Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka

8.08.2012
środa

Wakacyjne przytupy i dewolucja w kulturze

8 sierpnia 2012, środa,

Do niedawna bawiłem się ze studentami w typowanie przeboju wakacji. Gdzieś tak w kwietniu, najdalej w maju nakazywałem zastanowić się, która z obecnych w mediach melodyjnych przytupajek zostanie hitem lata. Kiedyś przewidywaliśmy bezbłędnie. Dzisiaj już to się nie udaje. W każdym razie udaje się gorzej, ponieważ Internet pokiereszował popkulturalny kanon i nie pozwala na lansowanie kawałków obowiązujących wszystkich. Jak w zamierzchłych czasach „Lambada”.

Do 2005 roku zabawa w typowanie przeboju wakacji udawała się całkiem, całkiem. W tym właśnie roku przebojem wdarła się do przyplażowych zestawów stereo radosna pieśń trzech przeuroczych i przychudych młodzieńców pochodzących z niezjednoczonej z Europą Mołdawii. Nazywali się O-Zone. Pamiętacie to jeszcze? Wideo skręcone do tej uroczej pieśni zachwalało tańce-skakańce na skrzydle rozpędzonego samolotu z napędem śmigłowym i pokazywały je wszystkie możliwe telewizje w hotelowych odbiornikach kolorowych, jak Europa długa i szeroka.

Do tego momentu potężne tuby jednokierunkowej propagandy (od nadawcy, który wiedział lepiej, co jest fajne, do słuchaczy i oglądaczy), takie jak MTV czy VIVA nadawały ton wakacyjnym potupajkom. Były jedne, jedyne, a ich przekaz był pancerny. Po sześć, osiem razy na dobę leciał sobie ten O-Zone, nie dziwota zatem, że słyszeli go wszyscy. A kiedy już usłyszeli, raz po razie, to nie mieli szans, żeby nie polubić.

Kanon w popkulturze był dziełem mediów jednokierunkowych, w których pracowali ludzie nadający ton, pokazujący to jeno, co uznali za stosowne. A konkretniej, co uznali za stosowne pracownicy wielkich korporacji produkujących muzykę do nietrudnej konsumpcji. Łatwo było wtedy o gigantyczne nakłady płyt, bo media jednokierunkowe profilowały sprzedaż.

A dziś? Dziś jest Internet, w którym każdy amator znajduje swoją własną potworę. Każdy w nim znajduje coś do lubienia, coś swojego, coś zgodnego z własnym, indywidualnym gustem. Bardzo trudno (a w każdym razie o wiele trudniej) wcisnąć wszystkim to samo, bo jednokierunkowe media straciły swoją moc oddziaływania.

Dodatkowo, w dobie Sieci wszystkiego jest dzisiaj za dużo. Obrazów za dużo, tekstów za dużo, formatów za dużo, artystów za dużo, doznań za dużo. Wszystkiego w coraz szerzej pojmowanej kulturze jest nazbyt wiele: wyjazdów turystycznych, imprez sportowych, gadżetów do konsumowania kultury w biegu, przestrzeni prywatnych i publicznych zapełnionych sztuką, emocji narzucanych przez artystów, seksu w kulturowych sferach wszelakich, rozbieżnych komentarzy, źródeł wiedzy, prawideł mody, a w każdym z tych obszarów mnożą się i mnożą kolejne wybory. Również w muzyce, nawet tej najpopularniejszej, przeznaczonej do plażowania i skakania po dyskotekach.

Coraz więcej i więcej propozycji, których daje się słuchać i przy których daje się potańczyć. Kultura dzisiejsza to kultura nadmiaru, przesytu, przeładowania. Funkcjonujemy wręcz w czasach dyktatury nadmiaru i hegemonii nadprodukcji kulturowej, z którymi trudno radzić sobie w obliczu niedostatku i uwiądu narzędzi selekcyjnych. Jednym z takich narzędzi były wszechmocne telewizje muzyczne i nieliczne kanały komercyjnego radia. W dobie Internetu każda mała grupa, subkultura, grono znajomych mają swój własny przebój i dlatego tak trudno wytypować ten, który będzie obowiązywał wszystkich przez dwa miesiące wakacji.

