Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka Wszystkożerca - Socjo-pomyślenia Tomasza Szlendaka

31.08.2012
piątek

Jaskinia pytających posłów

31 sierpnia 2012, piątek,

Klienci Amber Gold, którym skarb państwa w ramach postępowania kontrolnego za chwilę sprzątnie sprzed nosa ich wkłady na poczet niezapłaconych podatków, stali się tłem dla autopromocyjnego festiwalu w wykonaniu naszych umiłowanych reprezentantów.

Chciałem napisać coś poważniejszego, naprawdę, ale na zakończenie wakacji po prostu się nie da. Zwłaszcza, że panie posłanki i panowie posłowie (tak się do nich przemawia, kiedy mają podnieść rękę i wcisnąć przycisk) powrócili do swej udekorowanej biało-czerwonym kwieciem jaskini, zmuszając mnie do przełożenia tematów poważniejszych na nieokreślone później. Skrobię zatem tekst w tonie irytującym – zdaję sobie z tego sprawę – wszystkich tych, którzy pozostają wielce zatroskani, strosząc swe wąsy z sieriozną miną, stanem państwa, którego rozliczne instytucje (US, UOKiK, ABW, prokuratury, ministerstwa i co tam jeszcze) Amber Gold – pardon za słownictwo – oszwabił.

Bardzo mnie harce AB przy bezbronności instytucji kontrolnych martwią, proszę mi wierzyć, ale debata w sejmie nie skłania bynajmniej do aplikowania Państwu fraz roztropnych. Umówmy się, wszyscy to wszak wiedzą albo czują, że nie chodziło o usprawnienie państwa i jego nad oszustami kontroli, nie chodziło nawet o zranienie i nasypanie soli na rany premiera i jego syna (albo obronę obu panów), tylko o autoprezentację pań posłanek i panów posłów, czułych na porozstawiane kamery przekazujące całe to theatrum live. Gdyby zatem chodziło o coś poważnego, napisałbym poważnie. A że chodziło o autoprezentację, do tego katastrofalną estetycznie i nieudaną jak wszyscy diabli, to będzie niepoważnie. A może i poważnie? Nie wiem, sami oceńcie.

Leżę zatem wczoraj po południu, po stresach w pracy, niedospany. Łeb mi pęka, usiłuję się zdrzemnąć i w celach usypiających aplikuję sobie poselską paplaninę. Zazwyczaj błyskawicznie mnie takie przedstawienie usypia. Tym razem jednak patrzę – a cały czas łeb mi pęka – i czuję, jakbym w grze Diablo III wszedł niebacznie do zapchanej monstrami komnaty. Zadają mi pytania, bo to do mnie przez ten telewizor mówią (pan premier gdzieś sobie poszedł), po kolei Mięsny Jeż, Przeraza Żująca Czerwie i Gniewny Wybebeszony. No nie – myślę sobie – to przez ten łeb, co mi pęka. Przez ten łeb, stres w pracy i niedospanie takie zwidy i przerazy.

Czytają z kartek i przeczytać nie mogą. Nikt nie mówi z głowy (zapomnieli jej z domu?). Ta duka. Ten nie dostrzega przecinków i kropek. Tamten utknął w połowie napisanego przez-się-samego tekstu. Pikawa, która ich popędza – pika. Robi się nerwowo, bo marszałek na nich krzyczy. Pytania te ich jakieś takie mocno twierdzące (matury nie mają, czy co?). Niemal wszystkich nigdy przedtem nie miałem okazji ni oglądać, ni słuchać. Czasem pojawia się prawdziwe pytanie i ktoś pyta z sensem (ale to tylko wtedy, kiedy na mównicę wchodzi ktoś, kogo już widziałem, np. Krystyna Łybacka).

Dałem tak radę przez godzinę. Obejrzałem zatem trzydziestkę posłanek i posłów, bo nikomu z nich nie udało się pytać przez obowiązkową minutę. Poza tym niektórych mających chętkę na zadanie pytania nie było akurat na sali (gdzie poleźli?). Inni wdrapywali się na tę mównicę dłużej niż pytali. No trwało to. Trzydzieści pań posłanek i panów posłów to jednak nadto, aby powiedzieć coś o skromnych estetycznych efektach ich usilnej autopromocji. Nad paniami pastwić się – pozwolicie – nie będę. A u panów? U panów feeria szat fantazyjnych. Panom posłom kołnierze marynarek odstają na karkach celując w marszałka. Ramiona tych samych marynarek im się marszczą w malownicze muldy. A przecież tablety otrzymali, podłączone do Sieci. Tam, w tej Sieci i w tym tablecie, całe mnóstwo interesujących podpowiedzi, jak się przyodziać, a oni ubrani jak na „Weselu” u Smarzowskiego. Gadają i wyglądają jak prowincjonalni maturzyści, którzy garnitur kupiony na bazarku założyli pierwszy raz w życiu i zapięli go na wszystkie trzy guziki.

