylko ekonomicznie „efektywne” (kibicowanie to w gruncie rzeczy krótki akt konsumpcji, niczym wyjście do kina), ale również przewidywalne (zachowania publiczności na stadionie zostały odarte z wszelkiej karnawałowej spontaniczności). Są to typowe syndromy procesu makdonaldyzacji opisanego przez amerykańskiego socjologa George’a Ritzera. Najlepiej – z perspektywy zarabiających na futbolu, czyli na przykład UEFA – żeby kibice grzecznie siedzieli i konsumowali. A jeśli mają się zamiar ubrać w klubowe czy narodowe barwy, to najlepiej, by kupili je w stadionowych sklepach za oszałamiające przeciętnego przedstawiciela klasy robotniczej kwoty.

Wojciech Cejrowski z kolei, wielbiciel narodu i polskości, chciałby tych samych kibiców usadzić w krzesłach w imię, tradycyjnych jakoby, dostojeństwa i godności. Rozumiem, że w efekcie wychowawczych oddziaływań podmiotów komercyjnych takich jak UEFA i Cejrowskiego, kibice w czasie Euro powinni w przepisowej, kupionej od międzynarodowej federacji bieli i czerwieni, na przemian chrupać popcorn i godnie się modlić do wszystkich świętych o zwycięstwo. Broń boże coś krzyczeć czy tańczyć na krzesełkach.

Doprawdy, jest tak niewiele w polskim cyklu rocznym momentów, w których można do woli manifestować przywiązanie do barw narodowych, że czepianie się skandujących kibiców poprzebieranych za chodzące sztandary uznać trzeba za próbę medialnego lansu. Mnie, Cejrowskiemu, hiper-patriocie, nie podobają się nieprawdziwe polskie barwy i wygłupiający się przed, w czasie i po meczu rodacy. Taki jestem inny i taki lepszy od barachła. Takie prawdziwsze i godniejsze są barwy mej kameleoniastej koszuli. Podobnie mógłby się polansować medialnie jakiś amerykański patriota w czasie Super-Bowl. Ponarzekałby na przykład na damskie bikini opięte na kibickach, wykonane z materiału przypominającego gwiaździsty sztandar. Albo jakiś hiper-patriota Grek, któremu niegodne wydałyby się greckie, błękitne flagi porozwieszane na wszystkich barach serwujących w czasie Euro ouzo.

Muszę się publicznie przyznać do pewnej słabości. Z masochistycznym ukontentowaniem oglądam paradokumentalne filmy awanturnicze z egzotycznych eskapad Wojciecha Cejrowskiego. Pan Cejrowski, boso i we wzorzystej koszuli – i faktycznie bez naszej narodowej flagi w dłoni –  ponownie zdobywa dla białego człowieka terytoria dzikich. Obsztorcowywuje ich, kiedy nie pasują mu ich zwyczaje. Widzi w ich „prostym” i „naturalnym” stylu życia rękę jedynego boga, którego oni w zdecydowanej większości nie wyznają. Ocenia ich z perspektywy własnej kulturowej wyższości. Zdaje się, że właśnie uznał za dzikich własnych rodaków. I uczy ich, na czym polega prawdziwa godność. Cały świat dziki, ino Wojciech Cejrowski cywilizowany. Czekająca w napięciu na mecz Polska niegodna, ino pan Cejrowski godzien.

W tych to estetycznych okolicznościach życzę Państwu niegodnego, niestosownego wydzierania się w czasie Euro w tandeciarskich koszulkach z napisem „Polska”. I niechże wynik meczu Polska-Grecja będzie wskaźnikiem różnic w kondycjach naszych gospodarek.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 18

Dodaj komentarz »
  1. a ja tego safanduły już dawno nie lubię… i mierzi mnie jego styl wygłaszania poglądów, i ta ciasnota umysłowa, i wszelkie fobie wylewające mu się ustami, uszami i nosem… ble.

  2. Szlendak to Cejrowski a rebours. Ten sam lans, ta sama głębia, ten sam poziom.
    Zabrakło mi tu pochwały stadionowych bandytów, którzy niewątpliwie nie należą do klas wyższych, nie brakuje im spontaniczności ani pogardy wobec klas wyższych. Czyż to nie jest prawdziwy szlendakowy ideał i ofiara wykluczenia jednocześnie? Czyż nie należy bronić wykluczonych?