Krótko mówiąc, Internet to – owszem – sito, ale takie, przez które przelatuje bardzo, bardzo wiele rozmaitych propozycji. Wszechmocna niegdyś telewizja muzyczna była lejkiem, przez który przepływały tylko bardzo nieliczne produkcje.

Może dlatego niektórzy dostrzegają dziś w kulturze i w popkulturze brak postępu? Kurt Andersen, amerykański pisarz, utyskiwał w styczniu w „Vanity Fair” na dewolucję. Jego zdaniem od końca II wojny światowej wzory w designie, w muzyce, a nawet kształty samochodów zmieniały się radykalnie co dekadę. Porównajcie choćby muzykę popularną z lat 50-tych z muzyką z lat 70-tych. Cóż za kolosalna różnica! Co 10 lat świat przechodził rewolucję w kulturze. I było tak do roku 1990, od której to chwili, zdaniem Andersena, wszystko stanęło w miejscu i karmi się już tylko tym, co było. Z jednym wyjątkiem – radykalnie od tego momentu zmienia się technologia, zwłaszcza cyfrowa. To przez nią, o ile rozumiem Andersena, nie zmieniają się treści kulturowe, nie pojawia się w kulturze nic istotnie nowego. Ludzie i tak ledwo nadążają za zmianami interfejsów, oprogramowania, narzędzi sieciowych, żeby nadążać jeszcze za zmianami w designie czy w muzyce. Ponieważ szybko i radykalnie zmienia się technologia, kultura nie zmienia się w ogóle.

Ciekawa to interpretacja, wolę jednak swoją. Pojawia się przecież nowa muzyka (o czym świadczą choćby wpisy blogowe Bartka Chacińskiego), ale moim zdaniem jest jej po pierwsze za dużo, żeby ludzie w ogóle ją masowo dostrzegli i zaakceptowali, a po drugie nie filtruje jej już żadna mocarna instytucja w rodzaju MTV czy masowego radia. Jest za to Internet, w którym ta nowa muzyka trafia do wąsko skrojonych nisz, a nie do wszystkich. Stąd wrażenie dewolucji.

Na koniec to, co trafia do mnie. Poniżej podaję króciutki zestaw wakacyjnych kawałków mających w sobie potencjał hitu wedle socjologa kultury. Nie staną się jednak hitami w dobie Sieci, bo trafiają zapewne do nielicznych albo do wybranych (a poza tym chyba za daleko im do „Lambady”). Może ktoś z Państwa potupie sobie albo pomarzy o wakacyjnej miłości przy którymś z nich.

*   *   *

Pierwsza rzecz pochodzi z brazylijskich faveli. Wiosną tego roku niektóre polskie dziewczęta poustawiały jako dzwonek telefonu dzieło niejakiego Michela Telo, też z Brazylii, ale nadającego raczej dla tamtejszej klasy średniej („Ai Se Eu Te Pego”). Podkradł notabene tę melodię ludowym muzykom z regionu Bahia, ale nie o tym mowa. Proponuję posłuchać czegoś, co w zeszłym roku tamtejsze MTV uznało za hicior roku, ale poza Brazylią chyba niewielu o tym wie (czyż to nie wymierny wskaźnik śmierci kulturotwórczego potencjału tej stacji?). Chodzi o Criolo śpiewającego o tym, że w Sao Paulo nie ma miłości.

Drugi utwór to dzieło formacji Ondatropica, której duchem przewodnim jest brytyjski producent Will ‘Quantic’ Holland. Jest to nowa propozycja spojrzenia na tradycyjną muzykę kolumbijską, całkiem moim zdaniem „przytupajna”.