Przede wszystkim – ocean szarzyzny. Kilka miesięcy temu miałem okazję porozmawiać z panem Wojtkiem Grabianowskim, który zaprojektował stadion PGE Arena w Gdańsku, ten bursztynowy, na Euro. Pan Grabianowski cieszył się, że kolorowa bryła stadionu jest widoczna z samolotu lądującego na Rębiechowie. Pomarudził przy tym na polską szarzyznę. Od 40 lat pracuje w Niemczech i przy okazji budowy stadionu krążył między nami a naszym zachodnim sąsiadem. Porównania estetyczne są u architekta po Akademii Sztuk Pięknych nieuniknione. Pan Grabianowski ujął to tak: „w Polsce widzę, jak ludzie są ubrani. Są inne szarości. U nas też są szarości, ale to są inne szarości niż tutaj 90 procent społeczeństwa. Tutaj są szarości brudu, a tam szarości są kolorem”. Panowie posłowie w trakcie zadawania pytań spowici byli tedy w szarości brudu: błocko w betoniarce zmiksowane ze starym ołówkiem.

Czemu, zapytacie, zamieniam się w znienawidzonego przed redaktora Żakowskiego arbitra elegancji? Dlatego, że polska ulica, zwłaszcza w dużych miastach, a przede wszystkim zlokalizowani tam panowie przestają wyglądać jak posłowie. Ciuch poselski przestaje być reprezentantem ciuchu ludu, który posła sobie wybrał. Tysiące panów czytają dla przykładu i uważnie oglądają blogi poświęcone eleganckiemu ubiorowi męskiemu. Mogą się z nich dowiedzieć, czym są oksfordy, dlaczego poszetki nie wsadza się w butonierkę, albo jakie są zalety garnituru szytego na miarę. Posłom zadającym w swej jaskini pytania polecałbym, zamiast lajkowania nastoletnich modelek na fejsie, zajrzenie choćby do porządnie acz przystępnie pisanego bloga Mr Vintage, którego lektura pozwoliłaby uniknąć autoprezentacyjnych błędów i wypaczeń.

Wysyp tego rodzaju blogów traktuję jako wskaźnik pewnej estetycznej (r)ewolucji, która się dokonuje w Polsce. W zakresie ubioru zaczynamy w dużych miastach łączyć nasze chłopskie dziedzictwo (które bardzo mocno trzyma się posłów) w sprawnie funkcjonującą hybrydę z odkurzaną teraz spuścizną klasy, której najbliżej było do nowoczesnego ideału i nowoczesnego wzoru życia spośród wszystkich klas przedwojennej Polski – ze spuścizną inteligencji.

Jeśli jest jakaś elegancka Polska, z której warto czerpać, to jest to inteligencka Polska miejska. Dziedzictwo inteligencji to odtrutka na dzisiejsze przyzwolenie na chamstwo, na upowszechniające się zburaczenie. A walka ze zburaczeniem – choć wiem, ze dla wielu może to brzmieć nieco utopijnie – od ubrania się moim zdaniem może rozpocząć. Pojawiają się w Sieci całkiem popularne projekty, takie jak blog Waltera Szarmanta (to pseudonim antropologa Romana Zaczkiewicza), który uczy i siebie, i czytelników, na czym polega przedwojenna męska elegancja, utyskując przy tym na zanik tej elegancji w dzisiejszym życiu codziennym (ciekawe, co też Szarmant poczuł przyglądając się debacie poselskiej?). Są członkowie Stowarzyszenia But w Butonierce dążący, jak Szarmant, do odrestaurowania dawnej męskiej elegancji, chodzący wyłącznie w szytych na miarę garniturach.

Nowi mieszczanie, zwracający uwagę na ubiór (być może przesadnie), zaczynali od wytwarzanych przez kompetentnych rzemieślników strojów, od retro-gadżetów. Teraz przechodzą etap fascynacji inteligencką obyczajowością. Za uszytym u krawca garniturem w ślad idą maniery, postawa, trzymanie się prosto. Od elegancji, choćby powierzchownej, do norm i wartości dawniej się z nią wiążących jest już, miejmy nadzieję, niedaleko. Tuż za brakiem przyzwolenia na brak elegancji (od wyglądu po elegancję słowa) kroczy brak przyzwolenia na wszelką powierzchowność, na brak ogłady i kindersztuby.

Jestem naprawdę ciekaw, czy uwidaczniająca się dbałość o ubiór przekształci się w styl życia, a styl życia w dojrzały, mieszczański profil klasowy. Czy retro-moda wygeneruje nową miejskość i czy doczekamy się posłów i posłanek nie dukających z kartek, w strojach nieremiziastych, dbałych o formę, za którą podąża równie elegancka treść. A zastanawiam się nad tym nie tylko przy okazji bólu głowy na widok poselskiej jaskini, ale też na użytek programu do nowego przedstawienia Agnieszki Glińskiej w Teatrze Narodowym, gdzie piszę o możliwości powrotu do przedwojennej inteligenckości. Jedna z najciekawszych polskich reżyserek postanowiła przenieść na deski narodowej sceny „Pożegnania” Stanisława Dygata, opowieść o powojennym zmierzchu dawnej inteligencji z wszelkimi przypisanymi jej formami. Premiera już 8 września.