  3. Cejrowski nie z mojej bajki ale chyba ma trochę racji. Polska flaga, często z godłem umieszczana gdzie i na czym popadnie.To chyba profanacja.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Cholernie mnie ciekawi, czy praca uniwersytecka ma znamiona komercjalizmu.
    Dawniej naukowiec dociekał prawdy, nie licząc się z kosztami.
    Dzisiaj zajmuje etaty, nierzadko nie licząc się z prawdą.
    Proszę udowodnić, że jest inaczej, chętnie zmienię zdanie.
    Czy naprawdę „obserwacja komercjalizacji UEFA” zamierzającej żerować już nie tylko na ubogich proletariuszach ale nawet na tłustawym mieszczaństwie, to nie jest trochę zbyt spóźniony i pokręcony problemat, żeby nie powiedzieć – komiczny?
    Podobnie jak „czy domowy schabowy” jest bardziej niekomercyjnie godny celebracji niż McRoyal?
    Jak w ogóle definiuje się komercję w kołach nauki wynagradzanych z pensji?
    Może ktoś z blogerów wyjaśni, może się z zagadnieniem zetknął…?
    Cicer cum saure na antyhawajską nutę.
    Z uszanowaniami.

    PS Pan Cejrowski i jego postawa oraz poglądy budzą mój nie tylko estetyczny niesmak, podobnie jak ocena osób i poglądów po pochodzeniu. Na przykład koszuli.

  6. Pan cejrowski przynajmniej potrafi pisać w interesujący sposób. W przeciwieństwie do pana.

  7. „I niechże wynik meczu Polska-Grecja będzie wskaźnikiem różnic w kondycjach naszych gospodarek” – no to mamy właśnie wynik – „wskaźnik różnic”. Jak widać, Autor żyje w świecie mitów rozpowszechnianych przez przez tygodnik (…), no i oczywiście naprawdę wierzy w obowiązujący mit „Zielonej Wyspy”.

  8. Cicer cum saure?

  9. markot
    9 czerwca o godz. 9:26

    Cicer cum saure?
    – – –
    Od: sauerkraut 😉 🙂

  10. nie ogladam programow z panem Cejrowskim od czasu, kiedy obejrzalam kiedys jakis fragment; szanowny Autorze, szkoda czasu! lepiej sie udac po polska flage lub szaliczek. Ja ciesze sie jako kto glupi, ze nareszcie machamy flaga z radosci, mocujemy do samochodow, niech powiewa! i wisi mi i powiewa co kto o tym mysli 🙂

  11. Re: Anastazja:
    A mnie tam mniej drażni (nawet: w ogóle nie drażni) flaga za samochodzie czy kubku kibica niż wymachiwana patetycznie razem z krzyżem wokół kolejnej rocznicy Smoleńska. Niech w tym naszym patriotyzmie będzie trochę radości i zwyczajności, a nie tylko my męczennicy, my bohaterowie, my skrzywdzeni, my – jedyni -godni… itd.

  12. Re: Geko

    Cicer cum caule… jest główną treścią wszelkich blogów. W Twoim przypadku też, a cytaty przed wklejeniem warto zweryfikować.

  13. Bałam się Euro, bałam się kiboli, kieszonkowców, dziurawych autostrad, brzmiącego na stadionach „Koko koko”, hymnu na góralską nutę, godnej pożałowania inauguracji innymi słowy przypieczętowania obrazu Polski, za którą nie raz musiałam się wstydzić.

    Od dwóch tygodni natomiast jest mi miło. Cieszę się, że mieszkam w Polsce i jestem dumna, kiedy rozmawiam z obcokrajowcami, którzy z nieskrywanym zaskoczeniem opowiadają mi dobre rzeczy o kraju, który jest moim domem. Uśmiecham się na widok 60-latki w biało-czerwonym kapeluszu czy tańczących na rynku wspólnie Irlandczyków i Polaków wykrzykujących „Polska! Biało-czerwoni!”. Przyznam, po inauguracji odetchnęłam i spokojnie radowałam się czasem, w którym Polska dostała raz na kilkadziesiąt lat szansę i moment kiedy wszystkie kamery skierowane są nie tylko na nasze stadiony, ale i na polskość właśnie.

    Irytującego mnie czasem Pana Cejrowskiego lubię i niekiedy się zgadzam. O, np. w tym „w efekcie, w demokracji parlamentarnej, dwóch pijaczków spod budki z piwem, ma dwa razy więcej do powiedzenia, niż jeden profesor Uniwersytetu”