Trzecia rzecz to także egzotyka. Nie wiem, czy Państwo wiedzą, ale coraz więcej zniechęconych kryzysem ekonomicznym Portugalczyków przenosi się do pracy do swojej byłej kolonii, do Angoli, w której perspektywy są raźniejsze, a jutro bardziej przewidywalne. O czymś to świadczy, pewnie nienajlepiej o perspektywach Europy. Batida to projekt angolskiego Portugalczyka DJ Mpuli, czyli Pedro Coquenão. Trzeba oglądając wideo do utworu „Alegria” dotrwać do pierwszej minuty, wtedy pojawia się właściwa muzyka :-).

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. Wybaczcie długą nieobecność. To przez pracę,…..”

    Ciekawi mnie jaka prace moze wykonywac socjolog. Przedstawiciel pasozytniczego zawodu.

    Bez bajeru panie Szendlak. Pasozytnictwo nie jest praca. Pracy socjologow i calej armi przedstawicieli naulk spoleczno-humanistycznych po prostu nie widac.

    Polskie stosunki spoleczne zeszly juz ponizej poziomu dzikiego bydla. Wsrod dzikiego bydla jezeli jedno padnie, pozostale sie tym nie przejmuja.
    I tak to wlasnie w Polsce wyglada.

  2. Moim przebojem jest
    Bill Laswell i Sacred System Black Lotus
    http://www.youtube.com/watch?v=0cjOhNWlewU
    czyli hinduski jazz z new yorku
    Z podstawową tezą tradycyjnie się nie zgadzam, a w każdem bądź razie nie do końca. Liczba mediów się zwiększyła, ale nadal są jednokierunkowe i zawsze będą. Większość ludzi niczego oryginalnego nie wytwarza i wytwarzać nie może, zawsze większość będzie naśladować trendy, choćby niszowe, a w mediach internetowych są statystyki kliknięć, które działają podobnie do wcześniejszych list sprzedaży. Jeżeli kultura się zatrzymuje to raczej z powodu braku dopływu pieniędzy w związku z upadkiem znaczenia prawa autorskiego. Coraz mniej profesjonalistów może się utrzymywać. To prowadzi do homogenizacji kultury popularnej i rosnącego rozwarstwienia intelektualnego, ale miejmy nadzieję płatne treści też się pojawią.
    @anxiom1
    Nie twierdzę, że T.Szlendak wybitnym socjologiem jest, ale jednak czytanie książek to jest praca i to ważna i trudna. Być może obecnie istniejąca socjologia jest słaba (?). Ale można to ewentualnie spróbować zmienić.

  3. Panie axiom, panu się myli socjolog z inżynierem społecznym.

    Tak na szybko, co wielu socjologów robi zawodowo (bo przecież nikt nie pracuje jako „socjolog”, tylko w tysiącach innych zawodów):
    1) Pracuje na uczelni. W semestrze wykłada, przygotowuje zajęcia, w sesji egzaminuje i sprawdza prace. W wakacje biega z jęzorem przy procesie rekrutacji i przy obronach.
    2) Pracuje w mediach i u innych dostarczycieli informacji. Robi to, co zazwyczaj się w takich miejscach robi.
    3) Pracuje w firmach badających rynek – przygotowuje sondaże, fokusy i wywiady, przeprowadza powyższe, analizuje wyniki, pisze raporty z badań, robi fancy tabelki i wykresy do pokazania w mediach
    4) Pracuje w systemie pomocy społecznej (choć najpewniej nie jest z wykształcenia socjologiem ogólnie, a po pracy społecznej). Pomaga rodzinom niewydolnym wychowawczo, interweniuje we wszelkich przypadkach społecznej tzw. patologii
    5) Pracuje w reklamie i zajmuje się zwiększeniem sprzedaży reklamowanego produktu lub wypromowaniem jego marki, zależnie od zlecenia.
    6) Pracuje w biznesie, u kogoś albo ma własną firmę
    7) i tysiące innych możliwości.

    Niech się osoba tysiąc razy zastanowi, zanim zacznie kogoś obrażać, bo najwyraźniej osoba g… wie o socjologii i socjologach. O innych naukach społecznych też nędznie. Zdrowia życzę, bo na wiedzę i dobre maniery już za późno.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Bez przesady. Jedyna prace pozyteczna dla PKB ktora socjolog moze wykonywac jest zmywanie garow. To jedyne mozliwosci socjologa na wolnym rynku. Taka wlasnie prace socjolodzy, filozofy i inne pasozytnicze stwory z Polski sa w stanie wykonywac na zachodzie.