PS. Wszystkich tych, których nie przekonują myśli Kanazawy dotyczące dziedziczenia inteligencji w linii żeńskiej odsyłam do lektury Kanazawy. Jest tam sporo faktów i odpowiedniej przypisologii. Nie będę go bronił, bo sam mam rozmaite wątpliwości w tej kwestii :-).

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Szanowny Panie ,

    Jak „nasze panstwo” chce i laskawie nami rzadzacym pasuje w politycznych kalkulacjach – wszystko nabiera kolorow.

    Gdziez indziej (nawet nie w Niemczech!) gdy premier zmarszczy czolo – w ciagu paru dni znajduja sie dowody by czlowieka bedacego dotad pieszczochem elit zapudlowac.
    Panstwo, ktore potrzebuje wielu lat by oczyscic swoje struktury (bo takie sa przepisy pracy itd) nawet w tzw instytucjach od rzadu niezaleznych… (bo jak mowi Tusk nie chcemy „nadmiernej” ingerencji rzadu bo jestesmy panstwem nowoczesnym..) w ciagu tygodnia wywalajana pysk nietyklanych prokuratorow, zwalniaja szefow Izb Skarbowych.
    Bo dobrotliwy Tusk warknal jak Putin.
    Z dnia na dzien kastruje sie pedofila
    Zamyka sklep z dopalczami
    Czy zamyka Plichte.

    Jezeli sytuacja zagraza przewodniej sile narodu nagle wszystko nabiera tempa, szarzyzna staje sie purpurowa – realizuje sie panstwo prawa ponad procedurami, przepisami i normami przyzwoitosci.

  2. Hipoteza z dziedziczeniem inteligencji w linii żeńskiej wydaje mi się prawdopodobna a przynajmniej zgodna z obserwacjami, natomiast nie sądzę, aby inteligencję można było łatwo zlokalizować, bo są jej różne rodzaje. I tym samym wydaje się, że może ona powstać też przypadkowo przez mutacje, kombinacje i połączenia. Inteligencja to raczej zbiór różnych cech, które znalazły się w jednej osobie i sobie nawzajem pomagają.
    Poza tym poziom inteligencji społeczeństwa mogą podnosić inteligentni mężczyźni mający nieproporcjonalnie dużo córek.

  3. To zdanie gustownie ubranego Pana Blogera zacytuję, bo bardzo mi się podoba: „Jeśli jest jakaś elegancka Polska, z której warto czerpać, to jest to inteligencka Polska gdańska ciągnąca samolot osobnika mającego kilka wyroków w zawieszeniu.”

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Faktycznie paplanina bez sensu cały dzień.

  6. Szanowny Panie Falicz, spotykam Pana komentarze przy każdym artykule czy opinii. Powiem Panu tak, spotkałam w swoim życiu dwie osoby, które koniecznie chciały oddać złodziejowi swoje ciężko zarobione pieniądze i im się udało. A było to dosyć dawno, jakieś 10 i 7 lat temu (tak mi się wydaje). Jedna, bardzo bliska mi osoba zainwestowała wszystkie złotówki jakie miała a mnie, która przestrzegała ją przed tym krokiem obsypała epitetami. Druga, moja koleżanka zainwestowała w piramidę dolarową, pomimo moich ostrzeżeń plus doświadczeń z rodzinnego kręgu, likwidując nawet kapitałowe ubezpieczenie na życie. Człowiek jest tylko człowiekiem.
    Do Szanownego Gospodarza. Z przyjemnością nie oglądam spektaklu pt. obrady Sejmu dlatego też nie mogę wypowiedzieć się na temat trendów modowych obowiązujących aktualnie w tym przybytku. W teatrze ostatnio byłam ale mi się nie podobało. Byłam w Capitolu, gdzie wystawiano sztukę pt. „Klimakterium”. Wszyscy się śmiali a ja tylko kilka razy się uśmiechnęłam. Widocznie mam taki gust. Co do kobiet, to bardzo wiele kobiet, jak ja, ubiera się dla siebie. Nie wiem czy to się komuś podoba ale ja się muszę dobrze czuć. Korzystam zazwyczaj z komunikacji publicznej i wolałabym aby współcześni mieszczanie dbali o świeżość ubioru i oddechu. Nawet najpiękniejsze ubranie niknie we wczorajszych piwnych oparach. Na dodatek, wracając pociągiem z podróży zauważyłam, że konwersacja młodych ludzi (w tym dziewczyn) polega na posługiwaniu się kilkoma wyrazami w tym najbardziej dominujący jest wyraz na k…… Rzeczywiście reforma szkolnictwa jest bardzo potrzebna.

  7. Świetny wpis! Dzięki panu mam dwa kolejne blogi do dopisania na mojej liście codziennych wejść! Dziękuję 🙂

  8. masz rację też tak rozpatruję

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php