  14. Panie Tomku,
    Uśmiałam się pysznie, czytając Pana felieton. Ten Cejrowski to tak na poważnie? czy to też jakieś „edukacyjne żarty” w stylu Wojewódzkiego i Sp.?
    Zgadzam się z Panem co do macdonaldonizacji piłki nożnej, niestety kto ma forsę, to węszy żeby jej mieć jeszcze więcej. Zazdroszczę Wam, że możecie na miejscu przeżywać te mistrzostwa. Mnie cieszy i bawi inwencja ludzi, nie widzę zbrodni w niedoskonałości chorągiewek. Ludzie się bawią i to jest ważne, manifestują swoją przynależność, a w tym przypadku dumę z bycia gospodarzami, to wspaniałe.
    Widziałam wszystkie mecze jak do tej pory, oprócz pierwszego. Może ktoś mi podpowie, jak zobaczyć powtórkę Polska: Grecja. Za dwie godziny Niemcy : Włochy, mimo że kibicuję obu drużynom, to jednak się denerwuję. To jest sport, a na takim poziomie to jest najlepszy teatr.
    Wczoraj w czasie meczu Portugalia:Hiszpania cuda wianki zaczęły się dziać z moim komputerem, pobiegłam do sąsiada. On oglądał na 50- calowym TV. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że jak podskakiwałam w szczególnych momentach, to spoglądał na mnie jak na niedorozwoja. Musiałam się pilnować, żeby nie pokrzykiwać, komentować, czy podskakiwać. Całe szczęście,ż e to było ostatnie 20minut już z dogrywki, bo bym nie wytrzymała dłużej tej bardzo grzecznej, choć z lekka wyniosłej cenzury. Mój Sąsiad na pewno by usatysfakcjonował pana Cejrowskiego. Bardzo godnie się zachowywał i w godny sposób mnie zobowiązywał do tego samego. Ale to nie jest fun wtedy. Sport to emocje to żywioł. Warto się wyluzować przed meczem a frak i muszkę zostawić w domu na ten czas.

  15. Pamiętając o naszej rimwozoe tydzień temu oczywiście nie mf3głbym tego nie skomentować gdyż mam na ten temat inne, przynajmniej częściowo zdanie.Zdecydowanie masz rację, że polski system szkolenia młodzieży jest niemal od A do Z zupełnie nie taki jak być powinien, a także że na zachodzie wśrf3d młodych piłkarzy stosuję się dużo większą dyscyplinę i dzięki temu osiąga się tam pf3źniej lepsze wyniki. Jednak kompletną głupotą i zagraniem pod publikę było ze strony Lecha Poznań karanie tych piłkarzy za to co robili na powyższym filmiku (czy też za to, że umieścili go w internecie). To jasne, że rzeczy jakie na nim zobaczyliśmy są dość żałosne ale moim zdaniem to jest ich sprawa co i gdzie robią jeżeli jest to niezwiązane ze sprawami sportowymi czy klubowymi. Jeżeli to odbiję się na ich formie sportowej to nie masz co się martwić, bo reprezentantami Polski nie zostaną i to będzie kara dla nich, a nie przecież dla nas kibicf3w. Jeżeli jednak w piłkę grają dobrze, to dla mnie mogą zdradzać żony, pić wf3dę czy nie chodzić na wybory. Za bardzo na świecie (a w Polsce już szczegf3lnie) zwariowaliśmy na punkcie idealizowania kogoś i potrzeby bohaterf3w tam gdzie ich nie ma. Piłkarze mają grać w piłkę, pisarze pisać książki a Ibisz prowadzić programy rozrywkowe. I tyle. Cała otoczka z wynoszenie sportowcf3w jako symboli narodowych czy wzorf3w do naśladowania dla przyszłych pokoleń jest jak dla mnie zupełnie nie na miejscu, ale to już sprawa na inną dłuższą dyskusję. W każdym razie sport jest biznesem, a kluby, czy nawet całe rozgrywki są w zdecydowanej większości w rękach prywatnych, co sprawia, że swoje niezadowolenie można wyrazić nie oglądając meczf3w, a tym samym nie dając im na sobie zarobić. To co piłkarz może albo nie może powinno być określony w kontrakcie albo przynajmniej w słownych zasadach, ktf3re zawodnik sam akceptuje stając się pracownikiem danego klubu. Jeżeli jakieś zasady złamie to wtedy można za to ukarać, a co do całej reszty to sprawa już tylko i wyłącznie człowieka. Nie sądzę, żeby kolesie z filmiku mieli powiedziane nie możecie sobie w swoim domu pić alkoholu i tańczyć bez ubrań bo jak się dowiemy, to zostaniecie odsunięci od drużyny . Tak jak powiedziałem więc na początku, konsekwencje wyciągnięte przez Lech Poznań były jak najbardziej bezpodstawne i użyte głf3wnie do tego, żeby uciszyć media. Raczej nie tak rozwiąże się problem ze szkoleniem w Polsce młodzieży.