    Niestety w Polsce wolnego rynku nie ma. Rezim zatrudnia armie socjologow, filozofow, historykow, archeologow, i przeroznej masci przedstawicieli nauk spolecznych i humanistycznych na fikcyjnych pasozytniczych pozycjach. Budzet rezimu w stosunku do PKB siega juz 38-45% miedzy innym z powodu tej licznej armi pasozytow. Podczs gdy np w USA budzet rzadu ma sie do ich PKB tylko 20%.

    Ta pasozytnicza armia moze pracowac tylko na pozycjach panstwowych w zamian za totalne skundlenie i otomanianie reszty spoczenstwa tak by na tle otumanionego narodu rezim wygladal inteligentnie.

    A stosunki spoleczne w Polsce zeszly juz ponizej poziomu dzikiego bydla. Wsrod dzikiego bydla gdy jedno padnie pozostale sie tym nie interesuja. I tak wlasnie jest w Polsce. Co jest swiadectwem kompletnego fiaska tych ‚humanistycznych’ zawodow. Gdzie tam,… to zadne zawody.

  6. Gdybyś szanowny axiomie poszedł na dobre studia, na przykład socjologię, to nauczyli by Cię poszukiwania danych i krytycznej analizy źródeł. Dowiedziałbyś się wtedy że amerykański „reżim” wydaje 38 % amerykańskiego PKB a polski „reżim” wydaje 42 procent polskiego PKB.

  7. Muszę przyznać, że jak na ochroniarza w supermarkecie to „axiom1” sporo wie o PKB, a to się chwali! Tak przy okazji axiom oznacza pewnik obrazując tym samym narcystyczną naturę autora postu. Człowiek wyrocznia, jakie to wspaniałe. Jak się ktoś do niczego nie nadaje, to najprościej czepić się innych, może nikt nie zauważy. Lecz kiedy nowa droga przebiegać ma koło domu, kiedy drzewa chcą wyciąć i kiedy bloki socjalne w pobliżu narcyza powstają, wtedy z ust jego pada takie zdanie „A GDZIE KONSULTACJE SPOŁECZNE, SZANOWNY PANIE”?
    🙂

  8. A dla mnie muzyką tego lata jest ‚Myśliwiecka’ Andrusa – choć to więcej kabaret niż muzyka.

  9. Cirth, obudź się… puk puk, rzeczywistość puka…, z „tysiącem innych możliwości”.

  10. Axiom1, tez mam duzo do zarzucenia humanistyce i ‚naukom’ spolecznym, ale mam dla Ciebie zadanie domowe. Poszukaj wywiadu ze Stevem Jobbsem, w ktorym opowiada jak uczyl sie kaligrafii i co mu to pozniej dalo. Dopoki tego nie zrobisz, prosze nie wypowiadaj sie.

  11. A wracajac do tematu, moze muzyczna popkultura rozbita jest na nisze, ale z drugiej strony panuje niemal czysty recycling, rowniez w obrebie tych rozdrobnionych nisz, i w moim subiektywnym odbiorze, coraz wieksza nuda, co niestety potwierdzaja muzyczne propozycje Chacinskiego. Ostatnie nieco nowatorskie co sie pojawilo, to techno, a wlasciwie bardziej jego experymentalne pochodne. http://www.google.com.hk/url?sa=t&rct=j&q=wyborcza+lubimy+piosenki,+ktore+znamy&source=web&cd=1&ved=0CEkQFjAA&url=http%3A%2F%2Fm.wyborcza.pl%2Fwyborcza%2F1%2C75476%2C12207165%2CWszystkie_piosenki_brzmia_tak_samo__Hiszpanie_zbadali.html&ei=RWwmUOXmMqKDmQXXxIHICQ&usg=AFQjCNFyLwK-JtdjOhL_KoUxmSpklLdo-g

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php