  16. Panie Tomaszu,
    jest PanOK?

  17. Panie Szlendak,
    już Panu wychłódło? 🙁
    Pan tu sobie jeszcze eurokibicujesz, a znicz w Londynie gore 🙄

  18. W znakomitej większości podzaelim Pański pogląd na kwestię obiektywizmu i to, co się za nim kryje. Nie chodzi przecież o to, żeby prowadzący audycję nie posiadał własnych poglądf3w, bo prowadziłoby to do absurdu. Chodzi właśnie o sposf3b prowadzenia dyskursu, o to, aby wszystkie strony sporu mogły się wypowiedzieć, a słuchacze nie mieli wrażenia, że prowadzący audycję sprzyja jednej ze stron. W najgorszym wypadku spotykamy się z sytuacją (jak w audycjach Bronisława Wildsteina, Stanisława Janeckiego, czy Tomasza Sakiewicza), że do studia nie zostaje zaproszony nikt, kto prezentowałby odmienny pogląd na rzeczywistość od prowadzącego audycję. Najlepszym przykładem rzetelnego dziennikarstwa jest audycja Dariusza Rosiaka, ktf3rego poglądf3w politycznych trudno się dopatrzeć w żadnym z jego programf3w. Chodzi zatem o styl, a nie o personalia, a styl ten w mediach publicznych powinien być bardziej konsyliacyjny aniżeli konfrontacyjny. Na prowadzącym audycję ciąży obowiązek bycia moderatorem dającym dojść do głosu każdej ze stron i drążącym temat z każdej pozycji, rf3wnież z tych sprzecznych z jego własnym światopoglądem.Wolny rynek wolnym rynkiem, ale decyzje podejmowane przez Jacka Sobalę zmieniały całkowicie charakter rozgłośni, zmieniając jej format z kulturotwf3rczego na publicystyczny. Akurat zwolnieni dziennikarze prezentowali bardzo wysoki poziom i w znacznej większości tworzyli audycje w terenie: rozmawiali z ludźmi, tworzyli reportaże, ktf3re bardzo urozmaicały audycje. Jednym słowem wypełniali misję publiczną w zdecydowanie szerszym rozumieniu niż nowozatrudnieni dziennikarze. Zresztą nie oszukujmy się media publiczne nie mają za zadanie zwiększać stale swojej słuchalności i konkurować z nadawcami prywatnymi. Skupiając się tylko na pokazaniu wzrostu słuchalności (notabene na podstawie mało wiarygodnych badań telefonicznych SMG/KRC) Jacek Sobala udowodnił, że nie rozrf3żnia medif3w publicznych od prywatnych, a rf3żnica polega na tym, że media publiczne powinny mieć za priorytet trzymanie poziomu, ktf3ry siłą bezwładności zanika przy dążeniu do przypodobania się coraz to większemu gremium słuchaczy.Nie neguję rf3wnież potrzeby zmian w Trf3jce. Jednak nie godzę się na zmiany rewolucyjne, czy podyktowane partykularnymi interesami konkretnej partii czy koalicji sprawującej władzę w mediach publicznych. Takie zmiany z natury mają destrukcyjny wpływ na jakość nadawanych audycji. O ile powrf3t Marka Niedźwieckiego nie budzi dyskusji z tego względu, że jest jedną z ikon tego programu, tak samo zresztą jak Piotr Kaczkowski, Wojciech Mann, czy Jan Ptaszyn Wrf3blewski, o tyle zwiększenie na potrzeby kampanii wyborczej ilości publicystyki, i to w najlepszym czasie antenowym, było jawnym splunięciem w twarz słuchaczom Programu Trzeciego.Pragnę zwrf3cić uwagę na jeszcze jeden fakt umykający osobom dyskutującym o zmianach w Trf3jce: Trf3jka wypełnia misję publiczną w dość specyficzny sposf3b: poprzez produkcję reportaży z wydarzeń kulturalnych, nagrywanie audycji teatralnych, czy wreszcie prowadzenie audycji autorskich, ktf3re nie pełnią tylko funkcji radia towarzyszącego jak to jest w mediach komercyjnych, ale skupiają się na przybliżeniu muzyki jaka jest przekazywana słuchaczowi. Właśnie ta nieprzypadkowość i to, że bardzo często prowadzący audycję musi się przygotować merytorycznie do audycji, a nawet napisać coś w rodzaju scenariusza sprawia, że audycje muzyczne stają się de facto audycjami edukacyjnymi w wielu przypadkach rozszerzającymi wiedzę słuchacza o otaczającym nas świecie, ktf3ry nie sprowadza się jedynie do polityki i wykłf3cania o mojszą prawdę .Rf3wnież pozdrawiam bardzo serdecznieJacek Tomczyk

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php